009kc7

Słynne chorzowskie schody na wiadukt na początku XX wieku. Po prawej stronie huta, która wtedy nazywała się Królewska (a właściwie Königshütte). Imię Kościuszki otrzymała po II wojnie światowej

FOTO: INTERNET

Dziś w wędrówkach po Chorzowie proponuję przypomnienie miejsc, które przed laty miały największy wpływ na oblicze tego miasta. Mam tu na myśli przede wszystkim hutę Kościuszko i kopalnię Prezydent, ale nie tylko…


Obydwa te miejsca są dla mnie ważne z bardzo różnych powodów.Wycieczka do huty, którą odbyłem w ramach praktyk w szkole średniej, i zobaczenie na własne oczy, jak wygląda praca przy wielkich piecach, w stalowni, walcowni czy koksowni mnie oraz wielu moich kolegów najzwyczajniej zachęciły do… nauki. Nikt z nas nie zamierzał tam bowiem wracać, a po Technikum Chemicznym, które kończyłem taki scenariusz przyszłości był mocno prawdopodobny. Wszechogarniający brud i żar bijący niemal z każdego miejsca spowodował, że nikt nie zamierzał tam wracać jako pracownik.

HUTA KOSCIUSZKO

Tak teren huty wyglądał w 2005 roku. Teraz rośnie tam już tylko trawa

FOTO: ARC

Ponieważ przez ponad 20 lat mieszkałem na samej górze ulicy Wolności huta była obecna w moim życiu niemal 24 godziny na dobę. Gdy odbywał się spust stali, w mieszkaniu robiło się jasno, a gdy wyrzucano koks z baterii, nie było czym oddychać. By przez okna mieszkania było coś widać poza pyłem w kolorze cegły i przyklejącym się do nich popiołem, trzeba je było myć dwa razy w tygodniu. Nie było zmiłuj i w środę oraz sobotę odbywało się więc okolicach huty jedno wielkie mycie okien. A warto przypomnieć, ze na początku XIX wieku Królewska Huta była… uzdrowiskiem.

Vis a vis huty była jeszcze hala targowa, w której, dopóki za czasów Gomułki nie rozłożono niemal całkowicie handlu prywatnego, można było kupić niemal wszystko. Gdy w latach siedemdziesiątych wybrałem się do Budapesztu, to nieopodal dworca Keleti przeżyłem swoiste deja vu. Również w tamtejszej hali w ogormnych akwariach pływały dorodne ryby, którym jako mały chłopak z ogromną ochotą przyglądałem się w chorzowskiej hali.

Kopalnię wspominam z innych powodów, bo przez kilka lat w klubie KS Prezydent  grałem w piłkę nożną. Dotrwałem tam do juniorskich czasów, kiedy to góre wzięło zainteresowanie siatkówką.

Dziś po tej najbrudniejszej i najbardziej odrażającej części huty pozostała tylko dziura w ziemi. Co tam będzie, władze miasta wciąż nie mogą się zdecydować. Nieco lepiej powiodło się natomiast terenom pokopalnianym – kompleks Sztygarka i tereny pod szybem wyciągowym są od kilku lat miejscem wielu ciekawych imprez i spotkań z kulturą.

[b]CZYTAJ KONIECZNIE
[a]http://www.dziennikzachodni.pl/blogi/stanislawbartosik;Blog Stanisława Bartosika: Wspomnienia 50-latków[/a][/b]

Komentarze (15):

  1. Anna Ładuniuk

    Chorzowską hutę czasami można teraz zwiedzać jako turysta. Dwa lata temu wybrałam się na taką wycieczkę organizowaną przez chorzowski PTTK. Gdyby i tej wiosny dawna huta Kościuszko była w programie sobotnich spacerów po miescie – polecam.

  2. Tak niy colkiym - ale tysz prawie chorzowiok

    Witom Panie Redaktorze!
    Niy chca byc tukej wynokfiosz, ale mi sie zdo, co na poczontku XX wieku, ta huta napewno niy mianowala sie Kosciuszo (Podpis pot fotkom na wjyrchu).
    Zniszczynie huty – a w pjyrszym rzyndzie wielkigo pieca – bolo wjelgim fyjlerym. W takim miejscu, taki zabytek by som na siebie zarobiol. Ale – jek mi wtedy pedziol urzyndujoncy we Katowicach konserwator wojewodzki – niy wiadomo, fto to zrobiol. Fajno bajka – nie?
    A s projeektu zielonego pas z Hajduk do Bytonie, kery bol jusz prawie gotowy (tysz finansowo, bo Universytat w Aachen wystarol sie nawet o piniondze), tysz nici. Ale co sie dziwac. Tym, co majom i mieli wtedy do godanio, niy zalezalo, coby Chorzow sie pozytywnie przemiyniol – wazne bolo (i jest), coby prywatne kapsy brzynczaly.
    Szkoda – niy?
    Pozdrowiom pjyknie!

      1. Tak niy colkiym - ale tysz prawie chorzowiok

        No tosz czamu – panie Redaktorze – to pod fotkom niy stoji napisane?
        No, bo jeszcze modzioki – te na sztyrech pancernych chowane – pomyslom, co to je prowda, co Krolewsko Huta/Königshütte bola ..”odwiecznie polcko”.
        Pozdrowiom przi szlustydniu!

          1. Tak niy colkiym - ale tysz prawie chorzowiok

            Widzisz synecku – nawet Twoj „podpis” mosz z fyjlerym „deutsz”(sic!), a sie tukej mondrujesz.
            Jakbys miol trocha oleju w lepetynie, to mozno poszperol bys trocha ksionczkach, i trefiol na takigo jednego …”wrednego Prusaka”…, kery sie zwol Friedrich Wilhelm Graf von Reden – i na to, co zrobiol dlo przemyslu Konigshütte. Ale – wyglondo mi, co dlo ciebie ze ksionzek istnieje ino Kapitan Kloc i Telefonbuch.

  3. Bubek von Ryjdnberg

    Bog(e)daina, Bogdajna, „Bogdajny”
    czyli dla Zawcow po ludzku: Gutenberga……….

    Jak na hucie cos sie dzialo (spadaly kety abo otwierano czy zawierano klapa pieca itp.), to wszystko drzalo, ksionszki sie przewracaly, a krysztaly tancowalu we witrynie. I to niy bolo, przewaznie skuli tompania na grubie, a akcji na hucie.

  4. Bubek von Ryjdnberg

    „Słynne chorzowskie schody na wiadukt na początku XX wieku. Po prawej stronie huta, która wtedy nazywała się Królewska (a właściwie Königshütte).” – Te slynne schody oczywiscie tez mialy swoja nazwe, tez slynna. Pan Autor pewnie „zapomnial”, w koncu mieszkal tylko kilka metrow obok. D

  5. Bubek von Ryjdnberg

    W markthali pracowol moj opa jako masorz, cuzamyn z „koszernym” kumplem.

    Kumpel od 1938 straciol robota, a potym w 1940 „zniknol”.

    A takich jak moj opa, w 1945 Poloki powypychali, jedzenie bylo strategicznym tematem, a co dopiero mieso.
    Sami swoi, jeszcze z bieltem w kapsie, pozajmowali wszysko co wazne.

    A mimo to, jak byly organozowane „wywozki” do Warszawy – miesa, calymi kolumnami furmanek,
    to musiol przymusowo brac udzial. Furmanki mioly fest uzbrojono ochrona…..

  6. Bubek von Ryjdnberg

    To fajnie, ze sie rozumimy. Ale Panskie koncowe zdanie powinno brzmiec: „kiedy Slask od setek lat nie mial nic wspolnego z Polska” (dobrosasiedzkiego handlu transgranicznego).

    A tak z calkiem innej beczki: polecam Panom zaznajomic sie z historia Holdunowa (Anhalt), jesli Wikipedia, to w tym przypadku niem. wersja lepsza. Nie, nie chodzi mi o spalenie podczas „powstan”, lecz o (dobrowolnie) „porwanie” ludnosci calej wioski (na wlasne zyczenie, z powodu dyskryminacji religijnej (sic) w Polsce) z Polski do pruskiego Slaska, z wojskowa eskorta. Bardzo ciekawe i malo znane. Tylko Taki przyklad, jak bardzo historia potrafi byc zawila, niekonwencjonalna i zaskakujaca. Takze ta mniej lub bardziej dobrosasiedzka, przygraniczna.

    Kolezenskie i „ziomkowskie” pozdrowienia.

  7. zak1953

    To były czasy, gdy jadąc tramwajem z Katowic do Bytomia można było oglądać spust surówki z wielkich pieców. I czuło się gorąco i drżenie terenu. Człowiek wiedział, że mieszka w sąsiedztwie wielkiego przemysłu, naprawdę ciężkiego.

  8. Stalker

    Witam Panie Stanisławie
    Jestem zafascynowany Pana wiedzą o starych i nieaktywnych/nieistniejących już zabudowaniach przemysłowych zagłębia.
    Chciałbym się z Panem skontaktować bardziej prywatnie, drogą mailową, by móc zapytać o wiele interesujących mnie rzeczy, których nie umiem znaleźć w internecie czy też literaturze z powodu nie znajomości miasta a jedynie z podziwiania jego szczególnych walorów zza szyby pociągu.
    Bardzo proszę o kontakt lub podanie swojego maila
    Pozdrawiam serdecznie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.

*