Autorytety dzisiejszych patriotów

Kategorie: Bez kategorii

Nietrudno dziś znaleźć nastolatka przechadzającego się ulicą w zwykły dzień w bluzie, która emanuje polskimi symbolami narodowymi. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie to, że dużo takich ciuchów noszone jest przez młode osoby, które chcąc nie chcąc, nie zawsze wiedzą o różnych rzeczach, o których gdyby się dowiedziały, zastanowiłyby się nad wyrzuceniem takiej bluzy do szafy i prędkim wyrzeczeniem się takiego lojalnego patriotyzmu. Oto ciemna strona polskiej, najnowszej historii, która dziś często jest motywacją dla młodych, spragnionych ideałów ludzi.

Dziś jest jakby moda na polskość i przypominanie o symbolach naszych największych zwycięstw w historii. W kontekście dzisiejszego kryzysu z uchodźcami jest to husaria, która wsławiła się walecznością podczas wojen w XVII w., gdy skutecznie walczyliśmy właśnie m. in. z muzułmanami. Dzisiaj więc jednym z naszych byłych wrogów, o których się szczególnie pamięta, jest islam. Poza nim jest komunizm, o którym się pamięta przez to, że jest zaprzeczeniem patriotyzmu. Jest symbolem oderwania się od idei solidarnego narodu, a za to zjednoczenia się wspólnot wszystkich państw (albo raczej ich zwykłych obywateli) w imię ogólnego (więc dla niektórych niezbyt uchwytnego) dobrobytu. Z tego powodu lewactwo wydaje się być utożsamiane z brakiem zasad, wartości i ślepym podążaniem za atrakcyjnymi, ale pustymi tak naprawdę hasłami. Warto jednak się przyjrzeć początkom komunistyczno-polskich relacji, kiedy ta idea trafiła już na podatny grunt w Rosji.

Nie ulega wątpliwości, że Rosja w 1920 r. atakowała naszą wolność do stanowienia o sobie samych, jako wreszcie wolnych Polaków. Nie dziwne więc, że po 123 latach podległości tak solidarnie stawiliśmy opór najeźdźcy, z czego zresztą się niezmiernie cieszę, bo w naszej kulturze i historii brakuje mi takich momentów, kiedy nasze władze i ogólnie społeczeństwo są ze sobą zgodne w najbardziej kluczowych momentach. Niestety, stwierdzenie, że Polacy nie mają nikogo za nic przepraszać po prostu mnie brzydzi. Dosyć mocno rozsławione Jedwabne nie jest niestety jedynym przykładem na to, że nie jesteśmy żadnym narodem, który wywodzi się od jakiegoś świętego, walecznego, starożytnego plemienia. Niestety, już stosunkowo chwilę po odzyskaniu niepodległości w 1918 r. okazało się, że Polacy są zwykłymi ludźmi, którzy czasem nad sobą nie panują i nawet ze strachu potrafią nienawidzić. Chodzi mi tu o mord na członkach misji Rosyjskiego Czerwonego Krzyża, którzy mieli wynegocjować z naszymi władzami repatriację jeńców rosyjskich jeszcze z I WŚ. Wysłannicy zostali natychmiast aresztowani pod zarzutem szerzenia wywrotowej propagandy, a następnie formalnie wydaleni z kraju. Byli eskortowani do linii frontu, przed którą zostali wywleczeni przez polskich żandarmów do lasu i rozstrzelani. Szeroko ten problem ujmuje Karol Sacewicz w artykule „Sprawa tzw. rosyjskiej delegacji Czerwonego Krzyża w świetle publikacji prasy komunistycznej w Polsce (1918 – 1919)”. Po zapoznaniu się z tekstem doszedłem do wniosku, że nie musiało się to wtedy stać, gdyż członkowie misji nie stanowili realnego zagrożenia, a mord był spowodowany jedynie powszechnym wtedy strachem przed kolejnym zniewoleniem Polski, tym razem przez komunizm.

Gdy uporaliśmy się z Rosjanami, to największe wtedy zagrożenie zewnętrzne minęło. Przyszedł jednak czas bałaganu, który wynikał ze zbyt luźnych zasad konstytucji marcowej. Był to okres, kiedy powinniśmy się ustabilizować, m. in. wybrać pierwszego prezydenta. Koncepcje na nasze państwo były wtedy jednak jeszcze bardziej różne, niż teraz. Przez niemożność dogadania się różnych stron politycznych (podobnie jak ma to miejsce dziś niestety), doszło do kolejnej tragedii pod koniec 1922 r., wydaje się dla nas, Polaków, jeszcze gorszej, bo słusznie zweryfikowała ona, że nie jesteśmy jeszcze gotowi do demokracji, bo zabiliśmy naszego wybranego prawnie prezydenta, Gabriela Narutowicza. Stało się to w atmosferze zwykłego, powiedzielibyśmy dzisiaj hejtu na zwycięzcę wyborów w gazetach prawicy. Dla endecji zwycięstwo Narutowicza było taką klęską, że musieli mu życzyć publicznie wszystkiego najgorszego. Doprowadziło to do tego, że jeden z fanatyków prawicy wziął sprawy w swoje ręce i zastrzelił prezydenta. Jak dla mnie nie ma żadnego usprawiedliwienia dla takiego skandalu, który spowodowany był zachowaniem na poziomie podwórka przed gimnazjum, a nie polityków świeżego, upragnionego od 123 lat własnego państwa…Endecy nawet nie poczuli się potem do odpowiedzialności za ten mord.

Prawica niestety nie przyczyniła się za bardzo tym atakiem do polepszenia sytuacji, gdyż potem wciąż były częste zmiany rządu wskutek kłótni między politykami. Kulminacją tego napięcia był przewrót majowy w 1926 r. Przez decyzję Piłsudskiego do wszczęcia buntu, który w założeniu miał rozprawić się ze szkodzącymi państwu politykami, zginęło prawie 400 Polaków. Ponoć jego przywódca z tego powodu wpadł na chwilę w depresję, gdyż miał nadzieję, że do żadnego rozlewu krwi nie dojdzie, a jego przeciwnicy oddadzą mu władzę bez słowa. Gdy zobaczył, że tak gładko nie pójdzie, to najwidoczniej uznał, że nie ma innego wyjścia, bo wycofanie się i spróbowanie się dogadać z tymi „parszywymi politykami” nie wchodziło w grę.

Dokonanie przewrotu majowego było początkiem procesu przejmowania władzy w Polsce przez piłsudczyków. Wszystko byłoby pięknie, można byłoby jakoś próbować Piłsudskiego usprawiedliwić mówiąc, że wtedy niestety był nam ten przewrót potrzebny, może gdyby nie to, że jego ludzie dalej działali zasadą „cel uświęca środki”. Stworzyli oni Bezpartyjny Blok Współpracy z Rządem, którego celem było zdobycie na tyle wysokiej przewagi w parlamencie, by móc zmienić konstytucję. W ich mniemaniu było to tak konieczne, że w wyborach w 1930 r. mając już większość w sejmie, ale jeszcze nie dostateczną, dopuścili się fałszowania wyborów. M. in. aresztowano kluczowych przedstawicieli różnych innych opcji politycznych, by znacznie osłabić ich szanse na nawet niezbyt znaczące zwycięstwo w wyborach, które jednak mogłoby pozbawić BBWR koniecznej większości. Działaczy wypuszczono z więzienia dopiero po wyborach.

Przenieśmy się jeszcze do jeszcze bardziej kontrowersyjnego okresu II WŚ. Tutaj sytuacja jest poważna, gdyż właśnie wiele z noszonych dziś, patriotycznych ubiorów jest opatrzonych skrótem NSZ, czyli Narodowe Siły Zbrojne. Była to jedna z organizacji, która tak jak AK walczyła o niepodległość Polski po kolejnym, czwartym jej zaborze. Poważnie różni ją od Armii Krajowej jednak jej doktryna, według której głównym wrogiem Polski byli Rosjanie, co było powodem do tego, by nie tylko w pewnym okresie ograniczyć walkę z nazistami, ale nawet by walczyć z innymi Polakami, którzy też walczyli o naszą niepodległość, lecz byli bliżej poglądom komunistycznym. Mam na myśli oddziały Gwardii Ludowej.

Powyższe przykłady pokazują, że nie należy ślepo wierzyć w jakieś naiwne trendy na zasadzie „też chcę pokazać, że ze mnie patriota i Polak prawdziwy”. Tym bardziej nie należy ślepo wierzyć politykom, którzy dzisiaj chętnie wysługują się takimi postaciami jak właśnie Piłsudski, czy Dmowski by pokazać, jak to właśnie ci politycy nie są oddani polskiej sprawie, tak jak pierwsi politycy II RP. Okazuje się, że nikt nie wszyscy nie są niestety święci – ani dziś, ani nawet wtedy…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.

*