67-letni Kazimierz Błaszczak chce umrzeć na Marsie!

Kategorie: Bez kategorii

Kazimierz Błaszczak z Wieruszowa, jest jednym z Polaków, który zakwalifikował się do Misji Mars One. Założeniem misji, jest lot na Marsa bez możliwości powrotu. Oznacza to, że wszyscy uczestnicy, którzy wezmą udział w tej wyprawie, spędzą resztę swojego życia w kosmosie. Pan Kazimierz ma być najstarszym uczestnikiem tej wyprawy. Dziś ma 67 lat. Lot ma się odbyć za 10 lat… Dlaczego pan Kazimierz chce umrzeć na Marsie?

Naprawdę chcę pan umrzeć na Marsie?

Kosmos mnie fascynuje. Loty międzyplanetarne mnie fascynują i lot na Marsa, byłby spełnieniem moich najskrytszych marzeń i mógłbym się przyczynić do wybudowania osady, powstania życia tam. Jeśli tylko za dziesięć lat moje zdrowie mi pozwoli, eksperci mnie zaakceptują, to ja chętnie tam polecę. Jeśli młodzi mnie tam zechcą, to ja tam będę chętnie bawił ich wnuki, jak się urodzą tam dzieci. Będę dla nich dziadkiem, bo przecież dziadek też jest potrzebny do wychowania. Będę te dzieciaki bawił, karmił i bajki im opowiadał, a potem uczył mówić i pisać. Tam musi być normalne życie. Za 100 lat tam ma powstać milionowe miasto!

Myśli pan, że w kosmosie będzie się łatwo żyło?

Grawitacja wynosi na Marsie 38 procent ziemskiej, ja ważę ponad 80 kilogramów więc tam będę ważył około 27 do 30 kilogramów. Będę tam leciutki jak aniołek, moje serce i ciało będzie lżejsze więc ja liczę na przedłużenie życia. Żartem mówię nawet, że ja tam lecę do sanatorium.

Skąd w ogóle pomysł, żeby wziąć udział w tej misji?

Jako młody człowiek całą noc oglądałem w telewizji pierwsze lądowanie ludzi na Księżycu, postawienie pierwszej stopy… Byłem pod wielkim wrażeniem tego, co się działo. Miałe wtedy 23 lata, byłem na studiach. I już ponad 40 lat czekam, żeby ludzie polecieli gdzieś dalej w kosmos, a tu nic z tego. Ciągle to jest odkładane. Już pan prezydent Bush, w 2004 roku zapowiedział, że w 2030 roku ludzie polecą na Marsa i wybudują tam bazę, ale Obama ten pomysł skasował.

Ale pan się tym nie przejął…

Zapisałem się do Stowarzyszenia Society Polska i jeżdżę często do Ameryki do Turcji i tam, biorę udział w Międzynarodowych Zjazdach Mars Society. Znam osobiście prezydenta USA i od kilkunastu lat jak mogę, tak wspieram, żeby ta misja, za mojego życia, jeszcze się odbyła. I kiedy w 2011 roku usłyszałem o Misji Mars One, o locie na Marsa w jednym kierunku, o możliwości wybudowania tam bazy i pozostania, zainteresowałem się tym.

Zgłosił się pan i musiał pan przejść jakieś specjalne testy?

Pomysłodawca tego projektu, Holender, ogłosił w kwietniu tego roku, że ogłasza nabór uczestników do tej misji. Był czas do sierpnia. Ja się zgłosiłem razem z dwustoma tysiącami ludzi z całego świata, ale tylko nieco ponad 2 tysiące osób zrobiło pełną aplikację. Jestem wśród nich. Pełna aplikacja polegała na tym, że trzeba było zapłacić wpisowe w wysokości 19 dolarów, wypełnić formularz i odpowiedzieć na kilka pytań.

Na przykład?

Pytanie brzmiało: proszę podać przykład sytuacji, kiedy pana stres dramatycznie wzrósł, jakie było pana zachowanie wtedy i jak pan sobie poradził z tym stresem.

I co pan odpowiedział?

Napisałem, że w moim domu jednorodzinnym miałem pożar. Od kominka w górę, zwarła się i zapaliła instalacja elektryczna. To było w nocy. Straszny stres przeżyłem, ale zachowałem zimną krew. Próbowałem ratować swój dobytek, ugasić ogień. Zawiadomiłem straż, wyprowadziłem z garażu samochód i na szczęście nic poważnego się nie stało. Moje opanowanie uratowało dom.

Poznał pan już ludzi, z którymi pan poleci?

Kilku poznałem. Jeden z nich to bardzo wykształcony Polak, pan Mikołaj, który robi karierę w Emiratach Arabskich. Proszę pamiętać, że do tej misji może się zapisać każdy, kto ma zdrowie fizyczne, silną motywację, jest ustabilizowany psychicznie i trzeba wysłać filmik, w którym trzeba powiedzieć, dlaczego chce lecieć na Marsa, w misję bezpowrotną i powiedzieć, dlaczego chce tam polecieć. Musi mieć też poczucie humoru, bo smutas się tam nie sprawdzi. Przez 7 miesięcy będzie trwał lot. Mała grupa poleci w izolacji. W tych ludziach nie może wystąpić stres i agresja, bo ta misja, może się zakończyć fiaskiem.

Co pan robi teraz, przygotowuje się pan jakoś specjalnie do tej misji?

Założyłem w Wieruszowie Wieruszowskie Koło Astronomiczne, które skupia uczniów wszystkich szkół podstawowych, gimnazjalnych i ponadgimnazjalnych, zainteresowanych astronomią i astronautyką. Ułożyłem sobie dobre relacje z dyrektorami szkół, władzami, miasta i powiatu i te spotkania z młodzieżą dają mi wiele satysfakcji. Tej młodzieży jest niewiele, bo na 300 osób w szkole, około 10 jest zainteresowanych astronomią.

O czym pan rozmawia z młodzieżą podczas takich spotkań?

Nie robimy edukacji astronomicznej, bo to jest obowiązek szkół. Omawiamy za to bieżące wydarzenia w zakresie astronomii i astronautyki. W tym drugim zakresie, ostatnio tematem numer jeden jest wystrzelenie polskich satelitów naukowych Lem i Heweliusz. Heweliusz już od listopada krąży po orbicie, a Lem będzie wystrzelony 30 grudnia przez chińską rakietę. Na Heweliuszu, na karcie pamięci, w kosmos poleciały zdjęcia uczniów z Wieruszowa.

Ma pan wykształcenie astronomiczne?

Jestem inżynierem. Mam wykształcenie inżynierskie, ale nie w kierunku astronomii. Jestem technologiem drewna i wiem, co pani pomyśli, po co technolog drewna na Marsie, skoro tam nie ma drewna? Już odpowiadam. Na studiach inżynierowie uczą się dziś wszystkich działów. Od elektryczności po matematykę, całki, różniczki, fizykę, biologię, robimy doświadczenia chemiczne. Znam się więc na wszystkich sprawach, które tam, w kosmosie będą potrzebne.

W takim razie skąd w ogóle wzięło się to zamiłowanie do astronomii?

Urodziłem się między Jelenią Górą, a Szklarską Porębą. Ze swojego podwórka widziałem Śnieżkę i przepiękne Karkonosze, a w nocy piękne i rżące się gwiazdy. Mnie to intrygowało od dziecka, co to za gwiazdy, co to za planety i tak dalej. A najbardziej się zainteresowałem astronomią 4 października 1957 roku, kiedy został wystrzelony przez Związek Radziecki pierwszy satelita Sputnik. Ja byłem wtedy w szóstej klasie, miałem 11 lat i na lekcji wychowawczej, nauczycielkę pytałem, dlaczego ten satelita krąży koło Ziemi, skoro nie ma żadnego śmigła, żadnego paliwa, jak to się dzieje? Przyszedł do nas pewien pan, który nam to pięknie wytłumaczył i moja cała klasa z otwartymi buziami, tak oooo… I wtedy do tej otwartej buzi wpadł mi bakcyl astronomiczny, ja go połknąłem i tak się zaczęło.

W końcu przyszła informacja, że zakwalifikował się pan do misji Mars One. Jak zareagowała na tą wiadomość rodzina?

Żona była bardzo zaskoczona. Pierwsza reakcja była oczywiście taka: „Co ty sobie wyobrażasz?”, nie podam tych słów, których używała. Jak wytłumaczyłem jej na czym to wszystko polega i że to będzie za 10 lat. Powiedziałem, że jej zostawię emeryturę, że będę przysyłał jej z Marsa brylanty, szmaragdy, diamenty i jeszcze inne, to ją trochę przekupiłem. Zobaczymy. Córka, która mieszka w Ameryce, to jest światła dziewczyna, po przeegzaminowaniu mnie, poparła mnie. Syn, tworzy muzykę do gier komputerowych, ma głowę w chmurach i kosmosie i on od razu się ucieszył.

Po wylocie, będzie się pan mógł z nimi kontaktować?

Tam każdy będzie miał mieszkanie o powierzchni 50 metrów kwadratowych, śliczne. Meble tapicerowane, pikowane, w kolorze bladoniebieskim albo beżowym. Na jednej ze ścian będzie ekran, do całodobowej łączności szerokopasmowej z żoną, rodziną i nawet z panią będę rozmawiał, jak pani będzie chciała. Moja rodzina jest w Stanach, syn we Wrocławiu więc elektronicznie często się łączymy i taka rozłąka nie stanowi żadnego problemu.

Podobno będzie pan tam miał swoje zajęcia?

Będę tam może najstarszy więc będę takim gospodarczym. Zajmę się elektroniką, ogródkiem, a za kilka lat, część z uczestników wyprawy, która przejdzie kolejne etapy kwalifikacji, zostanie przeszkolona na przykład w dziedzinie medycyny. Mogę zostać lekarzem. Wtedy będę mógł tam na Marsie przeprowadzać zabiegi chirurgiczne, odbierać porody. Mam swoje lata, ale ręka mi nie drży, jest sztywna jak mur. Od 14 lat nie używam alkoholu więc jestem zdrów.

Zostało jeszcze 10 lat. Zdąży pan do tego czasu namówić żonę?

Wie pani, jak to jest, kwiatki, dobre przyjęcie, jakoś będę się jeszcze starał ją namówić. Jesteśmy małżeństwem z 40-letnim stażem więc mam na żonę swoje sposoby.

Rozmawiała Katarzyna Spyrka

Komentarze (2):

Pozostaw odpowiedź Patol Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.

*