Chorzów ul.Katowicka lata 50-60

Na pierwszym planie po lewej stronie ulicy, wówczas Dzierżyńskiego, słynna chorzowska cukiernia Lamparskich.

Foto: Chomikuj.pl

Co zabrała chorzowskiemu rynkowi estakada od strony nieistniejącej już huty Kościuszko pisałem kilka dni temu. Dziś garść wspomnień dotycząca drugiej części centrum miasta, gdzie wyburzeń było jeszcze więcej. Zniknął bowiem cały ciąg kamienic po prawej stronie ulicy Dzierżyńskiego (tak się przed laty nazywała), która biegła od chorzowskiego rynku w kierunku Katowic, oraz kilka gmachów stojących vis a vis magistratu.

katowicka

Ulica Dzierżyńskiego nieco dalej od rynku

Foto: Śląska Biblioteka Cyfrowa

Najbardziej rozpoznawalny z nich był budynek sądu wraz z przylegającym do niego aresztem. Zamiast nich mamy teraz mały parking oraz wjazd (zjazd) na estakadę. Kilka budynków stojących obok sądu uratowano, ale potem im bliżej ulicy Dzierżyńskiego tym spustoszenie było większe. Najbardziej utkwiła mi w pamięci kamienica stojąca na rogu, której atrakcją był sklep firmowy Wawelu. To właśnie tam, zwłaszcza przed świętami, ustawiały się spore kolejki po znane do dziś malagi, buławki, kasztany czy katarzynki.

Obok Wawelu, już przy ulicy Dzierżyńskiego mieściła się popularna, choć mająca kiepską reputację knajpa „Pokrzep się”. Następnie było wejście do parku, który w okrojonej formie istnieje do dziś, i rząd około 15-20 kamienic, które wyburzono. Najbardziej reprezentacyjna z nich mieściła się po przekątnej obecnego Teatru Rozrywki, na rogu ulic Nowotki (był to końcowy fragment ul. Dąbrowskiego) i Dzierżyńskiego. Znajdowała się tam m.in. cukiernia Lamparskich znana ze znakomitych ciastek i lodów. Po wyprowadzce z Chorzowa wyroby tej firmy stały się atrakcją Szczyrku.

Obok cukierni mieściła się stacja benzynowa (dziś w tym miejscu również jest stacja), na której można była tankować paliwo nawet wtedy, kiedy nie było prądu. Nie wynikało to jednak z żadnych nowinek technicznych, ale z fakt, że miała ona walory zabytkowe i ręczną pompę ciągnącą paliwo ze zbiorników.

Tak mniej więcej wyglądał wylot chorzowskiego rynku w kierunku Katowic. O tym, że było na czym oprzeć oko niech świadczy fakt, że druga strona ulicy (ta z Teatrem Rozrywki) istnieje do dziś – w większości wyremontowana i zadbana.

I na koniec jeszcze jedna kwestia. Rynek, a właściwie jego część przylegająca obecnie do ulicy Szabatowskiego było w dawnych latach swego rodzaju centrum uprawiania sportów zimowych. Na znajdującym się tam stawie nie tylko uczyłem sie jeździć na łyżwach, ale i rozgrywałem pierwsze mecze hokejowe. W zimie to miejsce żyło do późnych godzin wieczornych.

[b]CZYTAJ KONIECZNIE
[a]http://www.dziennikzachodni.pl/blogi/stanislawbartosik;Blog Stanisława Bartosika: Wspomnienia 50-latków[/a][/b]

Komentarze (21):

  1. tajemniczy Pedro (made in Silesia)

    No i Hedwigstift, tzn. Dom Sierot – wszysko zniklo, pjeronskie budownicze nowyj Polski !

    A czy Autor wie, ze za hotelem Wandel (Wandelberg to NB starsza nazwa Redenbergu) byl „cyclodrom” – plac do (nauki) jazdy rewerem, czesto jeszcze wtedy z tym wiekszym przednim kolem, w cylindrze, z monoklem ? Wtedy i sport i przyjemnosc i przygoda/rewelacja i czesc savoir-vivre/way of life gosci swietnych lokali z tylu (na tylach).

    No i jeszcze cos: dostaje gesiej zawsze skórki i zmarszczonych brwii jak slysze „Szabatowakiego”. I ahistoryczne (Teichstraße/ul.Stawowa!!!) i brzydkie, bo ten polski Zyd nie mial, z perpektywy slaskiej historii, ladnego zyciorysu.

    Móglbym tu jeszcze dlugo, m.in. o politycznych walkach bokserskich w bierhali hotelu Graf Reden, o mistrzostwach w szachach. o napadach polskich bojówek, …….

    Krewni mieli za sasiadów rodzine profesora Bimlera. Co sie dziwic: Bimler byl wlascicielem tej kamienicy. I dlatego nazywala sie Bimler-Haus. Stala i stoi na szczescie dalej na Katowickiej. Który to budynek i kim byl profesor Bimler (oraz jego syn) – to zadanie dla Autora. 🙂

    No dobra, ten tekst o latach siedemdziesiatych. Wiec „przepraszam”. 🙂

    PS: Mam sporo materialu/wiedzy nt. wiezienia – o którym w oficjalnej „historiografii” nie ma prawie nic.

      1. tajemniczy Pedro (made in Silesia)

        Tylko „zasluzonym” jest nie z powodu jego malarstwa, a skuli wieloletnich prac nad slaska sztuka – zbieral, katalogizowal, opisywal, ocenial, w pewnym sensie ratowal (przyczynial sie do – ewentualnego – uratowania) dziel sztuki na Slasku oraz slaskich artystów. I on i jego ojciec. Dzisiaj jego, nazwijmy to: encyklopedie ze szkicami sa cennym zródlem informacji, takze o obiektach juz „zniknionych”. Pozdrawiam

  2. tajemniczy Pedro (made in Silesia)

    Zeby zadosc uczynic, jako pokuta, ze tak powiem, to spontanicznie dociepne: znajomy ojca byl odpowiedzialny za pielegnacje palmy na Rynku (tak, mielismy wczesniej od warszawy), wlasnie wtedy – w latach szescdziesiatych i siedemdziesiatych.

    Przedtem wspólbudowal WPKiW i Stadion Slaski (byl inzynierem zielenii, konkretnej nazwy dyplomu nie znam), a potem pracowal w/dla miejskiego zakladu ogrodniczego, który wtedy jeszcze preznie dzialal – firma o bardzo starej is wietnej tradycji: Stadtgärtnerei (städtisches Grünamt) na, fee, na, fuj, na „Wzgórzu Wyzwolenia”.

    (A potem juz tylko pielegnowal zielen w Hanowerze, ale gdzie zbudowal sobie szybko piekny dom, jeden syn jest cenionym artysta i docentem sztuki. Wielki kontrast do jego wegetowania w spesnialej suterenie na ul.Hajduckiej i to obiektu/kompleksu, który przed 1945 zatrudnial ok. 80 pracowników i nalezal do jego rodziny (szajsowaty tzw.komunizm) !
    Dzisiaj czasami laze po tamtych podwórkach, bo mam fajne wspomnienia zabawy z Romanem i Martinem, niestety: kupy gruzu, piachu, zardzewiale blaszoki, a w nocy pijoki, siki i szczury. Wiem, wiem, ze stanalem troche w miejscu, ale moim swiatem jest Królewska Huta. Wszystko pózniejsze – szkoda slów i nerwów.)

    1. Tak niy colkiym - ale tysz prawie chorzowiok

      Witom w ta sloneczno niydziela!
      Piszesz, co….Dzisiaj czasami laze po tamtych podwórkach, bo mam fajne wspomnienia….. Jo po miejscach mojich wspomniyn niy chodza – ale Twoj komyntarz, pocis mie, coby zrobic przinajmni Googlowo przechadzka po Starym Chorzowie.
      W pjyrszy czynsci wspomniyn Autora o dawnym Chodzowie, ciepnol ech pora mojich wspomniyn. Pisol ech o domu w kerym urodziol sie moj Vater (niy bola to ulica Krolewsko, ino Krakowsko).
      Przejechol ech Googlem Earth Bozogrobcow ot przistanku bany, przet kosciolym „skrynciol ech w lewo – kole domu kaj miyszkol Ujek z Familiom – i dali kole smyntorze aze do konca, kaj trefiol ech na Krakowsko. Piernika – jak tam wyglondo! Choc nigdy ech tam niy bol, moje dziecinske vorsztelongi – po tym, co Vaternom o tym domu osprawiol – KATASTROFA. Niy wjym, eli te domy jusz zbulyli, abo ino moja fantazja bajtla zaszpajcherowala tyn idylliczny obrozek.
      Pozdrowiom!

  3. masco

    Należałoby podkreślić i to = , że na każdym przystanku tramwajowym tj rynku i „hala targowa”
    były dostępne murowane wiaty z szaletami ! w parku Obr.Stalingradu i Przełajki – również !
    Przy Hali T. w środku była piwiarnia .Po „modernizacji” zasmrodzenie szczochami bram w centrum zdecydowanie wzrosło !W ramach wspomnianej rozbudowo-rozbiórki zlikwidowano również MPO (powyżej Lamparskiej ) ,Które w cyntrum uznano za zbędne .

      1. tajemniczy Pedro (made in Silesia)

        Nazwa „Flota” to tez jeszcze z czasów niemieckich (cesarska flota i kriegsmarina), zreszta podobnie z niektórymi innymi nazwami jeszcze, np. „Pod Dzwonem” („Zur Glocke”).

  4. tajemniczy Pedro (made in Silesia)

    Bylem swiadkiem dumnego otwarcia estakady – z orkiestra.

    A u góry, na przeciw „Romy”, jadlo sie dobre lody „U Jerzyka”.

    A te, nie wiem, jak sie to nazywalo, zapomnialem:
    te syfonowe wozy z gazowana woda o róznych smakach pamietacie ?
    Taki jeden zawsze stal na rynku, czasami z wata cukrowa albo slonecznikiem itp.

    A potem byl „postep” – i foliowano prawa jazdy, legitymacje szkolne i dowody osobiste. 🙂

    A w Hüttenparku mój opa gral w kazda niedziele w szachy (byl bardzo dobry i znany w te klocki).

    A zaraz obok kolo „bany” (kegelbany” czyli eks-kregielni), mój ojciec, wtedy mlody inzynier,
    nalezal do grupy projektowej, która chciala zrobic z „akwarium” prawdziwe maxi-akwarium,
    czyli zalac woda i mialy byc tam rybki, cos mini w rodzaju dzisiejszych budynków-oceanarii.
    Na szczescie nie doszlo do skutku (mówi nawet mój ojciec, dzisiej zaawansowany senior).

    A tak przy okazji: to wlasnie w hotelu „Wandel” zapadla decyzja o zalozeniu miasta Königshütte,
    bo tam mialy miejsce wtedy spotkania rady (jeszcze nie) miejskiej.

    No, jedni sa alkoholiczni, inni melancholiczni…….. :-)))

  5. tajemniczy Pedro (made in Silesia)

    Aha, jeszcze cos, male curiosum na koniec :

    Prosze sobie wyobrazic – mialem juz zupelnie rózne fazy w moim zyciu: i gdy bylem w Bundeswehrze (lata 80te), to mielismy rozmowy „sprawdzajace” z osobnikami z MAD (Militärischer Abschirmdienst, wewnatrzwojskowy wywiad), bo jednostka byla wokól”telegraficzna” i w mojej ogólnie milej i banalnej rozmowie facet (w cywilu) nagle „znienacka” zapytal mnie o… ILOSC KOMINÓW (patrz fotka) huty „Kost-tzuschko” w Chorzowie – czy jeszcze 4 ?(!) A ja, syn tej Ziemii, spuchlem, nie wiedzialem, wstyd. No bo skad wczesniej mialem wiedziec, ze bede mial (tylko jednorazowy pólgodzinny!) kontakt z jakims 007 i ze trzeba zapamietac ? To, nosnosc mostów, kolejnosc kolorów skrzyzowanieowej sygnalizacji swietlnej oraz rozklad jazdy tramwajów. :-)) Zreszta, chodzilo pewnie tylko i wylacznie o moja pierwsza reakcje. A zrobilem chyba fest zeza i zbladlem. Jedno jest pewne: napewno blyskawicznie sie spocilem (pamietam), bo zupelnie nie wiedzialem, jak zareagowac. 🙂 Chyba wyksztusilem, ze chyba jednak znacznie wiecej, bo ja nigdy na hucie nie pracowalem, tylko polowa mojej rodziny, m.in. ciotka na nocki na dzwigu-„kocie”, ale mozliwe, ze jednak 4. :-)))))

    Nooo, dzisiaj, niestety juz niemozliwe, nich myjglich. 🙁
    Wszysko gszychta, historia. Na szczescie tez tzw. zimna wojna.

    Napisalem o tym tylko, zeby pokazac, ze „oni”
    dobrze, prawdopodobnie bardzo dobrze wiedzieli.
    Ale zapewniam: nie ode mnie – ode mnie sie niczego nie dowiedzieli ! 🙂
    Ja wtedy móglbym im tylko o gazowanej wodzie o róznych smakach
    i o meczach Ruchu opowiadac (ale o to nie pytali).

  6. Tak niy colkiym - ale tysz prawie chorzowiok

    Witom Pana Redaktora!
    Jedna rzecz przipomiol ech sie – a fto wjy, eli i Pan niy mo tego w pamjynci.
    „Instytucjom” samochwolynia sie czerwonych pacholkow Warsiafki na Sloncku, bolo tak zwane „Swjyto Trybuny Robotniczy”
    Pamjyntom wystympy na murawie Stadionu Slonckigo, do kerych „zmobilizowano” tysionce uczniow chorzowskich szkol. Nos ze TCh tysz. Pora tydni jezdziyli my tramwajym do Stadionu, kaj pod komynda i patetyczne slowa wierszyka czerwonego pachola Broniewskigo (..maszyny turkotem turkoczom… – abo cojsik podobnego), robjyli my rozmajite figury i obroty.
    Jednego dnia „tryningu”, kolega wpot na pomys ciepania malych „trownioli” okulanych we farbie – proszku, kerym zaznaczone boly miejsca na murawie, kaj momy skokac – na plecy kolegow, kerzy stoli pora rzyndow przed nami (ze inkszego technikum).
    Skonczolo sie to na tym, co pora mojich kolegow jechalo potym do dom z facjatami jak indianery (abo komunisty – bo czerwone). Farba bardzo ciynczko schodziola ze skory – cza bolo w doma szorowac sie szczotko (mozno ryzowom).
    Ale szpas my mieli, bo w czasie „tryningu” wypodaly lekcje we szkole.
    Pozdrowiom!

    1. tajemniczy Pedro (made in Silesia)

      > „zeltrem”, ale nie to chyba chodzi.
      Selters to bardzo znano, staro marka „pitnej” H2O z wlasnie tej miejscowosci, ale to niy to. To boly takie wózki na kolach i z parasolem, chyba z mala butla gazowa. Bol smak malinowy, cytrynowy,….. i taki zielony ino z koloru „waldmeister” (niy, niy jägermeister, niystety). Czy niy nazywalo sie to „restauratory” abo „saturatory” (jakos tak lacinsko) ? srdPZDR!

  7. tajemniczy Pedro (made in Silesia)

    „z facjatami jak indianery (abo komunisty – bo czerwone”
    Jak pamiyntocie pochody 1go Maja ? Pamiyntom, jak my to nawet przedtym „cwiczyli” (generalprouba) w Nowych Hajdukach (przedluzono Wolka). Pamiyntom, jak my sie potym po piyntach kopali, jak my sie hihotali przy „bezblednym patrzeniu” (cytat nauczycielka) na trybuna z „notablami” (stola na Erdmannswille abo Wagnerplacu). I jak zaczlo padac, to my wszyskie, mokre od deszczu i spocone, mieli bes te czyrwone (chinskie?) chorongiewki juz niy biole koszule, a rózowe. No i jak my na koniec znikali po ajnfartach. Ale juz przedtym kozdy próbowol niy przichodzic, np. udowano choroba abo jak jo – bral udzial w delegacji z zakladu ojca w pochodzie w Katowicach (siedziolech w biurze i klupolech na szrajbmaszynie, karmiony i zabawiany bes sekretarki, co sie tysz skryli).

    „do Stadionu, kaj pod komynda i patetyczne slowa wierszyka”
    Tyz zech tam „wystympowol”, w spoób skoordynowany, skoncertowany, rytmiczny, masowo-kolektywniy,
    Ale moj fater (*1934) na poczontek 1945, jako fest zmarzniynty hajotek, bol tak samo „spyndzony” (jako widz/sluchacz), udzial w masowym wiecu z gaulajtrym Brachtem na stadionie Ruchu, pardon: wtedy jeszcze (jeszcze kilka tydni): BBC.

    Historia umi byc zwariowano, ta naszo pjeronsko slonsko gszychta……… pozdrwiom Panów.

      1. Tak niy colkiym - ale tysz prawie chorzowiok

        Witom Pana Redaktora i wszyjstkich milosnikow Chorzowa z wtedy (i z dzisiej)!
        …Ja, ja…”gruzliczanka” to bol hit tamtych czasow – niy ino w Chorzowie.
        Do tego boly jeszcze lody „Bambino”.
        Wjym, co my robjyli zawody, fto wypije wjyncy gruzliczanek na „jedne posiedzynie”, abo wiela Bambinow zjysz nim ci zymby zmrozi.
        Rekordow jusz niy pamjyntom, ale wjym, co ros Leszek z naszy paczki wypiol tyla gruzliczanek, co go potym pora dni niy bolo we szkole. Ale bol nojlepszy!
        Szkoda, co niy idzie posylac fotkow, bo mom kajsik jeszcze jedne (a mozno i wjyncy) z czasow „chorzowskich” z nauczycielem, kerego Pan napewno tysz pamjynto z Holdkym (od WF-u).
        Pozdrowiom!

  8. Basia

    Witam i gratuluje panu Stanislawowi Bartosikowi idei propagowania historii chorzowa.
    Dzisiaj przypadkowo odkrylamm te strone -wspaniala!
    Zdjecie z cukiernia Lamparskich wrecz mnie wzruszolo.
    Odwiedzalam te cukiernie jak kazde dziecko niezmiernie chetnie.
    Wiele, wiele wspomnien.
    Pozdrawiam serdecznie

      1. Basia

        Witam.
        Tak, naturalnie ze smakowaly równiez. Lamparska byla jednak po drodze do mojej cioci która mieszkala tuz obok (wtedy jeszcze istniejacej) stacji benzynowej.
        Panie Bartosik, jestem w posiadaniu bardzo ciekawej ksiazki o Chorzowie. Wydanie 1994, piekne archiwalne zdjecia, interesujace informacje ujete chronologicznie.
        Niestety nie w jezyku polskim.
        Jezeli bylby Pan zainteresowany, prosze o informacje.
        Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.

*