???????????????????????

Samsung wykrzywia ekrany gdzie się tylko da: w telewizorach, zegarkach i, oczywiście, w smartfonach. Po Galaxy Round, który – przypomnę – nie pojawił się na naszym rynku w oficjalnej dystrybucji, przyszła pora na eksperyment z urządzeniem będącym wersją Galaxy Note 4 – Note Edge jest kolejnym pomysłem Samsunga na rozwój świetnej serii phabletów.

Edge jest bardzo podobny do Note 4, dlatego tych, których interesuje wydajność, aparat czy oprogramowanie odsyłam do mojej recenzji SGN4. W przypadku Note Edge skupię się raczej na koreańskiej innowacji, czyli krawędziowym ekranie i jego funkcjonalności. Najpierw jednak krótko o różnicach dzielących Note 4 i Note Edge. Asymetryczna obudowa w Edge sprawia, że urządzenie jest nieco szersze od Note 4. Przycisk zasilania znalazł się na górnej ramce – z prawej strony jest bowiem ekran krawędziowy – co w przypadku tak dużego urządzenia nie jest, niestety, wygodne. Ekran główny Note Edge, który chroni Gorilla Glass trzeciej generacji jest nieco mniejszy niż w Note 4 (przekątna 5,6 cala wobec 5,7 i Gorilla Glass 4), ale ma za to lepsze zagęszczenie pikseli – 539 ppi. W Note Edge jest ponadto nieco mniejsza bateria, zaś do sprzedaży urządzenie trafiło tylko w dwóch kolorach: czarnym i białym. Podobnie jak Note 4, Edge pojawił się na rynku w dwóch wersjach: z ośmiordzeniowym procesorem Exynos 7 Octa (64-bitowa wersja 5433) oraz ze Snapdragonem 805. Tym razem do testów trafiło mi się urządzenie z procesorem Qualcomma.

I jeszcze jedno. Kiedy testowałem urządzenie, Edge działał jeszcze na Androidzie w wersji 4.4.4, podczas gdy Note 4 otrzymał już aktualizację do Lollipopa.

 

To co wyróżnia Note Edge od całej serii phabletów Samsunga i innych urządzeń na rynku, to oczywiście ekran krawędziowy. Asymetryczna obudowa sprawia, że do trzymania w ręku i obsługi Edge trzeba się przyzwyczaić. Problem mogą mieć osoby leworęczne, ponieważ ewidentnie phablet przystosowany jest dla praworęcznych. Owszem, w ustawieniach jest opcja obrócenia ekranu o 180 stopni, jednak wygląda to raczej średnio, a na dodatek pojawia się ostrzeżenie, że niektóre aplikacje mogą nie działać prawidłowo. To tyle jeśli chodzi o minusy, plusów jest bowiem znacznie więcej. Po pierwsze na ekranie krawędziowym możemy ustawić ikony najważniejszych dla nas aplikacji, a nawet umieszczać całe katalogi, co nie tylko jest bardzo wygodne, ale i znacznie szybsze w obsłudze – jeden ruch kciukiem uwalnia nas od zbędnej „gimnastyki”, co w przypadku dużych ekranów ma kluczowe znaczenie. Na ekranie krawędziowym możemy ustawić sobie najważniejsze kontakty przypisując numer telefonu, co znacznie upraszcza obsługę urządzenia. Możemy oczywiście dodawać kolejne paski – część z nich znajdziemy w ustawieniach, inne natomiast – w Galaxy Apps. Jedna z opcji: pasek z pogodą, na którym pojawiają się też powiadomienia. Jest też bardzo przydatny pasek aplikacji S Health, pasek ze sportowymi informacjami o wynikach ulubionych drużyn, trendami z Twittera, informacjami giełdowymi czy nawet… prostą grą. W Galaxy Apps wybór pasków dla ekranu krawędziowego jest znacznie większy. Z ciekawszych opcji: pasek zamiast widżetu S Note, powiadomienia z kalendarza, informacja o transmisji danych czy newsy z CNN.

A to nie wszystko. Od góry wysuwamy jeszcze jeden pasek: z pięcioma predefiniowanymi przez producenta skrótami – do dyktafonu, latarki, stopera, zegara i… linijki. W nocy natomiast na krawędzi możemy ustawić sobie zegar. Maksymalny czas działania nocnego zegara na krawędzi to 12 godzin. Na dole krawędzi mamy z kolei dostęp do ustawień panelu.

Wprowadzenie ekranu krawędziowego to – bez dwóch zdań – świetny pomysł, który ułatwia i upraszcza obsługę tak dużego urządzenia, jakim jest phablet. Dodatkowy panel działa też w aplikacji aparat – wszystkie „przyciski” funkcyjne, łącznie ze spustem migawki wyświetlane są na krawędzi, co uwalnia cały ekran ułatwiając robienie zdjęć. To pokazuje, jak wielkie możliwości ma ekran krawędziowy. Pytanie tylko, czy niezależni programiści będą w swoich aplikacjach wykorzystywać ten potencjał? Wprowadzenie przez Samsunga na rynek kolejnego urządzenia z zakrzywionym ekranem – Galaxy S6 Edge, powinno ich do tego zachęcić.

Po ponad dwutygodniowych testach jestem przekonany, że Galaxy Note Edge to znakomite urządzenie, być może nawet najlepsze z całej serii phabletów Samsunga. Jednak zdaję sobie również sprawę z tego, że jego zalety (wręcz całe mnóstwo zalet – oprócz nowatorskiej krawędzi, także wykonanie, oprogramowanie czy w końcu świetny aparat) docenią raczej nieliczni. Tym bardziej, że urządzenie jest drogie – wysoka cena to pochodna kosztownej w produkcji nowej technologii i jednocześnie ograniczonej dostępności.

Specyfikacja techniczna. Ekran Super AMOLED o przekątnej 5,6 cala i rozdzielczości QHD (2560 x 1440 pikseli), 16 mln kolorów plus ekran krawędziowy (2560 x 160). Procesor Qualcomm Snapdragon 805 (cztery rdzenie Krait 450, 2,7 GHz) procesor graficzny: Adreno 430. Pamięć: 3 GB RAM, 32 GB pamięci wbudowanej, slot na karty micro SD do 128 GB. Aparat 16 Mpix z tyłu (nagrywanie wideo UHD, 3840 x 2160 p, 30 klatek na sekundę) z optyczną stabilizacją obrazu i AF, dioda LED oraz 3,7 Mpix z przodu (z funkcją panoramicznego selfie). Łączność: LTE Cat. 6 (300 Mbps), Wi Fi 802.11 a/b/g/n/ac, Bluetooth 4.1, NFC, ANT +, MHL, GPS, GLONASS, Beidou, audiojack 3,5 mm, port microUSB 2.0, port podczerwieni. Czujniki: akcelerometr, barometr, czytnik linii papilarnych, czujnik żyroskopowy, czujnik geometryczny, czujnik gestów, czujnik pola magnetycznego, pulsometr, czujnik zbliżeniowy, czujnik RGB, UV sensor. Rysik S Pen. Akumulator: 3000 mAh. Wymiary: 151,3 x 82,4 x 8,3 mm. Waga: 174 gramy. System: Android 4.4.4 KitKat.

Twitter: @G_Lisiecki

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.

*