Miesięczne archiwum: Styczeń 2015

W sylwestrowym wydaniu Dziennika Zachodniego podsumowaliśmy rok. Jak było w polityce i sporcie – to wiadomo, a co się działo w show-biznesie? Zapytałam o to dziennikarkę Karolinę Korwin-Piotrowską.

(fot. TVN)

Trzy gorące nazwiska 2014 roku to…
Trzy razy „K”, czyli Komasa, Kulesza, Kwiatkowski.

Trudno oprzeć się wrażeniu, że najgłośniejszym wydarzeniem minionego roku w polskim show-biznesie była śmierć Anny Przybylskiej i gigantyczny szum medialny wokół tej sprawy. Może ktoś jednak w relacjonowaniu tej sytuacji przesadził?
To było największe wydarzenie? Pogrzeb? Lekka przesada. Zmarła po ciężkiej chorobie młoda kobieta i błagam, nie róbmy z tego wydarzenia. Nie relacjonujmy, dajmy życiu toczyć się dalej. Schowajmy emocje, dla mnie najważniejsi są zawsze ci, którzy zostali i muszą radzić sobie ze stratą. Dla mnie bardziej koszmarne było to, co zrobiono Janowi Jakubowi Kolskiemu po tragicznej śmierci jego córki.

To był też rok narkotykowych afer. Najpierw Dariusz K., potem znany aktor. Myśli pani, że przegrali tym samym swoje kariery?
O jakiej karierze Dariusza K. mówimy? Były mąż znanej piosenkarki, znany głównie z tego, że był z nią na wielu okładkach i z wywiadów, w których ona opowiadała o tym, że ktoś go dla niej wymodlił. Kim Dariusz K. jest poza tym? Zadłużonym narkomanem, który wsiadł za kierownicę samochodu i na pasach, w centrum miasta, zabił człowieka. Żal jego dzieci, bo za nimi będzie się to ciągnąć. To musi być dla nich potworne. Z aktorem Markiem Bukowskim sytuacja jest inna. Informacje wskazują, że podrzucono mu „towar”. To aktor, który ma dorobek. Nikogo nie zabił, nie był pod wpływem narkotyków ani żadnych innych substancji. On sobie poradzi.

Oprócz afer i tragedii było coś w polskim show-biznesie, co zaskoczyło panią w minionym roku pozytywnie?
Zmiana pokoleniowa bardzo widoczna w mediach, w popkulturze. Coraz większa rola internetu, w którym można znaleźć coraz lepsze produkcje. To świetny moment polskiego kina, młodego pokolenia aktorów. Na plus był serial „Wataha”. Z książek: wywiad-rzeka z Krzysztofem Kowalew-skim, książki Doroty Wellman, Prokopa, wywiad z Dyjakiem. Na szczęście spada popularność coraz głupszej prasy kobiecej. Pojawiają się za to nowe inicjatywy i blogi. Ludzie nie chcą już być oszukiwani. Widać wyczulenie polskiego społeczeństwa na fałsz, fotoszop, na operacje plastyczne. Coraz wyraźniejszy staje się podział na celebrytów i artystów. Celebryci grają w kiepskich serialach, robią chałtury na otwarciach centrów handlowych, wystają na ściankach i udzielają kretyńskich wywiadów. Artysta w tym czasie pracuje, zwykle na planie dobrego serialu, filmu, w teatrze, w studiu nagraniowym.

Dzięki tym drugim mamy nominację do Złotych Globów. To najważniejsze wydarzenie filmowe minionego roku. Czy jeszcze jakiś film wyprodukowany w ostatnich miesiącach warto zapamiętać?
„Pod Mocnym Aniołem”, „Jack Strong”, „Bogowie”, „Serce serduszko”, „Jeziorak”, „Miasto 44”, „Stacja Warszawa” i bardzo ciekawy film „Hardkor disco”. Dla Janusza Chabiora warto zobaczyć też „Służby specjalne”.

Gdyby pani książka „Ćwiartka raz” mogła zostać zaktualizowana o 2014 rok, o czym wspomniałaby pani na pewno w rozdziale „2014”?
O superformie polskiego kina, o „Mieście 44” – o tym napisałabym na pewno sporo; o nowych płytach Meli Koteluk, Macieja Maleńczuka, Skubasa, Kamp!, Dawida Podsiadły, Dr Misio, Justyny Steczkowskiej; o Dawidzie Kwiatkowskim i Saszan – gwiazdach z internetu; o gasnącej modzie na modowe blogerki i żenujących książkach wciskanych przez nie ludziom, kiedy to samo, o czym „napisały”, jest dostępne za darmo w internecie; o książkach Miłoszewskiego, Bondy, Grzegorzewskiej – bardzo dobrej literaturze popularnej; o skandalu z nagrodą Nike, która ujawniła kulisy tego, jak w Polsce mogą być przyznawane nagrody; o lansie Miss Gizzy; o końcu talent shows i modzie na szukanie miłości w programach telewizyjnych; o świetnych recenzjach Magdaleny Cieleckiej w Nowym Jorku; o zabawnych filmikach Ady Fijał; o fenomenie wróżbity Macieja; o genialnej książce o Beksińskich, biografii Anny Dymnej i fenomenalnej antologii reportażu pod redakcją Mariusza Szczygła; o aferze z Nergalem i Czubaszek w reklamie Empiku; o ogromnej roli mediów społecznościowych w reklamowaniu siebie i swojej pracy i komunikacji gwiazd z fanami. Nie zapomniałabym też o skandalach z niejaką Rafalalą, mamą aktorki Aleksandry Kisio, Dodą czy niezawodną Iloną Felicjańską; o wygranej czarnoskórej Osi w „Top Model”– to nie mogłoby się wydarzyć jeszcze kilka lat temu.

Kiedyś też trudno byłoby sobie wyobrazić, że ktoś śpiewa publicznie „Nienawidzę Cię Polsko”. A teraz najpierw Maria Peszek, a w tym roku Czesław Mozil szokuje takim utworem…
Artysta ma prawo do wypowiedzi. Peszek i Mozil nagrali bardzo ciekawe piosenki, płyty. To piosenki z mądrym, emocjonalnym tekstem, które są wyrazem tego, co czują, co jest oparte na ich przeżyciach. To nie musi się podobać wszystkim, ma wzbudzać myślenie, ma prowokować do rozmowy i dyskusji. To się udało. Nie wylewają tylko żali na ojczyznę, mają prawo do subiektywnych wypowiedzi i to robią. Zawsze będę broniła takich postaw. Jeśli ktoś rozumie te piosenki wprost, to jego problem, sztuka nie jest najwidoczniej dla każdego.

W najnowszej książce opisała pani, jak zmieniały się polskie media przez ostatnich 25 lat. Patrząc na to wszystko, możemy powiedzieć, że media idą ku lepszemu?
Polski internet to coraz więcej ciekawych produkcji, głównie vlogowych – są robione na coraz lepszym poziomie, bardzo dobrze montowane, np. „Z Dupy”, „20 m2 Łukasza” czy „Abstrahuje”. Poraża mnie „jakość” portali plotkarskich – kiedyś bywały zabawne, dzisiaj coraz częściej sięgają mentalnego dna. Że są kłamliwe, to mało powiedziane, tam poziom manipulacji sięga zenitu – sama czytałam „newsy” o sobie zrobione z trzech różnych artykułów, z trzech gazet, na przestrzeni… dwóch lat. Do tego są straszliwie pisane, bez jakiejkolwiek znajomości polskiej gramatyki, stylistyki, interpunkcji – to przerażające, że ktoś to puszcza w świat, a my w to klikamy i nasiąkamy trucizną. Poziom polskich portali jest słaby, ale na szczęście się poprawia. Osobnym zjawiskiem są blogi kulinarne na wysokim poziomie. Na pewno zmienia się telewizja, która stara się być bliżej widza, to wymógł rynek. Wzrasta też rola mediów społecznościowych, to realna, ogromna siła na rynku.

Spytam jeszcze o artystów pochodzących ze Śląska. Bohosiewicz, Dziędziel, Dereszowska, Baar, Walach. Dla nich był to udany rok?
Rok przejściowy, bez wielkich osiągnięć. Dla pań z tego zestawu bardziej spędzony na sesjach dla magazynów i na ściankach. Dziędziel to klasa sama w sobie, mam ogromną słabość do niego jako do aktora.

Czego powinniśmy się spodziewać w 2015 roku. O kim będzie głośno?
To może być kolejny świetny rok kina – zacznie się „Hiszpanką”, w której zagrał Jakub Gierszał. Potem „Ziarno prawdy” – adaptacja prozy Miłoszewskiego; film „Carte blanche” z Andrzejem Chyrą, „11 minut” Jerzego Skolimowskiego, nowy film Małgorzaty Szumowskiej z Januszem Gajosem i Mają Ostaszewską pt. „The Body”, film „Disco polo”, który opowie o naiwnych latach 90. i modzie na disco polo w Polsce. Czekam na serial „Krew z krwi” w reżyserii Jana Komasy z Agatą Kuleszą w roli głównej. Na jesieni wydam książkę o filmach. Będzie się dziać na pewno. To będzie bardzo ciekawy rok.