Przed rokiem Huawei Mate 9 Pro był świetnym urządzeniem, a od tego czasu niewiele się zmieniło – dziś wciąż pozostaje dobrym wyborem nie tylko ze względu na mocną specyfikację, ale przede wszystkim cenę, która przez ostatnie dwanaście miesięcy wyraźnie spadła. Nic zatem dziwnego, że po tak udanym modelu oczekiwania wobec jego następcy, czyli Mate 10 Pro były duże. Huawei zmieniło design, pojawił się ekran w proporcjach 18:9, a czytnik linii papilarnych znalazł się z tyłu urządzenia. Jak Mate 10 Pro spisywał się podczas testów?

Na początek: Mate 10 Pro wygląda „nowocześniej” od poprzednika (recenzja Mate 9 Pro tutaj), ponieważ „bezramkowa” moda odcisnęła swoje piętno także na nowym flagowcu Huawei. Telefon wygląda elegancko, jest też dość poręczny – nawet biorąc pod uwagę rozmiar 6-calowego wyświetlacza. Ekran Full View zajmuje 80,9 proc. przedniej powierzchni i jest mocnym atutem Mate 10 Pro. Technologia OLED umożliwia między innymi wsparcie standardu HDR10, co powinni docenić subskrybenci Netflixa czy Amazon Prime Video. Ekran ma proporcje 18:9, świetne barwy, kąty widzenia, a także inne parametry (np. kontrast – 70000:1, saturacja/NTSC – 112 proc.). Korzysta się z niego bardzo dobrze, choć przyznam, że zaskoczyła mnie nieco rozdzielczość – poniżej 2K (zagęszczenie pikseli na poziomie 402 ppi). Oczywiście w codziennym użytkowaniu tego nie widać, jednak w czasach rosnącej popularności gogli VR 1080 x 2160 p to nie jest korzystna wartość. Telefon jest chroniony przez Corning Gorilla Glass piątej generacji. Wygląda to bardzo dobrze, ale szkło z obu stron Mate 10 Pro oznacza, że urządzenie jest bardzo śliskie. W zestawie jest jednak silikonowe etui, które dobrze chroni telefon. Dodać warto, że Mate 10 Pro pochwalić się może certyfikatem IP67 (telefon może być zanurzony w wodzie na głębokości metra do 30 minut), ale jednocześnie producent przestrzega, że uszkodzenia dokonane przez wodę nie są objęte gwarancją. Smartfon posiada dwa głośniki stereo – jeśli urządzenie trzymamy pionowo, słyszymy dolny, który odpowiada za niskie tony. Jeśli obrócimy telefon poziomo możemy wysłuchać także brzmienia głośnika nad ekranem, co potęguje dźwiękowe wrażenia podczas grania czy oglądania filmów. To wyraźna przewaga nad smartfonami z jednym głośnikiem. Na dolnej ramce, oprócz głośnika i mikrofonu, znajduje się złącze USB typu C – nie tylko do ładowania i przesyłania plików. Jest to także złącze słuchawkowe, bowiem Mate 10 Pro został, niestety, pozbawiony audiojacka 3,5 mm. Przy okazji, słuchawki dołączone do zestawu grają bardzo dobrze, jednak nie jestem ich fanem – wypadają z uszu. Na górnej ramce jest kolejny mikrofon i port podczerwieni, z prawej strony producent umieścił klawisze głośności i zasilania, z lewej natomiast znajduje się tacka na dwie karty nanoSIM. Nie ma miejsca na kartę pamięci, jednak 128 GB pamięci wbudowanej powinno raczej wystarczyć każdemu. Z przodu, pod ekranem, znajduje się tylko logo Huawei, natomiast nad wyświetlaczem jest przednia kamerka, drugi głośnik, czujnik zbliżeniowy i dioda powiadomień. Tył smartfonu wygląda świetnie. Nad skanerem odcisków palców (jak zwykle w przypadku Huawei – świetnie działającym), znajduje się – podkreślony innym odcieniem koloru obudowy – zestaw z logo Leica: dwa aparaty, podwójna dioda LED oraz wspierający autofocus czujnik laserowy.

Tym co wyróżnia Mate 10 Pro jest bez wątpienia nowy procesor, Hilisicon Kirin 970 z mobilną platformą komputerowej sztucznej inteligencji, czyli dedykowaną jednostką NPU (Neural-Network Processing Unit). Kirin 970 to 64-bitowa jednostka w układzie big.LITTLE z czterema wydajnymi rdzeniami i czterema energooszczędnymi. Wykonany w technologicznym procesie 10 nm procesor wspiera pamięć LPDDR4X RAM czy LTE kategorii 18. Układ posiada dwunastordzeniowy procesor graficzny Mali-G72 MP12 i podwójny procesor obrazu. Kirin 970 jest do tego pierwszą jednostką z nową grafiką ARM. Nie będzie zatem chyba zaskoczeniem, gdy napiszę, że wydajność Mate 10 Pro stoi na najwyższym poziomie, a urządzenie bez problemów radzi sobie z nawet najbardziej wymagającymi graficznie grami (smartfon tylko lekko nagrzewa się w prawym, górnym rogu). Najciekawszym elementem całego SoC (System-on-a-Chip) jest jednak wspomniana już NPU; jednostka działa niezależnie od standardowego przetwarzania w chmurze, zapewniając – w porównaniu do „zwykłych” czterech rdzeni Cortex-A73 w scenariuszu obliczeniowym dla sztucznej inteligencji – piećdziesięciokrotnie większą wydajność. Nowy układ ma uczyć się zachowań użytkownika i sposobu, w jaki korzysta z telefonu. Efektem finalnym jest wybór najbardziej efektywnego trybu pracy i optymalizacja wydajności. Praca Mate 10 Pro wspierana jest przez 6 GB pamięci RAM, a do dyspozycji mamy także, wspomniane już, 128 GB pamięci wbudowanej.

Huawei Mate 10 Pro posiada Androida 8.0 Oreo wraz z producencką nakładką na system, czyli Emotion UI, także w wersji 8.0. Funkcji smartfon ma sporo. Jest na przykład uproszczona wersja znanego z innych smartfonów Always-on Display; na wyłączonym ekranie wyświetlane są tylko godzina, data i poziom naładowania akumulatora – brakuje powiadomień. Nie zabrakło za to znanej z poprzednich smartfonów Huawei funkcji inteligentnego przełączania się na Wi-Fi, gdy urządzenie znajdzie się w pobliżu zapamiętanej sieci. Jest ochrona wzroku (filtr światła niebieskiego), przycisk wiszący umożliwiający pełną interakcję z telefonem, jest też obsługa jedną ręką – ważna opcja w przypadku 6-calowego ekranu, który czasem trzeba obsłużyć „w biegu”, czy popularna i sprawdzona już w poprzednich wersjach EMUI aplikacja bliźniacza pozwalająca na logowanie się do rożnych dwóch kont np. na Facebooku, Messengerze czy WhatsAppie. Układ ekranów możemy, jak zwykle, przełączać między standardowym (ikony na pulpitach) i z szufladą aplikacji. Na pasku powiadomień możemy dołożyć informację o prędkości sieci, albo wybrać kolejność funkcyjnych przycisków. Jest dostęp do motywów i kilkudziesięciu tapet, które mogą się zmieniać na ekranie blokady. Co ciekawe, Mate 10 Pro możemy podłączyć do monitora i korzystać z niego jak z komputera (tryb Łatwa projekcja); potrzebny jest do tego kabel HDMI. Opcji sporo i dobrze. Są wprawdzie użytkownicy, którzy cenią sobie czystego Androida, narzekając na rozbudowane i spowalniające urządzenia producenckie nakładki. Dla mnie jednak czysty Android jest nieco zbyt „ubogi”. Nakładki producentów, obok szeregu ułatwiających korzystanie ze smartfonu funkcji (np. jak te, o których wspomniałem wyżej), dają m.in. dostęp do bardzo dobrych klientów poczty – i tak jest właśnie w przypadku EMUI. Wprawdzie konfiguracja konta Exchange nie jest w pełni zautomatyzowana (trzeba ręcznie wpisać nazwę serwera), ale aplikacja działa bardzo dobrze. Krótko mówiąc, oprogramowanie dostarczone przez Huawei oceniam wysoko.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Zestaw aparatów to znane już z poprzednich urządzeń chińskiego producenta połączenie czujnika RGB (12 MP) i monochromatycznego (20 MP). W obu są obiektywy z przysłoną f/1.6. W aparacie 12 MP jest ponadto optyczna stabilizacja obrazu. Jak zaznacza producent, inteligentne algorytmy pozwalają na identyfikowanie scenerii i różnych obiektów dostosowując odpowiednio kolory, kontrast, jasność czy ekspozycję. Koniec końców zdjęcia są wyraźne, pełne szczegółów – po prostu bardzo dobre. Co ważne, Mate 10 Pro dobrze sobie radzi także w gorszych (również nocnych) warunkach. Robienie zdjęć ułatwia laserowy AF z detekcją fazy, mamy ponadto do dyspozycji dwukrotny, hybrydowy, bezstratny zoom (rzecz bardzo przydatna), tryb małej przysłony czy kilka trybów „półautomatycznych”, np. tryb nocny, tryb malowania światłem czy poklatkowy. Nie mogło zabraknąć HDR, jest też opcja wykonywania zdjęć czarno-białych, efektownie wygląda bokeh. Z kolei przednia kamerka – z trybem portretowym – dobrze nadaje się do selfie.

Interfejs aparatu i przykładowe zdjęcia:

Na koniec kilka zdań o baterii. Już sama pojemność akumulatora (4000 mAh) obiecuje długie działanie i tak też jest w istocie. Smartfon pracować może kilkanaście godzin na jednym ładowaniu, w tym – bez problemów – 6 godzin (czasem nawet 7) na włączonym ekranie. Wynik świetny. Zapewne część użytkowników nie będzie musiała korzystać z ładowarki przez półtora, a może nawet dwa dni, ja natomiast zawsze ładuję telefon w nocy – w ciągu dnia normalnego korzystania z Mate 10 Pro nie udało mi się go rozładować. W zestawie znajduje się ładowarka wspierająca technologię Huawei SuperCharge, dzięki której akumulator możemy naładować do 50 proc. w około 30 minut. Przy okazji producent podkreśla, że system szybkiego ładowania z certyfikatem TÜV Rheinland posiada 15-warstwową sieć zabezpieczającą. Niestety, Mate 10 Pro nie wspiera ładowania bezprzewodowego.

Podsumowując, Mate 10 Pro to bardzo dobry smartfon, jeden z najlepszych na rynku. W czasie testów korzystało mi się z niego bardzo komfortowo. Największe plusy? Design, wydajny procesor, aparat i bateria. Minusy to brak słuchawkowego złącza i coraz popularniejszego standardu – ładowania bezprzewodowego.

Specyfikacja. Ekran OLED o przekątnej 6 cali i rozdzielczści 1080 x 2160 p (18:9), 16,7 mln kolorów. Ośmiordzeniowy procesor Hisilicon Kirin 970 (4 x 2,4 GHz Cortex-A73, 4 x 1,8 GHz Cortex-A53), GPU: Mali-G72 MP12. Pamięć: 128 GB, 6 GB RAM. Podwójny aparat główny: 12 MP (f/1.6, 27 mm, OIS) i 20 MP (f/1.6, 27 mm), dwukrotny bezstratny zoom, optyka Leica, laserowy AF z detekcją fazy, dual LED, panorama, HDR, wideo: 2160 p/30 fps, 1080 p/30/60 fps. Aparat przedni: 8 MP, f/2.0. Łączność: LTE Cat. 18, Wi-Fi 802.11 a/b/g/n/ac, Bluetooth 4.2, NFC, IRDA, GPS z A-GPS, GLONASS, BDS. Czujniki skaner odcisków palców, akcelerometr, żyroskop, zbliżeniowy, barometr, kompas. Porty: USB 3.1, Type-C 1.0, nanoSIM (na dwie karty). Bateria: litowo-polimerowa o pojemności 4000 mAh. Wymiary: 154,2 x 74,5 x 7,9 mm. Waga: 178 gramów. System: Android 8.0 Oreo.

Twitter: @G_Lisiecki

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.

*