Felieton własny – próba zastosowania podstawowych cech gatunku.

Kategorie: Bez kategorii

To mi się należy

 

Przykro mi to mówić, ale ten świat „zszedł na psy”. Naprawdę. Widziałam to, co więcej – widzę to każdego dnia. Kiedyś – choć nie powinnam tego zdradzać „na pierwszej randce” – brałam w tym czynny udział.

Pracuję na stanowisku kasjer-sprzedawca, wchodzę w skład jednej z najniższych warstw społecznych – jak powiedziała by większość, która nie zaznała nigdy biedy. Każdego dnia jestem naocznym świadkiem: rozbojów, kradzieży, pogwałceń prywatności, wzmocnionych słownictwem, które – ze względu na normy etyczne – powinnam była ocenzurować, gdybym chciała je tu wypisać.

No, cóż! Taki już właśnie jest ten świat. Plugawy, chaotyczny, hałaśliwy, pełen paradoksalnych związków przyczynowo – skutkowych.

Zapraszam do mojego świata. Zapraszam. Jednakże proszę, nie zapominajcie, że tu, niestety, panuje selekcja naturalna. Środowisko handlu działa w podobny sposób, co zasady łańcucha pokarmowego w sferze fauny, lecz jednocześnie w opozycji do niego. Pamiętajmy, że poniżej opisane „wypadki odzwierzęce” nie są błędem biologicznym. Ich DNA, rzekomo, nie odbiega od normy.

Na co dzień jestem zwyczajną ekspedientką, subiektem – jak rzekliby ludzie w XIX-wiecznej Polsce. Pracuję w „Sklepie X” – wiecie przecież, że nie mogę robić „im” reklamy tudzież antyreklamy. Co za tym idzie „Sklep X” wydaje mi się jak najbardziej stosownym określeniem. Pracuję na pełen etat. Zarabiam najniższą krajową – o ile akurat łut szczęścia mi sprzyja i kończę miesiąc bez dodatkowych obciążeń finansowych. Moje zarobki w żaden, ale to w żaden, sposób nie oddają „zszarganych” nerwów i uszczerbku na zdrowiu, jakie doświadczyłam przez siedem lat nieustannej pracy „Sklepie X”.

Najciekawszą, najbardziej deprymującą oraz wyjątkowo stresującą częścią tej pracy są klienci. Klienci – o ile można nazwać tak ludzi, o których śmiem pisać. Nie mam na myśli ludzi, którzy przychodzą, mówią: „dzień dobry”; kupują i wychodząc, żegnają cię ciepłym uśmiechem lub standardowym: „do widzenia”. Zdecydowanie nie poświęcę im zbyt dużej uwagi, ponieważ to, co dobre, ciepłe, harmonijne i stosowne, w naszej mentalności nie jest intrygujące. Nie zadziwia, nie szokuje. Nie epatuje brutalnością i wulgarnością, więc to strata czasu. A po co tracić czas, skoro można „rzucać mięsem” na lewo i prawo?

Ludzie, o których ciekawie jest czytać i „warto” pisać, to, moim zdaniem, margines społeczny. Winni oni mieszkać w odosobnieniu. Izolatka to najlepsza z opcji jaka przychodzi mi teraz do głowy.

Złodzieje. To jest margines społeczny. To jest „najciekawszy” oraz najgorszy aspekt mojej pracy, niestety, mam go każdego dnia, co dnia, codziennie…

To mi się należy” to najczęściej wypowiadane słowa przez tych, którzy chcą wziąć w posiadanie to, co im się nie należy – to, za co nie zapłacili i, wbrew temu co mówią, wcale nie mieli takiego zamiaru.

Niejednokrotnie dochodzi do rękoczynów – dzieci nie róbcie tego w domu; właściwie nigdzie tego nie róbcie. Zaskakujące są także wymiany zdań: brutalne, pełne gróźb, wulgarne. Złoty środek na przeżycie takich sytuacji = stoicki spokój + chwilowe wyłączenie zmysłu słuchu. Moment odzyskania swojej własności podnosi adrenalinę na maksa (jak mawiają w pewnym wesołym miasteczku). Sytuacja ekscytuje od samego początku do końca. Widzowie są zachwyceni! Nikogo wówczas nie interesuje twój potencjalny uszczerbek na zdrowiu psychicznym tudzież fizycznym. Klaskają! Czekają na okazję kupienia gotowego popcornu lub waty cukrowej! Wszystko po to, aby mieć zajęte ręce, gdyby ktoś potrzebował pomocy, żeby nie mieć nawet cienia wątpliwości – nie udzielić pomocy. Nawet nie można ich nazwać klakierami. Nie trzeba ich opłacać. Są to typowi egoiści, którzy pilnują tylko, aby nie wyschły im źrenice od nieustannego patrzenia.

Kradzież to czyn karygodny. Jestem przeciwna takiemu postępowaniu. Choć jak widać „złodziejstwo” ma swoich zwolenników – gapiów.

Złodziej to osoba przynależna do marginesu społecznego. „Kradzieje” – jak mówi moja młodsza siostra – to grupa ludzi, przez których cierpię na chroniczną neuralgię.

To mi się należy” à ani trochę, ani nawet trochę nie należy im się to – cokolwiek by to było i jakiekolwiek pobudki by nimi nie kierowały – co chcą wziąć, w zasadzie co biorą.

Zastanówcie się nad sobą! Apeluję!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.

*