Miesięczne archiwum: Listopad 2016

To mi się należy

 

Przykro mi to mówić, ale ten świat „zszedł na psy”. Naprawdę. Widziałam to, co więcej – widzę to każdego dnia. Kiedyś – choć nie powinnam tego zdradzać „na pierwszej randce” – brałam w tym czynny udział.

Pracuję na stanowisku kasjer-sprzedawca, wchodzę w skład jednej z najniższych warstw społecznych – jak powiedziała by większość, która nie zaznała nigdy biedy. Każdego dnia jestem naocznym świadkiem: rozbojów, kradzieży, pogwałceń prywatności, wzmocnionych słownictwem, które – ze względu na normy etyczne – powinnam była ocenzurować, gdybym chciała je tu wypisać.

No, cóż! Taki już właśnie jest ten świat. Plugawy, chaotyczny, hałaśliwy, pełen paradoksalnych związków przyczynowo – skutkowych.

Zapraszam do mojego świata. Zapraszam. Jednakże proszę, nie zapominajcie, że tu, niestety, panuje selekcja naturalna. Środowisko handlu działa w podobny sposób, co zasady łańcucha pokarmowego w sferze fauny, lecz jednocześnie w opozycji do niego. Pamiętajmy, że poniżej opisane „wypadki odzwierzęce” nie są błędem biologicznym. Ich DNA, rzekomo, nie odbiega od normy.

Na co dzień jestem zwyczajną ekspedientką, subiektem – jak rzekliby ludzie w XIX-wiecznej Polsce. Pracuję w „Sklepie X” – wiecie przecież, że nie mogę robić „im” reklamy tudzież antyreklamy. Co za tym idzie „Sklep X” wydaje mi się jak najbardziej stosownym określeniem. Pracuję na pełen etat. Zarabiam najniższą krajową – o ile akurat łut szczęścia mi sprzyja i kończę miesiąc bez dodatkowych obciążeń finansowych. Moje zarobki w żaden, ale to w żaden, sposób nie oddają „zszarganych” nerwów i uszczerbku na zdrowiu, jakie doświadczyłam przez siedem lat nieustannej pracy „Sklepie X”.

Najciekawszą, najbardziej deprymującą oraz wyjątkowo stresującą częścią tej pracy są klienci. Klienci – o ile można nazwać tak ludzi, o których śmiem pisać. Nie mam na myśli ludzi, którzy przychodzą, mówią: „dzień dobry”; kupują i wychodząc, żegnają cię ciepłym uśmiechem lub standardowym: „do widzenia”. Zdecydowanie nie poświęcę im zbyt dużej uwagi, ponieważ to, co dobre, ciepłe, harmonijne i stosowne, w naszej mentalności nie jest intrygujące. Nie zadziwia, nie szokuje. Nie epatuje brutalnością i wulgarnością, więc to strata czasu. A po co tracić czas, skoro można „rzucać mięsem” na lewo i prawo?

Ludzie, o których ciekawie jest czytać i „warto” pisać, to, moim zdaniem, margines społeczny. Winni oni mieszkać w odosobnieniu. Izolatka to najlepsza z opcji jaka przychodzi mi teraz do głowy.

Złodzieje. To jest margines społeczny. To jest „najciekawszy” oraz najgorszy aspekt mojej pracy, niestety, mam go każdego dnia, co dnia, codziennie…

To mi się należy” to najczęściej wypowiadane słowa przez tych, którzy chcą wziąć w posiadanie to, co im się nie należy – to, za co nie zapłacili i, wbrew temu co mówią, wcale nie mieli takiego zamiaru.

Niejednokrotnie dochodzi do rękoczynów – dzieci nie róbcie tego w domu; właściwie nigdzie tego nie róbcie. Zaskakujące są także wymiany zdań: brutalne, pełne gróźb, wulgarne. Złoty środek na przeżycie takich sytuacji = stoicki spokój + chwilowe wyłączenie zmysłu słuchu. Moment odzyskania swojej własności podnosi adrenalinę na maksa (jak mawiają w pewnym wesołym miasteczku). Sytuacja ekscytuje od samego początku do końca. Widzowie są zachwyceni! Nikogo wówczas nie interesuje twój potencjalny uszczerbek na zdrowiu psychicznym tudzież fizycznym. Klaskają! Czekają na okazję kupienia gotowego popcornu lub waty cukrowej! Wszystko po to, aby mieć zajęte ręce, gdyby ktoś potrzebował pomocy, żeby nie mieć nawet cienia wątpliwości – nie udzielić pomocy. Nawet nie można ich nazwać klakierami. Nie trzeba ich opłacać. Są to typowi egoiści, którzy pilnują tylko, aby nie wyschły im źrenice od nieustannego patrzenia.

Kradzież to czyn karygodny. Jestem przeciwna takiemu postępowaniu. Choć jak widać „złodziejstwo” ma swoich zwolenników – gapiów.

Złodziej to osoba przynależna do marginesu społecznego. „Kradzieje” – jak mówi moja młodsza siostra – to grupa ludzi, przez których cierpię na chroniczną neuralgię.

To mi się należy” à ani trochę, ani nawet trochę nie należy im się to – cokolwiek by to było i jakiekolwiek pobudki by nimi nie kierowały – co chcą wziąć, w zasadzie co biorą.

Zastanówcie się nad sobą! Apeluję!

Autoryzacja, to wyrażenie zgody przez udzielającego informacji prasie na publiczne rozpowszechnienie swej wypowiedzi w danej formie. Jest to oryginalny twór prawodawstwa polskiego.

W przypadku wywiadów pisanych, autoryzacja polega na wspólnym uzgodnieniu ostatecznego tekstu wywiadu przez osobę udzielającej autoryzacji i dziennikarza, przed jego publikacją.

W Niemczech autoryzacja przybiera postać obowiązku „pokazania tekstu informatorowi”. Obowiązek ten nie wynika jednak z treści ustawy, lecz z przepisów korporacji dziennikarskiej.

W 2011 roku Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu orzekł, że karanie za nieprzedstawienie materiału prasowego do autoryzacji w sytuacji, gdy jest on rzetelny i odpowiada w swej treści przeprowadzonemu wywiadowi, nie jest konieczne w demokratycznym społeczeństwie. W konsekwencji karanie za coś takiego jest sprzeczne z artykułem 10. Europejskiej Konwencji Praw Człowieka. Według Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, obowiązek informacyjny prasy powinien być ważniejszy, niż ochrona czyjejś reputacji, zwłaszcza, gdy sprawa tyczy się polityków, a wywiad nie został przeprowadzony z ukrycia, czy w jakiś inny podstępny sposób.

Ponad to według artykułu 10. Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, każdy ma prawo do wolności wyrażania opinii. Prawo to obejmuje wolność otrzymywania i przekazywania informacji bez ingerencji władz publicznych i bez względu na granice państwowe.

W 1999 r. Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu orzekł, że dziennikarz nie może formułować krytycznych ocen tylko pod warunkiem, że wykaże ich prawdziwość. Trybunał stwierdził, że prasa ma obowiązek przekazywać w sposób odpowiedzialny informacje o wszystkich sprawach publicznie ważnych. Podkreślił ponadto, że swoboda dziennikarska dopuszcza także posłużenie się pewną przesadą, a nawet prowokacją. W związku z tym interwencja państwa musi być ograniczona w interesie demokratycznego społeczeństwa, aby prasa wciąż mogła pełnić rolę publicznego obserwatora i mogła przekazywać informacje o problemach wzbudzających publiczne zainteresowanie.

Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu uznał, że prasa może powoływać się na wiarygodność urzędowych dokumentów bez konieczności sprawdzania przez samą prasę, czy rzeczywiście są one wiarygodne. Poza tym, ze względu na konieczność dbania o swobodne otrzymywanie informacji, władze nie mogą wprowadzić ograniczeń w tej sprawie.

Ponadto stwierdzono, że chociaż prasa nie może przekraczać pewnych granic ustanowionych między innymi dla ochrony interesów państwa, takich jak jego bezpieczeństwo i integralność terytorialna, to jednak właśnie do prasy należy przekazywanie informacji dotyczących problemów politycznych, łącznie z takimi, które wprowadzają społeczne podziały. Prasa ma obowiązek przekazywania takich informacji, a ludzie mają prawo je otrzymywać. Wolność prasy daje społeczeństwu jeden z najlepszych środków ujawniania i formowania opinii na temat poglądów i postaw politycznych przywódców.

Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu podkreśla, że cały artykuł 10 Konwencji chroni prawo dziennikarzy do publikowania informacji o sprawach publicznie ważnych, pod warunkiem, że dziennikarze działają w dobrej wierze i na ścisłej podstawie faktycznej i prawnej oraz zapewniają wiarygodną i precyzyjną informację zgodnie z dziennikarską etyką.

Jeżeli chodzi o sprawy sądowe, to według Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, to prasowe relacje sądowe przyczyniają się do zachowania publicznego charakteru działalności sądów.

W SKRÓCIE:

Rozmowa pomiędzy dwoma osobami lub między prowadzącym, a daną grupą osób.

Osoba prowadząca zadaje pytania by uzyskać informacje dotyczące jakiegoś wydarzenia.

SKĄD SIĘ WZIĄŁ?

Twórcą tego gatunku jest James Gordon Bennett Starszy. 13 października 1835 roku na łamach New York Herald opublikował on wywiad z poczmistrzem z Buffalo.

CO MA NA CELU?

Zbiera informacje pozostające w kręgu zainteresowań publicznych. Kształtuje opinię odbiorców na dany temat.

Kreuje wizerunek rozmówcy.

Pozyskuje czytelników.

JAKIE MA CECHY?

  • musi być przeprowadzony z osobą wyróżniającą się w jakiś sposób, lub będącą autorytetem w jakiejś dziedzinie;
  • jego treścią powinny być rzeczy ciekawe, aktualne, nowe;
  • powinien być możliwie najbardziej spontaniczny i naturalny;
  • nie musi być jednorodny stylistycznie (może zawierać terminologię fachową, styl oficjalny ale też potoczny);
  • łączy w sobie kilka tematów/ dziedzin (synkretyzm) ale mimo to powinien być skupiony według tego jednego najważniejszego tematu;
  • często poprzedza go krótka informacja na temat rozmówcy i okoliczności w jakich powstał.

JAKIE SĄ JEGO RODZAJE?

  • Informacyjny
  • Publicystyczny
  • W postaci rozmowy
  • W postaci konwersacji
  • Kontrowersyjny

JAKIE STRATEGIE MOŻE PRZYJĄĆ DZIENNIKARZ?

pośrednik – jedynie rejestruje odpowiedzi rozmówcy;

pośrednik-pomocnik – steruje rozmową, np poprzez zadawanie dodatkowych pytań;

partner-uczeń – przedstawianie dziennikarza jako osobę niezbyt obeznaną z tematem;

partner-ekspert – świetnie orientujący się w temacie dziennikarz wdaje się w polemikę z rozmówcą;

partner-reprezentant opinii publicznej – w rozmowie powołuje się na opinie większej grupy.

 

Każdy z nas miał na 99.9% do czynienia z wywiadem. Nie ważne w jakiej formie i kto go tworzył. Mógł to być wywiad w ulubionej gazecie mamy, wywiad w telewizji na przypadkowo trafionym kanale, wywiad napisany na blogu ulubionego twórcy internetowego. Opcji jest wiele. Bardzo możliwe jest również to, że wśród was są osoby, które prowadzą swoje blogi, mają kanały na YouTube, pracują w jakiejś gazecie (online, lub papierowej) i przynajmniej raz stworzyli wywiad, albo brali udział w takowym. A może szkolna gazetka?

Wywiad może zrobić każdy z nas, tak jak tu siedzimy (albo stoimy, nie wiem co kto z was będzie robił w danej chwili). Trzeba zadać sobie jedno ważne pytanie. Czy wywiad jaki się zrobiło jest dobry? Jeśli jest się autorem danego wywiadu i puszcza się go w obieg dla publiki, zawsze się myśli, że jest dobry. Ba! Cud, miód i orzeszki! Ale czy on NAPRAWDĘ jest dobry? Nie.

Nie mam zamiaru zaśmiecać waszych kochanych główek suchą teorią, która małą część z was (o ile kogoś) interesuje. Ja pójdę dla was o krok dalej, dam wam rady stworzenia naprawdę dobrego wywiadu, przy którym nie będziecie musieli zamartwiać się dlaczego komentarze pod waszą twórczością są lekko mówią… niekorzystne.

1. Znajdź obiekt wywiadu.

Oczywiście, można pytania zadawać każdemu, ale musimy się zastanowić dlaczego właśnie ta osoba. Czy jest związana jakość z tematyką ogólną Twojej twórczości? Czy w ostatnim czasie zaistniała jakoś w świecie? Czy osoba ogólnie jest znana/lubiana i może to przykuć uwagę? Czy jest mało znana, ale ciekawa i warto zwrócić na nią uwagę szerszego grona odbiorców?

Naprawdę, wybór odpowiedniej osoby jest istotny. Jeśli przeprowadzimy wywiad z kimś, kto nijak nie jest w stanie zapewnić nam ciekawych informacji, to nasza praca pójdzie na marne. Nikogo nie zainteresują ani pytania, a tym bardziej odpowiedzi. Brawo, w ten sposób zmarnowałeś/łaś, sobie kilka ładnych godzin z życia.

2. Dowiedz się najwięcej ile się da o Twoim gościu.

Nie możesz przeprowadzić wywiadu z kimś, o kim nie masz zielonego pojęcia. Wywiad powinien być ogólnie ciekawy i przez niego żeby ludzie: a) dowiedzieli się czegoś nowego o danej osobie, lub b) dowiedzieli się o istnieniu danej osoby i chcieli sami pogłębiać wiedzę na jej temat. Naprawdę pytania, na które odpowiedzi to ‚urodziłam się tu i tu dnia tego i tego’ które można znaleźć na Wikipedii nie są ani szokujące, ani interesujące. No chyba że ktoś urodził się podczas misji kosmicznej, ratowania kosmitów. Wtedy ok.

3. Wymyśl pytania

Nawiązując do punktu 2 pamiętaj że pytania mają być ciekawe. Nie pytaj o rzeczy oczywiste, które można znaleźć na pierwszej stronie w wyszukiwarce Google. Pytaj o ciekawostki, jeśli ładnie zastosowałeś punkt 2, to wiesz dużo o Twoim gościu. Rozwijaj to co zostało napomniane, albo zapytaj o coś czego nigdzie nie było. Co jeśli Twój rozmówca ma nietypowe hobby? Może np. jest z zainteresowania fanem świnek morskich i jest ich treserem? A może lubi sery i tworzy je w domu? Ale nikt o tym nie mówi, bo trzymali się nudnych i szablonowych pytań. Wyjdź z marginesu nudy i daj się ponieść fantazji. Fajnie jeśli pytania są konstruowane w sposób wymuszający ciekawy i luźny dialog.

4. Uzgodnij dogodny termin oraz miejsce

To oczywiste, ale warto wspomnieć. Warto również zadbać o jakąś nietypową scenerię (zwłaszcza jeśli prowadzi się wywiad w formie np. filmiku na YouTube’a) Jeśli jest to aktorka teatralna, może uda się zorganizować wywiad właśnie w teatrze? Jeśli jednak wywiad ma formę pisemną, zadbaj o spokojne miejsce. Wydaje mi się że restauracja w godzinach obiadowych to słaby pomysł. Ani ty, ani Twój gość nie będziecie mogli się skupić na całości tego co się dzieje.

5. Przeprowadź wywiad

BRAWO! Masz gościa, masz pytania, godzina i miejsce są. Nie pozostało Ci nic innego jak zacząć. Nie spinaj się. To też jest człowiek, nawet jeśli jest sławny i ma na koncie więcej zer niż ty skarpetek w szufladzie, to się nie łam. Każdy jest człowiekiem i trzeba do niego podejść jak do człowieka (jakie to było głębokie). Luźno, lekko i przyjemnie. Postaraj się wytworzyć atmosferę rozmowy jak z kimś znajomym, a nie wywiad. Postaraj się wplatać coś od siebie, niech tworzy się dialog, a nie sztywne

Pytanie

Odpowiedź

Pytanie

Odpowiedź

(Dwadzieścia nieklejących się pytań i odpowiedzi dalej)

UWAGA! Pamiętaj jednak o tym z kim rozmawiasz. Całość ma być luźna, ale nie przekraczaj granic kultury. Jeśli jest to ktoś starszy, nie mów do niego na ty, a jeśli jest to ktoś, wysoki stopniem, to odpowiednio go tytułuj.

6. Zredaguj całość

Jeśli jest to filmik, zmontuj go w ciekawy sposób (nie przesadzaj jednak z szalonymi efektami specjalnymi, to będzie tylko rozpraszać uwagę), jeśli jest to tekst na bloga/do gazety, przeczytaj dokładnie całość i stwórz z tego w miarę ciągły tekst. Wyrzuć to co jednak okazało się mniej istotne, na rzecz tego co jest interesujące dla odbiorcy. Pamiętaj jednak aby nie przekręcać odpowiedzi! Coś takiego jest karygodne i będziesz smażyć się w piekle, więc uważaj bo Cię widzę.Pamiętaj również o ciekawym tytule i wstępie, które działają na odbiorców jak światło na ćmę.

7. Publikuj i czekaj

Wszystko gotowe? Idealne jak świeży śnieg po którym nikt nie chodził? Świetnie, ale wiesz co? Jednak nie, zanim to opublikujesz, to pokaż go komuś. Twoja praca zawsze wydaje się świetna, bo wiesz ile poświęciłeś na to czasu i nie chcesz go marnować, ale jednak jeśli osoba z zewnątrz zobaczy, może wychwycić coś, czego Ty nie dałeś rady. Nie bój się krytyki, ona Cię nie pobije, nie ugryzie i nie zje.

Ok, osoba trzecia wyraziła przychylną opinię? Świetnie, to teraz publikuj i z ręką na pulsie czytaj komentarze od zachwyconych widzów/czytelników.

8. Na rozluźnienie zjedz ciastko

Każdy lubi ciastko, jeśli jednak gluten to Twój wróg, to zjedz marchewkę. Co kto lubi, ja wolę ciastko.

 

Na sam koniec chciałabym wam przedstawić twórców, którzy nie zadają szablonowych pytań, a ich wywiady są wyczekiwane przez wielu ludzi z niecierpliwością

Zacznijmy od dobrze nam znanego Jakuba Wojewódzkiego. Wiadomo, jego program puszczany jest w telewizji, więc głównie chodzi o show. Jednak cała ta wesoła otoczka nie wyklucza ciekawych pytań. Pytania są nieszablonowe, ciekawe, intrygujące, nawet kontrowersyjne. Całość zawsze przeprowadzona w luźnej atmosferze, Kuba i jego goście, rozmawiają ze sobą, ciągle tworzy się dialog i dopytywanie o szczegóły. Często całość wygląda bardziej jak rozmowa przy kawie, a nie w telewizji dla ludzi.

 

http://www.youtube.com/watch?v=MFKh6HQgJQo

Kolejną osobą jest Łukasz Jakóbiak. Tworzy on internetowy talk show na swoim kanale YouTube’owym, który nosi nazwę 20m2. Ogólnie nie będę rozpisywać się na temat postaci Łukasza, ponieważ nie o tym jest wpis, ale zapraszam na jego kanał po więcej materiałów.

 

Skupiłam się głównie czymś co można usłyszeć i zobaczyć, a nie tylko przeczytać, ze względów na łatwiejsze zobrazowanie całości.

Jeśli macie jakieś uwagi możecie się nimi podzielić, a pewnie wytworzy się ciekawa dyskusja.

Kamila Ciećka

 

Felietonistą w znanym miesięczniku dla pań „Glamour” jest Marcin Prokop, dziennikarz, publicysta, bardziej znany jako osobowość telewizyjna. W swoich felietonach opisuje sprawy mniej lub bardziej dotyczące kobiet, ale na pewno w 100% tematy „z życia wzięte”. Owszem, czytuję pracę pana Prokopa w kolorowym magazynie, nie dlatego, że jest ona po drodze między najnowszymi trendami a tematyką typowo lifestylową, tylko z powodu trafności jego rozumowania i przybliżania tematów pozornie błahych, obok których przechodzimy obojętnie.

W listopadowym wydaniu wziął pod lupę astrologów, tarocistów i wróżbiarzy, a raczej ich wpływ na nasze życie w aspekcie duchowym i psychologicznym. Dla człowieka poważnego czy inteligentnego temat ten wydaje się śmieszny, irracjonalny bądź też patrzy na niego z przymrużeniem oka. Jednak każdy w swoim życiu miał styczność z tą sferą, poprzez czytanie horoskopów, sprawdzania znaczenia imienia dla dziecka, banalne wróżby andrzejkowe za czasów szkoły podstawowej. Nikt nie może się wyprzeć tej „magicznej mocy”. I Prokop w swoim felietonie nakreśla nam nie sam problem wiary czy niewiary we wróżbiarstwo, lecz próbuje nam pokazać naszą styczność z tym światem. Próbuje pokazać, że nie ma w tym nic złego, ani dla ateisty czy chrześcijanina, człowieka na wysokim stołku czy tego pracującego za najniższą krajową. To coś co nas otacza, nic szkodliwego.

Marcin Prokop wykazał się kunsztem dziennikarskim po raz kolejny serwując nam dobrej jakości felieton, poruszający sprawy codzienne. Jest lekki, do skonsumowania przy odrobinie nadwyrężonym mózgu, bo jednak trzeba przypomnieć sobie ile razy temat ten mógł mnie dotyczyć. Wykazuje subiektywizm wypowiedzi, nakreśla nam sposób podejścia autora do danej sprawy. Ponadto odwołuje się do własnych doświadczeń, przez co odbiór felietonu jest bardziej realistyczny, bardziej swojski. A lekkość jego stylu przekłada się na lekkość czytania.

Ciekawy temat, informacja, komentarz, wszystko jak należy.

 

Daria Kałwa

Krzysztof Karwat

Czy już wszystko powiedziano po odrzuceniu przez komisję sejmową projektu ustawy, zakładającej uznanie Ślązaków za mniejszość etniczną? Wiemy, że zlekceważono inicjatywę obywatelską i grubo ponad 100 tysięcy głosów. Podobno takich praktyk miało już nie być. Któż by tam się jednak liczył z mniejszością, która nawet mniejszością nie jest, bo jej się tego statusu – właściwie bez dyskusji – odmawia?

 

Dopowiedzmy, że cała ta sprawa nie za bardzo zainteresowała opinię ogólnopolską, bo właściwie prawie się do niej nie przebiła. To w jakimś sensie zrozumiałe, gdyż o Śląsku szerzej pisze się i mówi niemal wyłącznie wtedy, gdy coś złego dzieje się w górnictwie i pojawia się widmo protestów i strajków. Polska – by tak rzec – jest troszkę nami zmęczona, bo jawimy się jako region, który ciągle czegoś żąda, a niewiele ma w zamian do zaoferowania.

Czytaj dalej

Michał Ogórek – Wybór zajęcia
Najważniejszy jest wybór zawodu zgodnie z predyspozycjami. Rodzice powinni obserwować dziecko od najmłodszych lat i pomóc znaleźć mu w życiu najlepsze dla niego zajęcie.
Jeżeli dziecko jest flegmatyczne, wszystko zostawia zawsze rozgrzebane, nigdy niczego nie kończy, ale zostawia na potem – dobrze się będzie czuło w wymiarze sprawiedliwości.
Jeżeli do tego bez przerwy czegoś żąda i – nie mając po temu żadnych podstaw – nic nie uzyskuje, może być prokuratorem.
Jeśli potrafi wymyślać ciągle nowe i oryginalne wytłumaczenia, dlaczego nie może niczego zrobić zaraz, tylko musi to koniecznie przełożyć na później – będzie dobrym sędzią. Byłby to również zawód odpowiedni dla dziecka, które bez przerwy bawi się w zamykanie, a potem otwieranie przed kimś drzwi w nieodpowiednim momencie.
Gdy dziecko znosi ciągle do domu i magazynuje jakieś bezwartościowe badyle, z którymi nie wiadomo co potem robić – mogłoby zostać rolnikiem. (Chyba że lubi zwierzęta.) Jeśli dodatkowo domaga się i awanturuje, aby za zniesione badyle być mu wdzięcznym, może zostać działaczem „Samoobrony”. Jeśli jest płaczliwe – to PSL-u.
Jeżeli lubi się włóczyć z kolegami bez celu po mieście, może pracować w straży miejskiej.
Jeżeli lubi ciągle rozkładać i składać ten sam samochód, w dorosłym życiu może produkować w Polsce wyprodukowany w Korei samochód Daewoo.
Jeżeli całymi dniami nie je, najlepiej, żeby zostało anestezjologiem.
Jeżeli do późnego wieku upiera się, by spać w jednym łóżku z rodzicami, będzie się dobrze czuł w charakterze planisty w Urzędzie Mieszkalnictwa.
Jeżeli nie odróżnia prawej strony od lewej i uważa, że to wszystko jedno, ma niezłe szanse w Unii Wolności.
Jeżeli z dziecka absolutnie nie można wydusić, jak się nazywa ani ile ma lat, z
umiejętnością tą może zostać rzecznikiem prasowym.

Michał Ogórek mówi tutaj satyrycznie o świecie i różnych ,,predyspozycjach” dzieci do pewnych zawodów. To rodzice w naszych najmłodszych latach stanowią nasz wzorzec oraz „podpórkę” życiową. To na ich zdaniu polegamy najbardziej, bo i oni sami wpajają nam, że oni wiedzą najlepiej. Często chcieliby decydować w pełni o naszym życiu, co we wczesnych latach życia jest jak najbardziej zrozumiałe. Niestety, kiedy dziecko podrasta, staje przed wyborami musi dokonać ich sam, bo to decyzje wpływające na jego osobiste i przede wszystkim dorosłe konto. Rodzice jednak często tego nie rozumieją, wciąż chcą decydować lub w większym stopniu wpływać na decyzje, narzucać swój punkt widzenia i swoje opcje wyboru. Owszem powinni pomagać równocześnie nie oczekując spełnienia ich marzeń. Rodzice wpajają dzieciom informacje, tzw. wchodzą na ambicje przez co one je przyswajają i podążają ścieżką imaginacji rodziców. W dziecku od najmłodszych lat kształtuje się osobowość i poczucie tożsamości oraz przynależności do społeczeństwa, więc przez cały proces dojrzewania można powiedzieć dane predyspozycje zawodowe ulegają zmianom. Są to wg Ogórka alternatywne i śmieszne rozwiązania przyszłościowe młodego pokolenia w przyszłości zarabiającego na emeryturę. Ale również mówi o tym by nie kierować się stereotypowymi kierunkami zawodów, nie iść odgórnie przypisanym szlakiem, w prześmiewczy sposób nakreśla nam zatrważającą schematyczność wyborów zawodowych, które przypisane są określonym cechą osobowościowym. Łammy schematy.

Jakby nie patrzeć Ogórek jako dziennikarz z wieloletnim stażem przedstawił swój punkt widzenia w 100% wzorcowym felietonie. Jest on napisany zwięźle, czytelnie, aby poznać sens i przekaz autora trzeba poruszyć wyobraźnią, uruchomić szare komórki. Napisany w sposób sposób humorystyczny, a nawet satyryczny, prześmiewczy. Określa dany problem, przybliża subiektywność autora. Ponadto konstrukcja felietonu, rozmieszczenie graficzne bądź sam przekaz różni się od typowego felietonu z komentarzem widocznym na widelcu, trzeba pogłówkować, by dostrzec felieton w felietonie. A co najważniejsze, uświadamiamy sobie pewien problem nakreślony przez Ogórka, wyciągamy wnioski.

 

Daria Kałwa

Stanisław Lem, Felieton

 

„Jakiś rok temu dostałem ze Szwecji albumy z reprodukcjami dzieł On Kawary. Za jedno z jego większych osiągnięć poczytują serię kalendarzowych dat, wzbogaconych strzępami gazet z odpowiednich dni tygodnia i roku, telegramami „I am still alive”, które artysta wysyłał do znajomych, oraz fragmentami kołowego notatnika, gdzie notował, o której godzinie wstał z łóżka.