Od premiery Huawei P10 minęło już trochę czasu, jednak flagowiec chińskiego producenta wciąż może być niezłą opcją dla potencjalnych użytkowników wybierających wśród tegorocznych smartfonów. Niedawno miałem go okazję testować – w recenzji zatem odpowiedź na to, jak P10 spisuje się na co dzień.

Huawei coraz mocniej zaznacza swoją obecność na rynku smartfonów. Statystki sprzedaży? Wzrost z 28,1 mln sztuk w Q1 2016 roku do 34,2 mln w Q1 2017, co z kolei oznacza wzrost udziału w rynku o 1,5 proc. Co więcej, w tym roku były miesiące, w których Huawei w wynikach sprzedaży wyprzedziło nawet Apple. A jak się sprzedaje P10? Oficjalnych wyników nie ma, jednak Chińczycy liczyli na sprzedaż ponad 10 milionów dwóch wersji – P10 oraz P10 Plus (poprzednicy, P9 i P9 Plus sprzedali się w 12 mln egzemplarzy).

P10 jest ewolucją zeszłorocznego flagowca, choć nie obyło się bez kilku istotnych zmian. Ekran został bowiem nieznacznie zmniejszony (5,1 cala wobec 5,2 cala w P9), obudowa stała się przyjemniejsza w dotyku – matowa, a skaner linii papilarnych został przeniesiony z tyłu urządzenia na front. Mnie takie rozwiązanie bardzo odpowiada, choć – jak wiemy – w tym roku zapanowała moda na „bezramkowe” smartfony, w których czujniki biometryczne montowane są z tyłu; z przodu nie ma już na nie po prostu miejsca. Z tyłu urządzenia znajduje się podwójny aparat główny sygnowany logo Leica i podwójna dioda doświetlająca, z przodu, nad ekranem – aparat 8 MP, głośnik do rozmów, czujnik i dioda powiadomień, pod ekranem – wspomniana już płytka ze skanerem linii papilarnych. Na dolnej krawędzi umieszczono głośnik, mikrofon, port microUSB typu C oraz gniazdo audiojack 3,5 mm, na górnej zaś jest tylko drugi mikrofon. Po lewej stronie urządzenia znajduje się tacka na karty nanoSIM i microSD (albo drugą kartę SIM), po prawej są klawisze głośności i zasilania. Ten ostatni wyróżnia się delikatną, czerwoną barwą, posiada też charakterystyczną fakturę – łatwo go wyczuć nawet nie spoglądając na smartfon. Obudowa robi dobre wrażenie, choć do mnie dotarł egzemplarz już nieco sfatygowany – z tyłu, na aluminiowej obudowie widać odpryski lakieru. Warto zatem nosić P10 w etui, na przykład takim, które Huawei dołączyło do zestawu sprzedażowego. A w zestawie, oprócz dokumentacji, ładowarki i kabla USB, są także słuchawki douszne. Grają dobrze, ale niestety dość łatwo wypadają z uszu. Trzeba też pamiętać, że P10 nie jest wodoodporny, w wodoodporność wśród flagowców konkurencji jest już standardem. Ogólnie jednak rzecz biorąc P10 jest urządzeniem bardzo kompaktowym, które łatwo się obsługuje jedną ręką. Niewielki, jak na dzisiejsze standardy, ekran ma rozdzielczość Full HD (432 ppi). Panel jest bardzo jasny (545 nitów – to wyższa wartość niż np. w Samsungu Galaxy S7 – 484, ale niższa niż w iPhone 7 – 642), można więc komfortowo korzystać z urządzenia nawet w mocnym słońcu. Można za to mieć pewne uwagi co do odwzorowania kolorów, które sprawiają wrażenie „zimnych”. Na szczęście temperaturę barwową można wyregulować samemu. Wyświetlacz chroniony jest przez Corning Gorilla Glass piątej generacji.

Skaner linii papilarnych działa znakomicie – to jedno z najlepszych (o ile nie najlepsze) rozwiązań tego typu na rynku. Ale ma jeszcze dodatkowe zastosowanie. Po jego bokach – mimo że jest na to sporo miejsca – zabrakło dotykowych klawiszy funkcyjnych. Domyślnie w P10 działa zestaw software’owych przycisków, których kolejność możemy skonfigurować, ale przyciski zabierają miejsce na ekranie. Dlatego warto je wyłączyć i obsługiwać smartfon wyłącznie przy pomocy czytnika odcisków palca i czterech gestów; aby się cofnąć wystarczy dotknąć czytnika, aby przenieść się do ekranu głównego trzeba go przytrzymać dłużej, ostatnie zadania to ruch w lewo lub w prawo, natomiast przesunięcie w górę aktywuje Google Now. Do takiego rozwiązania można się szybko przyzwyczaić, a Huawei udowodniło w ten sposób, że Androida obsługiwać można przy pomocy jednego przycisku – a w zasadzie płytki. Jest jeszcze jedna opcja – przycisk wiszący, który – poza wspomnianymi funkcjami – daje także dostęp do optymalizacji urządzenia czy blokady ekranu. Polecam jednak obsługę tylko przy pomocy jednego przycisku. A skoro już o software’owych rozwiązaniach mowa – było już o tym przy okazji recenzji Mate 9 Pro, czy Honora 9 – w ustawieniach jest dostęp do aplikacji bliźniaczej. To bardzo dobre rozwiązanie dla tych, którzy obsługują prywatne i firmowe konta na Facebooku czy WhatsAppie. EMUI wprawdzie nie wygląda zbyt imponująco, ale jest dość funkcjonalną nakładką na Androida. Nie zabrakło filtra światła niebieskiego, opcji Nie przeszkadzać, wyboru siatki ekranu (4×5, 5×5, 5×4) czy funkcji nagrywania ekranu. Jest dostęp do motywów (z domyślnego, wyglądającego dość archaicznie, szybko zrezygnowałem) i tapet. Domyślnie brakuje szuflady aplikacji (ale właśnie tak – dla odmiany – korzystałem z tego smartfona), choć w ustawieniach można to zmienić.

HiSilicon Kirin 960, o czym już na blogu miałem okazję pisać, to bardzo wydajny SoC. W P10 wspierany jest 4 GB pamięci RAM (są też 64 GB ROM, a gniazdo na karty microSD też jest miłym dodatkiem), co przy stosunkowo małym ekranie i niezbyt wysokiej rozdzielczości oznacza, że smartfon pracuje bardzo szybko i bez żadnych zacięć – przez cały czas testów nie miałem do czynienia ze spowolnieniami czy lagowaniem; odpowiednia moc jest zawsze „pod ręką”. Co więcej, P10 radzi sobie bardzo dobrze nawet z najbardziej wymagającymi graficznie grami. Nie narzekałem także na baterię. I tutaj znów przydaje się mały ekran Full HD – średnio kilkanaście godzin pracy na jednym ładowaniu oznaczało – zależnie od intensywności korzystania z urządzenia – od trzech i pół do pięciu i pół godziny na ekranie. Jak dla mnie to dobry wynik. Oczywiście jest też opcja szybkiego ładowania; smartfon od 0 do 100 proc. naładujemy w ok. 100 minut.

Czas na aparat, a właściwie, jak to w przypadku smartfonów Huawei bywa, dwa aparaty. Zestaw główny zawiera monochromatyczny sensor 20 MP ( f/2.0) odpowiadający za szczegółowość obrazów oraz sensor RGB 12 MP (f/2.2), który wykonuje kolorowe zdjęcia. P10 łączy dwa obrazy w jeden. Z przodu – aparat 8 MP do selfie. Zdjęcia, które robi P10 są bardzo dobre: szczegółowe, ostre, dobrze, tzn. naturalnie odwzorowują kolory. Nie można też zapominać o dwukrotnym zoomie hybrydowym, który jednak nie jest dostępny w trybie Auto (20 MP). Wśród ustawień jest tryb nocny (konieczny jest jednak statyw), HDR, panorama o wysokiej rozdzielczości czy, w trybie portretowym, „artystyczny bokeh”, który rozmazuje tło (choć nie zawsze w odpowiedni sposób, warto go jednak wypróbować – zdjęcia mogą wyjść bardzo ciekawe). P10 nagrywa wideo w jakości 4K.

Interfejs aparatu i przykładowe zdjęcia:

Podsumowując, P10 to ciekawa propozycja dla tych, którzy lubią niewielkie, poręczne smartfony – główne atuty tego urządzenia to wydajność, bardzo dobry aparat, świetny skaner linii papilarnych, bateria. Trzeba jednak pamiętać, że P10 nie jest wodoodporny, a Huawei mogłoby już odświeżyć Emotion UI.

Specyfikacja. Ekran IPS-NEO LCD o przekątnej 5,1 cala i rozdzielczości 1080 x 1920 p, 16 mln kolorów. Ośmiordzeniowy procesor HiSilicon Kirin 960 (4 x 2,4 GHz Cortex-A73, 4 x 1,8 GHz Cortex-A53). GPU: Mali-G71 MP8. Pamięć: 64 GB, 4 GB RAM i slot na kartę microSD do 256 GB. Aparat główny: 20 MP + 12 MP, f/2.2, OIS, optyka Leica, dwukrotny bezstratny zoom, laserowy autofokus z detekcją fazy, dual-LED, HDR, panorama, wideo: 2160 p/30 fps, 1080 p/60 fps. Aparat przedni: 8 MP, f/1.9. Łączność: LTE Cat. 12, Wi-Fi 802.11 a/b/g/n/ac, Bluetooth 4.1, NFC, GPS z A-GPS, GLONASS, BDS, GALILEO. Czujniki: skaner linii papilarnych, akcelerometr, czujnik zbliżeniowy, żyroskop, kompas. Porty: USB 2.0, Type-C 1.0, nanoSIM, microSD (hybrydowy dual-SIM; drugi slot może zająć karta pamięci). Bateria: litowo-jonowa o pojemności 3200 mAh. Wymiary: 145,3 x 69,3 x 7 mm. Waga: 145 gramów. System: Android 7.0 Nougat z nakładką Emotion UI 5.1.

Twitter: @G_Lisiecki

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.

*