Archiwa tagu: Zbigniew Boniek

Jeszcze niedawno powyższe pytanie dotyczyłoby zapewne plotek o ewentualnych szansach prezesa PZPN w walce o schedę po Francuzie, który prywatnie jest jego przyjacielem.

Kilkanaście dni temu sytuacja zaczęła się jednak zmieniać. Jak poinformował futbolplus.pl oraz media łódzkie podczas kolejnej rozprawy w sprawie niegospodarności PZPN-u i spółki Widzewa Łódź Sylwester Cacek, były właściciel tego klubu, przyznał, że kupił go od Bońka i Wojciecha Szymańskiego za 11 mln zł. Dodatkowy 1,1 mln euro miał jednak przelać bezpośrednio na konto obecnego szefa PZPN w szwajcarskim banku. Pojawił się też wątek bezzwrotnej pożyczki – 1,1 mln zł – dla firmy biopaliwowej, która także należała do Bońka.

Sprawa przelewów, a zwłaszcza podatków od nich, nie została od razu wyjaśniona, bo prezes związku znów nie pojawił się na rozprawie, twierdząc, że jest nieobecny w kraju. Skomentował jednak słowa Cacka na Twitterze w stylu zadziwiającym: – Pan Cacek twierdzi , ze wejście do Widzewa (ESA) kosztowalo go około miliona euro. Czemu tak tanio można powiedzieć – napisał Boniek, dodając emotikony w postaci piłek i uśmiechniętych buziek.

Tymczasem do czasu sądowego wyjaśnienia tych wątków Bońkowi nie powinno być do śmiechu. Platiniego też przecież zatopił niejasny przelew bankowy od Seppa Blattera. I Francuz również początkowo żartował z „rzekomej afery”, powtarzał, że 2 miliony euro otrzymał w ramach umowy dżentelmeńskiej, a kwota się z nią nie zgadzała się, bo… pomylił się w rachunkach. Platini dodawał też z pewnością siebie, że jest kuloodporny, co nawet w sensie metaforycznym okazało się złudzeniem.

Teraz w analogicznej sytuacji znalazł się Zbigniew Boniek. Sąd zapewne nie zdoła zamknąć procesu przed wyborami w PZPN, jednak nie ulega wątpliwości, że zeznania Cacka już dostarczyły paliwa Józefowi Wojciechowskiemu. I tym razem faworyt może wyjść z kampanii, a przede wszystkim z samego zjazdu zdecydowanie bardziej poraniony niż cztery lata temu.

Zdzisław Kręcina. Człowiek instytucja. W rankingach rozpoznawal-ności plasowałby się w ścisłej czołówce. W dodatku ma i kanclerską głowę, i takąż wątrobę, którym towarzyszą lekkość dowcipu i nieograniczona towarzyskość. A to mieszanka piorunująca.

Od Chicago po Wodzisław na papieża tylko Zdzisław. Pamiętacie tego mema? Jeśli śmiał się z niego także Zbigniew Boniek, to od minionego wtorku do śmiechu już z pewnością mu nie jest. Bo prezes PZPN dostał lekcję, jakiej się nie spodziewał – z kretesem przegrał wszystkie (!) głosowania na  Nadzwyczajnym Zgromadzeniu Delegatów, a w  triumfującym ruchu oporu co najmniej drugie skrzypce odgrywał nie kto inny, a właśnie Kręcina.

W sojuszu z Maciejem Wandzlem, współwłaścicielem Legii i szefem Spółki Ekstraklasa, któremu udało się dokonać wielkiej sztuki i zjednoczyć wszystkie ligowe „szable”, stanowili duet nie do pokonania. Co więcej, Kręcina ma wszelkie – także te wspomniane na  wstępie – predyspozycje, by uczynić wyłomy w ostatnim murze Bońka, jaki stanowili na obradach regionalni baronowie. Tym bardziej że lojalność wielu z nich po prostu ma swoją cenę, a akurat imć Zdzisław na wszelakich negocjacjach spędził w życiu więcej godzin niż na pochrapywaniu w samolotach.

Pozycja Bońka stała się zresztą słabsza także dzięki niemu samemu. Urażony w swojej dumie kontratakował brutalnymi wślizgami. Wandzlowi sugerował amatorszczyznę, przypominając kartkową wpadkę Legii z Celtikiem, a  Kręcinie niechlubne pożegnanie z PZPN po aferze taśmowej (nagranie sugerowało korupcję związaną z budową nowej siedziby związku). A takich zagrań piłkarskie środowisko nie lubi, w końcu gros delegatów nie urodziło się wczoraj i w przeciwieństwie do Bońka nie spadło na związek z włoskiego nieba, a wyszło z ziemi, tej ziemi, po której biegali skorumpowani do cna piłkarze, trenowani przez skorumpowanych trenerów i opłacani przez skorumpowanych prezesów.

Gdy Zdzisław Kręcina oddawał posadę dyrektora sportowego Piasta Gliwice, zastanawiano się nad przyczynami tego kroku. Wkrótce jednak ruszył w wyczerpujące tournée po regionie, dając sygnał, że jest gotowy, by przejąć gabinet po Rudolfie Bugdole, odwiecznym, ale odchodzącym na emeryturę baronie śląskim. Wtorkowe wydarzenia każą się wszak  zastanowić, czy góral z Koszarawy nie zamierza zdobyć znacznie wyższego szczytu. A jeśli tak jest w rzeczywistości, to Bońka może nie obronić nawet francuskie złoto mistrzostw Europy.