PICT_20131226_175342

Największy smartfon w historii HTC nazywa się właściwie: Max. HTC One Max. I jest rzeczywiście duży. Ma wielki, 5,9-calowy ekran, metalową obudowę i sporo waży.

Testowego HTC One Maxa używam od tygodnia, pora więc na pierwsze refleksje. Gdy wyciągnąłem go z pudełka nie przeżyłem szoku, jaki towarzyszył mi w przypadku pierwszych chwil z Xperią Z Ultra. Mimo, że phablet Sony (o ekranie 6,1-calowym) jest naprawdę lekki, to jednak Max jest poręczniejszy. To oczywiście nie tylko kwestia 0,2-calowej różnicy w wielkości ekranu, to przede wszystkim sprawa obudowy – zaokrąglone, wyprofilowane kształty phabletu HTC są jednak przyjaźniejsze w codziennym użytkowaniu niż obudowa „Zetki” w kształcie tabliczki czekolady. Z drugiej strony to właśnie ekran determinuje wielkość urządzenia i stąd nasuwa się pytanie: czy 6-calowa przekątna jest granicą, której w przypadku phabletów lepiej nie przekraczać?

To mi przypomniało czasy, gdy używałem smartfona o „dużym”, 3,6-calowym ekranie. Kiedy na rynku pojawił się HTC HD2 jego 4,3-calowy ekran wyglądał niemal absurdalnie. Pamiętacie? Jednak to właśnie będący dziś prawdziwą legendą (uruchomiono na nim chyba wszystkie możliwe mobilne systemy) HD2 przecierał wówczas szlaki dla dzisiejszych phabletów. Dwa lata później pojawił się Galaxy S II, również z 4,3-calowym ekranem, a w międzyczasie HTC nadal „przecierało szlaki” takimi urządzeniami jak HTC Titan (Windows) czy HTC Sensation XL (Android) z 4,7-calowymi ekranami. Tydzień po tygodniu, miesiąc po miesiącu na rynku pojawiały się coraz większe smartfony, aż w końcu Samsung zaprezentował Galaxy Note`a z 5,3-calowym ekranem definiując tym samym niejako nowy rodzaj smartfonów, które stały się phabletami. O ile jednak Note wyznaczył dolną granicę, o tyle – jak się wydaje – wypełnić przestrzeń między sześcioma a siedmioma („tabletowymi”) calami będzie już dużo trudniej…

Wracając jednak do One Max: fakt, ekran jest duży – dla mnie to akurat zaleta – ale panele IPS LCD stosowane przez HTC są znakomite. I co tu dużo mówić; AMOLED-y starszej generacji (jak w moim Galaxy Note II) po prostu nie wytrzymują porównania. Z drugiej strony na tego typu ekrany Samsung odpowiedział AMOLED-em z Note`a 3, powszechnie uważanym za najlepszy na rynku, ale IPS w HTC One Max (i oczywiście One) to absolutnie ścisła czołówka.

PICT_20131226_175825

Również nakładka HTC na system Android, czyli kolejna wersja (5.5) znanego Sense, zrobiła na mnie pozytywne wrażenie – codzienne użytkowanie Maxa jest przyjemne. Świetnie działa czytnik linii papilarnych, dzięki któremu nie muszę wbijać PIN-u za każdym razem, gdy chcę odblokować ekran. To duże ułatwienie. Zadziwiające, bo wcześniej wielokrotnie czytałem w sieci o problemach z tym elementem phabletu. Być może to kwestia odpowiedniego skonfigurowania czytnika (system prosi o trzykrotny próbny „odczyt”).

Oczywiście nie ma róży bez kolców. Max pozbawiony jest już logo Beats Audio, a słuchawki z zestawu są po prostu słabe (raczej kiepsko, jak na sprzęt powyżej 2,5 tys. zł). Także odtwarzacz muzyki jest, delikatnie mówiąc, niewystarczający: soft wygląda ładnie, ale spisuje się jak… wersja beta. Nie ma np. equalizera i gra źle. Na szczęście te problemy rozwiązałem stosując swoje słuchawki oraz instalując niezawodnego PowerAmpa. Kolejny znak zapytania to aparat, pozbawiony (w przeciwieństwie do modelu One) optycznej stabilizacji obrazu. Czas więc na kolejne testy..

Pełna recenzja HTC One Max: http://blogi.dziennikzachodni.pl/technoblogia/2014/01/11/htc-one-max-recenzja-test/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.

*