Dziś nie do końca będzie o muzyce, choć Pawłowi Małaszyńskiemu muzyka w duszy równie mocno gra co aktorstwo. Ale skupię się przy jego macierzystej profesji. Nie bez kozery.

Byłam jedną z tych osób, które w poniedziałkowe popołudnie wybrały się do chorzowskiego Teatru Rozrywki na spektakl „:”Berek czyli upiór w moherze” z genialną Ewą Kasprzyk,w  roli moherowej dewotki i równie doskonałym Pawłem Małaszyńskim, który wcielił się w rolę geja (albo „pedaua” – jak na drzwiach teatralnego mieszkania wypisała mu bohaterka kreowana przez Ewę Kasprzyk).

Spektakl warszawskiego Teatru Kwadrat, dowodzonego przez Andrzeja Nejmana, od kilku sezonów cieszy się ogromnym powodzeniem. W Chorzowie mógł również liczyć na znakomitą frekwencję. Tyle, że pierwszy z dwóch zaplanowanych na ten dzień spektakli skończył się po niespełna 40 minutach.

W trakcie jednej ze scen, z udziałem Ewy Kasprzyk, Pawła Małaszyńskiego i Marcina Kwaśnego, wcielającego się w rolę lekarza, popularny „Małasz” przerwał swoją kwestię, szybkim krokiem opuszczając scenę i prosząc tylko osobę odpowiedzialną za technikę, by opuścić kurtynę. Po kilku minutach dowiedzieliśmy się, że została wezwana karetka pogotowia, a po kolejnych kilkunastu dyrektor Andrzej Nejman poinformował, że niestety spektakl nie zostanie dokończony, bo Paweł musi jechać do szpitala na kolejne badania. Dodał również, że wkrótce zostanie podany nowy termin przedstawienia, a wszystkie bilety zachowują ważność.

W oczekiwaniu na rozwój wydarzeń (jeszcze przed oficjalnym odwołaniem przestawienia) byłam świadkiem całej palety zachowań i reakcji na sytuację, która ponoć zaistniała po raz pierwszy (jak podkreślił potem Marcin Kwaśny). Od serii pytań „co się mogło wydarzyć?”, zatroskania o zdrowie aktora, przez spekulacje co mogło być przyczyną pogorszenia stanu zdrowia Pawła, po stwierdzenia, że ta przerwa to „zapewne jakiś ruch marketingowy”.

Przyznam, żenujące były te wywody (na szczęście nielicznych) samozwańczych „marketingowców” na widowni. Żenujący był jeden pan w białej koszuli w dziesiątym rzędzie, który najwyraźniej postanowił sobie urządzić mały kabaret na podstawie napisanej przez życie historii. I choć  towarzysząca mu kobieta raczej z aprobatą przyjmowała jego „żarty” to poziom dowcipu mało przystawał do miejsca w jakim się znaleźliśmy. Bo czasem nawet biała koszula i modne oprawki okularów słomy z butów przykryć nie dadzą rady…

Niewykluczone, że Paweł Małaszyński miał jakieś problemy z ciśnieniem. Ponoć jeszcze przed spektaklem nie czuł się najlepiej. Ale jak jest robota do wykonania to się ją wykonuje. Paweł wyszedł na scenę i dał z siebie wszystko. A, że nie wystarczyło sił do końca spektaklu…?!

Ponoć badania nie wykazały nic groźnego, choć aktor musiał udać się do szpitalnej izby przyjęć. Słabość jest rzeczą ludzką. Każdemu może się zdarzyć. Wkurzają mnie jednak niczym niepoparte komentarze sugerujące przyczyny niedyspozycji Pawła Małaszyńskiego. Hejterstwo, którego nie brakuje, zwłaszcza u wiecznych malkontentów.

Tym osobom życzę ciekawszego sposobu na zagospodarowanie nadmiaru wolnego czasu. A Pawłowi Małaszyńskiemu szybkiego powrotu do zdrowia i Teatru Rozrywki. Bo „Berek, czyli upiór w moherze” to naprawdę znakomity spektakl”. Wiem, bo widziałam go już (w całości) w Katowicach. Dzisiaj chciałam przeżyć powtórkę z rozrywki. Nie wiedząc, że przyjdzie mi czekać na powtórkę w Rozrywce. Mam nadzieję, że to już niebawem.

 

 

Rolling Stones

Kilka dni temu pojawiła się informacja jakoby legendarny zespół The Rolling Stones miał zagrać 4 czerwca w Warszawie, uświetniając tym samym obchody 25. rocznicy pierwszych częściowo wolnych wyborów w Polsce. Wygląda jednak na to, że na drodze do szczęścia stanął nam Izrael.

W piątek, 21 marca kupiłam „Rzeczpospolitą”. Przyznam, że tylko ze względu na jeden tekst. Elektryzująco zajawiony na czołówce: Rolling Stones zagrają w Warszawie? „No cudownie” – pomyślałam, wspominając jak zazdrościłam mojemu koledze ubiegłorocznego koncertu Stonesów w słynnym Hyde Parku.
Gazeta poinformowała, że Kancelaria Prezydenta chce zaprosić ten legendarny band na stołeczny Stadion Narodowy, by uczcić rocznicę 4 czerwca. Koncert darmowy, z wejściówkami, które można było otrzymać w drodze losowania.
Piękny plan, w którym „jedynym” problemem okazały się fundusze. A raczej ich niewystarczająca ilość, bo występ Micka Jaggera i spółki to koszt około kilku milionów euro. Światełkiem w tunelu miał być uśmiech w stronę sponsorów, najbogatszych polskich firm.

Wygląda jednak na to, że naszą gorączkę oczekiwania na potwierdzenie dobrych wieści ugasiła nieoficjalna wprawdzie, ale jednak publicznie ogłoszona wiadomość, że 4 czerwca The Rolling Stones zawita do Tel Awiwu. Wiadomością żyją już izraelskie media.
Pierwsze spekulacje pojawiły się już w niedzielę (23.03). Brytyjski dziennik „Daily Mirror” poinformował, że The Rolling Stones ma już ustawione kolejne daty tegorocznej trasy „14 on Fire”, zorganizowanej z okazji jubileuszu 50-lecia grupy.
Na liście poza Tel Awiwem znalazły się m.in.: Oslo (26.05),  Lizbona (29.05), czy Wiedeń (16 czerwca).
Oficjalnego potwierdzenia kolejnych koncertów póki co brak, co można tłumaczyć tragedią jaka spotkała Micka Jaggera (jego długoletnia partnerka L’Wren Scott kilka dni dni temu popełniła samobójstwo. Zespół odwołał najbliższe występy).

Muzycy w końcu wrócą do koncertowania. Czy w tym roku zagrają też w Polsce? Ja czekam na taki news w „blokach startowych”. I z pewnością nie jestem w tym oczekiwaniu jedyna.

European Festival Awards to najważniejszy plebiscyt środowiska festiwalowego (zarówno dla organizatorów jak i fanów), który jednocześnie jest podsumowaniem minionego letniego sezonu. Wśród tegorocznych nominowanych są polskie festiwale, w tym kilka perełek ze Śląska. Można im pomóc. Co więcej, to już ostatnia chwila, bo głosowanie trwa tylko do 1 listopada do godziny 11.00

123

Roskilde, Glastonbury, Primavera Sound…a obok nich Przystanek Woodstock, Audioriver, Free Form Festival, czy też „dzieci” Mikołaja Ziółkowskiego z agencji Alter Art czyli Selector Festival, Coke Live Music Festival i słynny Open’er Festival, który dwukrotnie wygrywał już w najważniejszej kategorii „dla najlepszego dużego festiwalu”. Niewykluczone, że niebawem do puli trafi trzecia statuetka, bo Open’er jest jednym z najbardziej lubianych przez europejską publiczność, festiwali.

Ale European Festival Awards 2013  to także wyjątkowy urodzaj nominacji dla imprez, które odbywają się w naszym regionie. Począwszy od festiwalu Tauron Nowa Muzyka, który  ma szansę na trzecią już statuetkę w kategorii „najlepszy mały festiwal” czy OFF Festivalu, który poznał już smak zwycięstwa w kategorii „najlepszy festiwal średniego rozmiaru”.

Przyjemną niespodzianką jest natomiast nominacja dla Festiwalu Muzycznego imienia Ryśka Riedla. Ile to razy słyszeliśmy komentarze w tylu „impreza się kończy”, czy „w Chorzowie to już nie jest ten festiwal”…. Za każdym razem podziwiałam upór Adama Antosiewicza, organizatora festiwalu w zdobywaniu środków na festiwal i zbieraniu takiego składu artystów, który pogodzi przynajmniej więszość zainteresowanych.

Imponująca frekwencja jaka miała miejsce podczas pierwszego dnia tegorocznego festiwalu im. Ryśka Riedla (zagrał wtedy m.in. Perfect, TSA, Śląska Grupa Bluesowa) pokazała, że dobra intuicja nie opuszcza Antosiewicza. I miejmy nadzieję, nie opuści w następnych latach.
Chorzowska impreza nominowana została w kategorii „najlepszego  małego festiwalu”. Wśród jej konkurentów jest Tauron Nowa Muzyka…

Jak zagłosować? To proste.

Wystarczy wejść na stronę: eu.festivalawards.com, zarejestrować się i oddać głos na swoich faworytów w poszczególnych kategoriach. Każdy, kto zagłosuje, ma szansę przeżyć festiwalowe Lato Marzeń, zdobywając dwa bilety na każdy zwycięski festiwal. A do tego satysfakcję jeśli zwycięży wytypowany wcześniej festiwal.
Ceremonia wręczenia nagród organizatorom zwycięskich festiwali odbędzie się 15 stycznia 2014 roku w czasie festiwalu Eurosonic Noorderslag w Holandii.


Trzymam mocno kciuki na nasze festiwale. Swoje głosy już też oddałam.

A Wy?

 

Jestem w szoku jakie to było dobre – powiedział mój redakcyjny kolega, gdy wymienialiśmy się wrażeniami dotyczącymi sobotniego koncertu Roda Stewarta w Rybniku. Dodam, że koledze w duszy gra muzyka dużo cięższego kalibru, ale ma otwarty umysł i potrafi docenić dobrą robotę nawet artystów z innej bajki.

Czytaj dalej

I po wakacjach! Dla wariatów, którzy wakacje kojarzą przede wszystkim z przyjemnym rajdem po Polsce (i nie tylko), by zaliczyć jak najwięcej plenerowych koncertów, a najlepiej festiwali nieuchronnie (niestety) zbliża się okres (festiwalowej) posuchy.

Czytaj dalej