Chorzowski kościół św. Wawrzyńca na fotografii sprzed kilkudziesięciu lat

 

Dziś w moich historycznych wędrówkach garść ciekawostek z chorzowskiej Góry Wyzwolenia (dawniej Góra Redena, która to nazwa nadal jest jednak chętniej używana), miejsca często odwiedzanego przez mieszkańców miasta. Położona niedaleko centrum przyciąga nie tylko starym parkiem i zabytkowym kościołem św. Wawrzyńca.


Zacznijmy jednak od drewnianej, zabytkowej świątyni, którą zaczęto przenosić z Knurowa do Chorzowa w 1935 roku. Rekonstrukcja całego obiektu trwała trzy lata. Przed wojną, ale także i wiele lat po niej, kościół był filialną placówką parafii św. Antoniego. Na samodzielność wybił się dopiero w 1978 roku, bo do tego czasu komunistyczne władze nie chciały się na to zgodzić. Jej proboszczem został  ks. Stanisław Krzoska, który już wiele lat wcześniej prowadził i nadzorował wszelkie prace remontowe i konserwację wnętrza kościółka.

wawrzyniec stary

Tak obecnie wygląda kościół św. Wawrzyńca

Ponieważ miałem okazję poznać go w latach siedemdziesiątych, kiedy w kościółku działało już duszpasterstwo akademickie, mogę z nostalgią wspominać liczne spotkania z jego udziałem. Co więcej, w Wawrzyńcu brałem nie tylko ślub kościelny, ale i chrzciłem swoją pierwszą córkę. Przy wszystkich tych uroczystościach obecny był oczywiście ks. Stanisław i niepowtarzalna atmosfera tego miejsca.
Jedną z ciekawostek z jego życia jest fakt, że kościól przejął  od ks. Emanuela Krzoski, który był bratem jego matki. Mieszkał 100 metrów od światyni i ze swojego domu uczynił centrum spotkań. Można tam było nie tylko porozmawiać o nowościach wydawniczych czy filmowych, ale i wypić lampkę koniaku. Zresztą tematów tabu nie uznawał i potrafił dyskutować na każdy temat. Nawet na ten związany z ostatnimi miesiącami drugiej wojny światowej, kiedy to jako jeden z wielu mieszkańców Śląska trafił do armii niemieckiej. Szkolił się w formacji wojsk przeciwlotniczych w Królewcu. Koniec wojny zastał go w Bawarii Górnej w Alpach.

krzoska

Ks. Stanisław Krzoska był ze świętym Wawrzyńcem związany przez prawie 50 lat

Kościół św. Wawrzyńca parafią został w 1978 roku i przez 20 lat, czyli do czasu przejścia na emeryturę, ks. Stanisław Krzoska ­- jako proboszcz, dbał o zabytek. Później także odwiedzał go codziennie i pilnował, z powodzeniem, by wspaniały zabytek, który m.in. dzięki niemu odzyskał blask, nie uległ zniszczeniu. Ta dbałość o kościół już pod okiem kolejnych proboszczów trwa do dziś.

Poza dbaniem o kościół, ks. Stanisław Krzoska był również przewodnikiem górskim i chętnie zabierał swoich parafian np. w Beskidy. Zmarł w październiku 2009 roku w Chorzowie. Pochowano go w grobowcu rodzinnym na cmentarzu parafii św. Jadwigi, w miejscu gdzie spoczywa ks. Emanuel Krzoska.
Cóż, miało być wspomnienie o jednym z najciekawszych zabytków Chorzowa a rozpisałem się o jednej z ważniejszym osób, które w tym mieście mieszkały. Trzeba jednak pamiętać, że ks. Stanisław Krzoska związany był formalnie z kościołem na Górze Wyzwolenia od 1964 do 1998 roku. Ale zarówno wcześniej, jak i później żył jego sprawami. I dlatego warto go wspominać.

O innych ciekawostkach związanych z Górą Redena następnym razem.

CZYTAJ KONIECZNIE
Blog Stanisława Bartosika: Wspomnienia 50-latków

Komentarze (15):

  1. luder

    Moja Oma była roz tam w kosciele i mi godała że Reden to kuzyn od jej mamy, w 1977 roku kiedy tam boł, to zawsze stoli kapusie U.B kolo niego.

    Dziś dzieci tych nadgorliwych sowietów, siedza w USA

  2. TSKN

    Od kilku lat decyzją Rady Miasta z inicjatywy chorzowskiegp koła DFK Towarzystwa Społeczno Kulturalnego Niemców w Chorzowie temu miejscu przwrócono historyczną nazwę Góra Redena / Redenberg = Góra wyzwolenia zatem to już nazwa nieaktualna.

  3. Henry

    Mialo byc o Redenbergu (p. tytul), a nie tylko o kosciólku.
    A Redenberg to niesamowita masa historii, fascynujacej i wspanialej.

  4. TSKN

    No wiadomo sezon urlopowy
    Przywrócenia nazwy dokonała Rada Miasta Chorzów na swojej 23 Sesji w czerwcu 2012 roku. I według tej uchwały jest Park na Górze Redena taki też był nasz wniosek.Niestety nasz drugi wniosek nadania nazwy ulica Redena jedej z ulic w Chorzowie Rada potraktowała w sposób „szczególny” i ojciec chorzowskiego przemysłu ma tylko „einfahrt ” zamiast ulicy!

    1. Gutenberg-Bogedain

      Park Redena ? – Park Miejski (Stadtpark), kiedys nawet z brama i murem, a caly czas z Miejskim Ogrodnictwem (Staedtische Gaertnerei), juz tylko tego zakladu historia starczyla by na cienka ksiazke. A potem jeszcze króle i cesarze, bale wojskowe i charytatywne, polityczne i propagandowe imprezy, wydarzenia i fenomeny (po)przemyslowe, festyny mieszkanców i smietanki, dzialania „powstancze” i wojenne, zarówno 1919-21 jak i 20 lat pózniej, ……………., wiem sporo bo mój ojciec urodzil sie w nieistneijacym juz domu kolo Redenberg-restaurantu, a po stronie matki jeden krewny byl kustoszem kosciólka, w drewniannym domku z ogrodem (mam stamtad fotki jego, krewnych razem z innym prominentnym krewnym – Józefem Gallusem), wiem gdzie na Redenbergu spadla (chyba jedna z tylko 2-3 na terenia miasta) bomba z ruskiego „kukuruznika” (na zolnierzy wehrmachtu, stacjonujacych w Steigerhausach – nikomu nic sie nie stalo, ale ciezarówka sie wypalila), wiem gdzie byly sklady materialów wojennych, m.in. „talgu” do masek gazowych, w 1945 rozsypanych po calym Ryjdnbergu, …….. – no ale nie róbmy Autorowi stresu, bo chetnie poczytamy np. o polskim bunkrze (o tym wiem tez niejedno, np. o niejakim Witkowskim), o pomniku albo budowie Konopnickiej/Schillerstrasse/Konopnickiej. Juz sie ciesze. Pzdr. PS: Ale i nazwisko „Cofalka” powinno byc chyba w tym kontekscie wszystkim znane, to tez ciekawy temat i integralna czesc tematyki. PS: Bombon dla zainteresowanych: na Redenbergu moi krewni spotykali w latach 1970tych krewnego swoich dobrych znajomych – pózniejszego znanego, wplywowego i na koniec kontrowersyjnego niemieckiego biskupa (kardynala?) Walthera Mixe, który kilkakrotnie przyjezdzal, jako syn miasta, po cichu i chyba inconito do rodziny. Juz nawet ta, nieznana, historia, jako czesc „wielkiej historii”, nadawala by sie do Spiegla albo Polityki. Bo tropili i gonili go ubeccy agenci…… 🙂

        1. Gutenberg-Bogedain

          A co z wila, w której nocowal cesarz ?
          A co z niebezpiecznym wodociagiem pod szkola – tykajaca „bomba” ?
          ……………….
          ……………….
          ……………….

  5. TSKN

    No żeby jeszcze Karpacz był w tłumaczeniu na nimiecki jak pozostałe miejscowości( bo przecież tak się kiedyś pisał- Krummhübel

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.

*