Sonia Bohosiewicz: Słowo kur** ma swoją wyrazistość i energię

Kategorie: Bez kategorii

Jak zagrać kobietę w wieku swojej matki i dlaczego PRL nie był taki zły – powiedziała mi Sonia Bohosiewicz, pochodząca ze Śląska aktorka, która wcieliła się w jedną z głównych ról w filmie Jerzego Stuhra „Obywatel”. Widziałam film i szczerze przyznam, że to nie Stuhrowie, ale właśnie Sonia Bohosiewicz zagrała w nim najlepiej. W roli baby z charakterkiem wcieliła się doskonale.

sonia w filmie

W „Obywatelu” gra pani kobietę raz młodszą, raz starszą od siebie. To chyba wyzwanie dla aktorki, żeby się postarzeć i wyglądać jak swoja matka albo babcia?
Byłam zachwycona, jak zobaczyłam scenariusz, bo okazało się, że moja rola jest bardzo rozpięta w czasie, co powoduje różne perypetie. Grana przeze mnie postać Renaty Zgółki ma w sobie niejedną tajemnicę. Oprócz tego, że za młodu jest inna i na starość jest inna, to jeszcze z wiekiem staje się zacietrzewiona. Na początku widziałam, że pan Jerzy Stuhr do roli matki głównego bohatera, w którego sam się po części wcielił, dobrał sobie trzy aktorki, które na różnych etapach miały odgrywać rolę jego mamy. Myślałam w takim razie, że ja też dostaną jakąś aktorkę do pomocy, która być może zagra młodszą albo starszą panią Renatę. Nagle, po rozmowie, okazało się, że żadnej pomocy nie będzie i że sama mogę zagrać moją bohaterkę od początku do końca, czyli jako pannę na wydaniu w wieku lat dwudziestu paru, a potem niemiłą staruszkę.

Poradziła sobie pani…
Wszystko jest kwestią wyobraźni, więc nie miałam problemu grać osoby starszej czy młodszej. Wydaje mi się nawet, że trudniej jest grać kogoś młodszego niż się jest, bo niełatwo jest odmłodzić twarz. W przeciwną stronę, postarzyć kobietę, jest dużo łatwiej. To jeśli chodzi o wygląd, ale mentalnie młodszą, naiwną i z jaśniejszym głosem kobietę jest zagrać łatwiej, aczkolwiek dużo większą zabawą jest zagrać kobietę starą, zgorzkniałą, z lekko chrypowatym głosem i innego rodzaju chodem. Strasznie jestem panu Jerzemu Stuhrowi wdzięczna, że pozwolił mi zagrać rolę żony w tym filmie od początku do końca.

Żeby dobrze wcielić się w rolę starszej kobiety, podglądała pani kogoś ze starszych znajomych, może mamę?
Moja mama by się bardzo obraziła, gdyby się okazało, że podglądałam do tej roli akurat ją, bo moja mama jest naprawdę sympatyczną osobą, a pani Zgółka, moja bohaterka, jest na starość bardzo niemiłą i zacietrzewioną osobą. Specjalnie nie musiałam obserwować jakichś konkretnych osób, żeby się przygotować do tej roli. Wystarczyło, że przypomniało mi się od około 15 do 25 „pań Zgółek” w wieku 60 lat, które spotkałam na swojej drodze w przeróżnych miejscach, a to na poczcie, a to w kasie, a to na ulicy albo w urzędzie. Niestety, takich pań, z krótką fryzurą, trwałą ondulacją w kolorze oberżyny i w bardzo niedobrze dopasowanych garsonkach jest dość dużo, więc z tej całej galerii „Zgółek” stworzyłam moją Renatę Zgółkę, którą, mam nadzieję, nigdy się nie stanę.

To bardzo wyrazista postać. Pani w tym filmie używa bardzo „soczystych” słów…
Ależ skąd, tylko raz mówię „Ty ch…”. Zresztą pan reżyser bardzo pilnował, żebym to słowo powtórzyła dokładnie tyle razy, ile on napisał w scenariuszu. Przy pierwszych dwóch podejściach do tej sceny wypowiedziałam to słowo więcej razy i on się strasznie ze mnie śmiał i mówił: „Nie, nie, nie, w tekście są tylko cztery powtórzenia”.

W życiu też się pani czasem tak zdarza, #że trzeba użyć ostrych słów?
Ja pracuję na słowie, więc słowo nie jest mi straszne. Słowo jest dla mnie nośnikiem emocji i energii i tak, jak w życiu staram się oczywiście nie obrażać nikogo i staram się być człowiekiem, który jest rozsądny, elegancki, taktowny i kulturalny, to w pracy brzydkie słowa są najczęściej używanym przekaźnikiem emocji przy tłumaczeniu czegokolwiek. I to nie jest jakiś rodzaj naszego chamstwa, jakie ze sobą niesiemy, tylko słowo „k…” ma swoją soczystość i ono ma swoją wyrazistość i energię. Bardzo często, kiedy aktorowi się coś tłumaczy, na planach i w teatrze, to słowo naprawdę święci triumf.

Oprócz ostrych słów w filmie możemy też usłyszeć relacje radiowe z ważnych dla Polski momentów, jak wybór Karola Wojtyły na papieża. Pani pamięta te momenty?
Nie pamiętam, byłam wtedy dzieckiem. Mnie te wszystkie ważne momenty, które jednoczyły Polaków, jak mistrzostwa świata w piłce nożnej, Polak na fotelu papieskim czy wygrana w konkursie chopinowskim chyba nie dotknęły. Widziałam na seansach filmowych, że ludzie widząc to wspominają i niesamowicie się wzruszają, bo w takich chwilach się jednoczyli, niezależnie od tego, w jakiej kondycji politycznej był wtedy kraj. Ja to pamiętam jako dziecko, kiedy siedzę między rodzicami na kanapie, na podłodze czy na dywanie bawiąc się klockami. Nagle oni wyskakują do góry i krzyczą, i się cieszą. Pamiętam taki moment, ale z jakiego powodu się cieszyli – nie wiem, mogę przypuszczać, że jeśli wtedy były po-otwierane wszystkie okna i na zewnątrz też było słychać krzyki, to musiały być pamiętne mistrzostwa świata w piłce nożnej.

A pamięta pani, jak rano do domów przynoszono świeże mleko?
Oj, pamiętam. I właśnie mój rocznik i ci trochę starsi ode mnie oglądają „Obywatela” z niesamowitym rozrzewnieniem. Nie chodzi tu tylko o te butelki z mleka, które miały srebrną zatyczkę, jak było mleko półtłuste i złoty celofanik, jak było tłuste, ale też ten szczęk butelek rano, który budził nas, kiedy jeszcze leżeliśmy w łóżku. Pamiętam nawet kształt butelki z oranżadą, radia, szafek. To wszystko jest zapisane w naszej pamięci i nas rozczula niezależnie od tego, czy te czasy były straszne, bo było biednie, i tu nie ma o czym mówić. Ale dla mnie, w PRL-u słońce świeciło mocniej, jaśniej i cieplej. Ja byłam wtedy dzieckiem, biegałam z kluczem na szyi i bawiłam się przed blokiem z moimi przyjaciółmi w trzy cegły i chowanego.

To było jeszcze gdy mieszkała pani na Śląsku?
W Żorach. Tam skończyłam liceum. Niestety, nie było tam uczelni, a już możliwości kształcenia się w kierunku, o którym marzyłam, czyli szkoły teatralnej, tym bardziej. Przeniosłam się więc do szkoły teatralnej do Krakowa i tam mieszkałam przez następne 15 lat i potem przeprowadziłam się do Warszawy, co było podyktowane szukaniem pracy.

Czasy PRL-u i stanie w kolejkach – to wszystko przeżyła pani właśnie na Śląsku?
Pamiętam doskonale, że sklep mięsny było widać z okien naszej podstawówki i nauczycielka, której nazwiska już nie pamiętam, wysyłała mnie i moją przyjaciółkę, żebyśmy stały jej w kolejce, i to był przywilej. To były piękne czasy.

Kiedy już widzowie powspominają stare czasy w „Obywatelu”, w jakich innych produkcjach filmowych będą mogli panią zobaczyć w najbliższym czasie?
Czekam na premierę filmu „Polskie gówno” w reżyserii Tymona Tymań-skiego. To śmieszny pastiż musicalowy o polskim show-biznesie. Gram tam piękną piosenkarkę. Do kin wszedł też film „Królewna Śnieżka i siedmiu krasnoludków”, gdzie robiłam dubbing pod postać ohydnej czarownicy. Niedługo na ekrany wejdzie film „Fotograf” Waldemara Krzystka, produkcja z aktorami nie tylko polskimi, ale i rosyjskimi. Będzie to historia kryminalna. Tam też mam okazję wcielić się w postać młodą, kiedy rodzę dziecko, a potem jestem dojrzałą kobietą, 60-letnią, która jest matką bohaterki granej przez Agatę Buzek. Zaczynam być więc specjalistką od aktorek postarzanych.

To dobrze?
Oczywiście, że tak. To rodzaj zaufania reżyserów do aktora, że jest w stanie wykreować postać absolutnie do siebie niepodobną i że jestem plastyczna. Ja to traktuję jako komplement.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.

*