20150624_141455_Richtone(HDR) (1280x960)

Jak co roku, Samsung wiosną pokazał światu swojego nowego flagowca. A właściwie – po raz pierwszy – były to dwa flagowce: Galaxy S6 oraz Galaxy S6 Edge. Przez dwa tygodnie testowałem Edge’a, czyli wersję S6 z zakrzywionym ekranem.

 

Na początek: kilka refleksji. Po zeszłorocznej krytyce wyglądu SGS5 tym razem Samsung zdecydował się pójść inną drogą. Metal, hartowane szkło i obudowa typu unibody miały przekonać do siebie nie tylko fanów Androida, ale i posiadaczy iPhone’ów, przyzwyczajonych już do podobnego designu. Obok zachwyconych użytkowników znaleźli się jednak i tacy, którzy nie rozumieją decyzji Samsunga o rezygnacji ze slotu na kartę pamięci czy możliwości samodzielnej wymiany wymiany baterii. I, prawdę mówiąc, trudno im się dziwić. Koreańczycy zdecydowali się wypuścić na rynek urządzenia o pojemności 32, 64 i 128 GB, co było do tej pory o tyle zasadne, że Android nie pozwala na przenoszenie aplikacji (np. dużych plików gier) na kartę pamięci. Kłopot w tym, że Google niedługo potem ogłosiło Androida M. Nowy system będzie już w pełni wspierać karty pamięci… Tymczasem pamięć ROM sporo kosztuje, co po prostu musiało odbić się na cenach SGS6/SGS6 Edge. W ten sposób Samsung postawił swoje urządzenia na jednej półce obok iPhone’ów. Czy był to dobry pomysł? Czas pokaże.

 

Z Galaxy S6 Edge spędziłem dwa tygodnie i jestem pod sporym wrażeniem. Na początek: wykonanie. Jakość po prostu czuć. Metalowe ramki są świetnie wykonane, znacznie lepiej niż te w Note 4. Wszystkie przyciski, także metalowe, są bardzo dobrze spasowane, telefon pod tym względem jest po prostu nową jakością w portfolio Samsunga. Przód i tył urządzenia pokryte są hartowanym szkłem. Z tyłu jest też, sporo wystający z obudowy, główny aparat z diodą i pulsometrem. Na górnej części ramki jest port podczerwieni (smartfon możemy wykorzystać jak uniwersalny pilot), mikrofon i slot na kartę nanoSIM, na dolnej części – grill głośnika, kolejny mikrofon i gniazdo słuchawkowe 3,5 mm. Biorąc pod uwagę wystający aparat wydaje się, że smartfon jest wręcz zbyt smukły – to jednak tylko krótkie wrażenie. Urządzenie dobrze leży w dłoni, bez problemów można je obsłużyć jedną ręką.

Oczywiście uwagę od razu zwraca zakrzywiony ekran. Tak, krawędzie zabierają miejsce – SGS6 w wersji „flat” ma po prostu szerszy ekran – i po dwutygodniowej przesiadce z Note 3 przez kilka pierwszych godzin trochę się męczyłem. Tak, zakrzywiony ekran w Galaxy S6 Edge naszego życia w jakiś szczególny sposób nie zmieni, mimo że Samsung nie zrezygnował z prób uczynienia z niego praktycznego elementu urządzenia. Dzięki temu krawędź ma kilka zalet. To na przykład szybki dostęp do ulubionych kontaktów, ale odnoszę wrażenie, że w zeszłorocznym Note Edge krawędź była jednak znacznie użyteczniejsza. Koniec końców i tak wszystko zależy od tego jak Samsung i niezależni programiści zechcą Edge wykorzystać. To wszystko nie zmienia jednak faktu, że urządzenie z takim ekranem wygląda po prostu świetnie i sprawia, że ma to „coś”.

Sam ekran to oczywiście SuperAMOLED, bez wątpienia najlepszy na rynku – pod tym względem Samsung zdecydowanie zostawia konkurencję w tyle. Chroni go Gorilla Glass czwartej generacji. Rozdzielczość Quad HD, świetne barwy, kontrast i kąty widzenia sprawiają, że po prostu chce się z niego korzystać.

 

Samsung zrezygnował ze Snapdragonów stawiając na własne układy SoC. SGS6 Edge napędza ośmiordzeniowy procesor Exynos 7 Octa, który spisuje się bardzo dobrze. W połączeniu z „odchudzonym” nieco TouchWizem i 3 GB pamięci podręcznej sprawia, że urządzenie pracuje płynnie. Oczywiście SGS6 Edge daje sobie radę z najbardziej wymagającymi grami. Czy telefon się przegrzewa? W pierwszych godzinach po uruchomieniu Edge nagrzał się bardzo, niemal parzył – aktualizowały się jednak aplikacje, urządzenie ściągało aktualizację systemu, a bateria ładowała się… Poza tym jednym, dość ekstremalnym przypadkiem żadnego dyskomfortu podczas eksploatacji nie było.

Aparat to kolejny element poprawiony przez Samsunga. Szerokokątny, jasny obiektyw (F/1.9), do tego optyczna stabilizacja obrazu i szybki auto focus. Samsung wprowadził ponadto nowy, minimalistyczny interfejs – nowością jest np. tryb Profesjonalny (kontrolować można m.in. elementy ekspozycji, balans bieli czy ISO). Matryca to CMOS BSI, która rejestruje zdjęcia 16 Mpix oraz filmy w jakości 4K. Aparat możemy błyskawicznie uruchomić poprzez dwukrotne naciśnięcie przycisku Home. Zdjęcia wychodzą świetne, a dzięki nowej, jasnej optyce SGS6 Edge radzi sobie także w słabszym oświetleniu. Krótko: smartfon bez problemów zastąpi nam na wakacjach kompakt.

Przykładowe zdjęcia i interfejs aparatu:

Bateria. Co ciekawe, akumulator w SGS6 Edge jest nieco pojemniejszy niż w SGS6 (2600 vs 2550 mAh). Telefon powinien wytrzymać na jednym ładowaniu od rana do wieczora, o ile za długo nie bawicie się aparatem. Jeśli jednak energii zacznie brakować – jest funkcja szybkiego ładowania. Edge ładuje się błyskawicznie – niemal 1,5 razy szybciej niż poprzednie modele, a zaledwie kilkanaście minut ładowania zapewnia kilka godzin pracy. I to kolejna wielka zaleta Edge’a.

Bonusy. Jest także, o czym nie możemy zapominać, czytnik linii papilarnych – po raz pierwszy podczas testów przez dwa tygodnie przy odblokowywaniu urządzenia korzystałem wyłącznie z niego. Dla przykładu: w moim Galaxy Tab S również jest czytnik linii papilarnych, ale działa nieporównywalnie gorzej niż w przypadku SGS6 Edge. Są też motywy, znane już z serii A. Na SGS6/SGS6 Edge jest ich jednak znacznie więcej. Motywy pozwalają odświeżyć wygląd interfejsu i z przyjemnością korzystałem z jednego z nich.

Akcesoria. Wraz z SGS6 Edge dostałem do testów flip wallet oraz ładowarkę indukcyjną. Wallet wygląda jednak nieco gorzej niż np. S View Cover znany z poprzednich urządzeń. Flip wallet mocuje się do urządzenia przy pomocy plastikowych „zaczepów”, które mocno kontrastują z jakością wykonania Edge’a. Z ładowarki indukcyjnej wygodnie jest korzystać w domu. Jeśli jesteśmy „w biegu” lepiej sięgać po kabel i szybkie łądowanie.

 

Podsumowując: bez dwóch zdań, Galaxy S6 Edge to świetne urządzenie, pełne zalet, prawdopodobnie najlepsze z dostępnych na rynku. Czy jednak dla każdego? Wysoka cena może okazać się dla wielu zaporą nie do przejścia…

Specyfikacja techniczna. Ekran SuperAMOLED, podwójnie zakrzywiony, o przekątnej 5,1 cala i rozdzielczości 2560 x 1440 pikseli (Quad HD), 16 mln kolorów. Ośmiordzeniowy procesor Exynos 7 Octa (4 x 2,1 GHz Cortex-A57, 4 x 1,5 GHz Cortex-A53), GPU: Mali-T760. Pamięć: 3 GB RAM, 32 GB pamięci wbudowanej (są również wersje 64 i 128 GB). Aparat główny: CMOS 16 Mpix z diodą LED, OIS, F/1.9, AF, HDR, nagrywanie wideo 4K 30 klatek na sekundę i Ful HD 30 klatek na sekundę, aparat z przodu: CMOS 5 Mpix, F/1,9, nagrywanie wideo Full HD 30 klatek na sekundę. LTE Cat 6, NFC, Wi-Fi 802.11 a/b/g/n/ac, ANT+, Bluetooth 4.1, GPS – Glonass, Beidou. Porty: microUSB 2.0, gniazdo słuchawkowe 3,5 mm, slot na kartę nanoSIM. Czujniki: czytnik linii papilarnych, akcelerometr, barometr, żyroskop, czujnik geomagnetyczny, czujnik pola magnetycznego, pulsometr, czujnik światła, czujnik zbliżeniowy. Akumulator: 2600 mAh. Wymiary: 142,1 x 70,1 x 7 mm. Waga: 132 gramy.

Twitter: @G_Lisiecki

Komentarze (7):

  1. Avatar
    cocosh

    Jestem bardzo ciekaw jakości zdjęć z tego EDGEa, bo jak do tej pory uważam, że w miarę dobry kompakt nawet z przed kilku lat robi lepsze zdjęcia od smartfonów. Mam Note3 i uważam, że zdjęcia robi kiepskie – mocna obróbka, duża kompresja – brak szczegółów na zdjęciach. O zdjęciach z Note3 w kiepskim nocnym oświetleniu nie będę się wypowiadał – Lumia 920 bije na głowę Nota3 pod tym względem. Chciałbym żeby mój Note3 robił takie zdjęcia jak Lumia 920:-)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.

*