Smartfonowym numerem jeden Huawei jest w tym roku model P20 Pro. A numerem dwa? Oczywiście P20. Urządzenie znacząco tańsze od wersji Pro i do tego nieco mniejsze, ma swoje atuty, które pozwalają także nazwać je flagowcem.

W porównaniu do zeszłorocznego poprzednika – P10 (test, recenzja Huawei P10), P20 zmienił się niemal radykalnie. Pojawił się dużo większy, panoramiczny ekran i to w proporcjach 18,7:9, na dodatek przestrzenie wokół wyświetlacza bardzo się zmniejszyły. Jest też, znany dobrze z iPhone X (a jeszcze wcześniej – z Essential Phone), notch, czyli wcięcie w górnej części ekranu. Od razu zaznaczę, że wcięcie można „zasłonić” software’owo, przyciemniając przestrzeń po bokach (jest odpowiednia opcja w ustawieniach). Skoro jednak przy tym jesteśmy – we wcięciu producent umieścił przednią kamerkę, głośnik do telefonicznych rozmów, diodę powiadomień i czujnik zbliżeniowy. Pod ekranem – to świetna wiadomość – znajduje się płytka ze skanerem linii papilarnych. Powiększa ona wprawdzie przestrzeń pod wyświetlaczem, ale funkcjonalność takiego umieszczenia czujnika biometrycznego jest nieoceniona. Aluminiowa ramka wokół urządzenia mieści przyciski zasilania – z charakterystycznym, czerwonym akcentem – i głośności (po prawej), tackę na dwie karty SIM (po lewej), złącze USB typu C, głośnik i mikrofon (na dole) oraz drugi mikrofon (u góry). Jak łatwo zauważyć, brakuje złącza audiojack 3,5 mm – w zestawie jest wprawdzie adapter, ale nie jest to idealne rozwiązanie. Front i tył P20 pokrywają tafle hartowanego szkła. Z tyłu producent umieścił podwójny aparat, laserowe czujniki wspierające autofokus, diodę LED oraz logo Leica. Poniżej znajduje się z kolei logo producenta, umieszczone tak, by „podążało” za wydłużonym kształtem urządzenia. Design P20 zwraca uwagę – jest efektowny, warto jednak pamiętać o tym, że obudowa nie jest wodoodporna, a jedynie odporna na zachlapania (certyfikat IP53). Sam ekran to nie AMOLED jak w P20 Pro, a IPS LCD. Czerń nie jest wprawdzie tak głęboka jak w AMOLED-ach, ale to nadal dobry wyświetlacz. Jego maksymalna jasność, w trybie auto to 695 nitów, co oznacza bezproblemową obsługę nawet w silnym słońcu. Trudno mieć zastrzeżenia do kolorów, a współczynnik kontrastu wynosi 1445. Panoramiczny wyświetlacz to panel FullView w wersji 2.0 i rozdzielczości Full HD+ (zagęszczenie pikseli na poziomie 429 ppi).

Huawei P20 napędza ośmiordzeniowy procesor Kirin 970 z mobilną platformą komputerowej sztucznej inteligencji NPU (Neural-Network Processing Unit). Układ producent z powodzeniem zastosował już w Mate 10 Pro (test, recenzja Huawei Mate 10 Pro). Kirin 970 to 64-bitowa jednostka z czterema wydajnymi rdzeniami i czterema energooszczędnymi. Procesor, dodajmy, został wykonany w technologicznym procesie 10 nm. Wspiera pamięć LPDDR4X RAM i szybkie LTE kategorii 18. „Na pokładzie” jest też dwunastordzeniowy procesor graficzny Mali-G72 MP12. P20 świetnie radzi sobie z multimediami i grami (spowolnień raczej nie doświadczymy), a także w codziennej pracy, choć SoC wspierany jest „tylko” przez 4 GB pamięci RAM. Szkoda, że nie 6 GB, ale segmentacja rynku robi swoje – 6 GB RAM dostał P20 Pro. Niezbyt pozytywnym zaskoczeniem jest też fakt, że w P20 znalazł się Bluetooth w wersji 4.2, a nie 5.0 – w smartfonie pozycjonowanym jako flagowiec trzeba uznać to jednak za minus. Na pocieszenie – BT 4.2 wspiera aptx-HD. Wielkim plusem jest za to rozmiar pamięci na pliki – aż 128 GB. To szybka pamięć w standardzie UFS 2.1 – karta microSD naprawdę nie jest tu potrzebna.

W P20 mamy do czynienia z Androidem Oreo w wersji 8.1 i nakładką producenta – EMUI, także w wersji 8.1 (takie ujednolicenie nie jest przypadkowe). Tradycyjnie już w przypadku Huawei mamy do czynienia z wieloma przydatnymi rozwiązaniami. Spersonalizować możemy np. obsługę interfejsu, zmieniając kolejność funkcyjnych przycisków, czy też aktywując przycisk wiszący. Dodatkowe funkcje przypisać możemy także płytce z czujnikiem biometrycznym. EMUI udostępnia nam znaną już funkcję aplikacji bliźniaczej (dwa konta na Facebooku czy WhatsAppie), a na pasku powiadomień możemy aktywować m.in. szybkość sieci. Do wyboru są dwie rozdzielczości ekranu: HD+ oraz Full HD+ oraz opcja inteligentna rozdzielczość, która pozwala na oszczędzanie baterii. Można wybrać kolory ekranu, rozmiar tekstu czy aplikacje, które będą wyświetlane w trybie pełnoekranowym. Podczas odtwarzania muzyki na słuchawkach warto skorzystać z opcji Dolby Atmos i pobawić się ustawieniami korektora. Wśród aplikacji znajdziemy m.in. notatnik, menedżer plików, portfel, kalkulator, dyktafon, kalendarz, latarkę czy kompas. Jest i aplikacja Health, monitorująca naszą aktywność, jest też spory wybór tapet i dostęp do motywów.

Prawdopodobnie najmocniejszym elementem P20 są aparaty. Producent chwali się, że w teście DxOMark P20 uzyskał wynik 102, zostawiając w tyle konkurencję z iPhone X na czele – lepsze są w tym rankingu tylko Huawei P20 Pro (109) i HTC U12+ (103). Dwa główne aparaty to 12 MP (czujnik RGB) i 20 MP (monochromatyczny) – zestaw wydaje się taki jak w Mate 10 Pro. Tymczasem aparat 12 MP został zmodernizowany; światło trafia teraz na duży czujnik obrazu (rozmiar piksela 1,55 mikrometra). Oznacza to, że w słabym świetle oczekiwać możemy jaśniejszych zdjęć i mniejszego szumu. Co więcej, producent popracował także nad oprogramowaniem – w trudnych warunkach oświetleniowych obraz stabilizowany jest do ośmiu sekund. Z kolei funkcja Master AI pozwala na identyfikację 19 różnych scen i obiektów, dostosowując np. parametry oświetlenia. Dostępny jest też m.in. dwukrotny, bezstratny zoom optyczny. Nie można zapominać także o aparacie przednim – aż 24 MP, który robi udane selfie. Krótko mówiąc, zdjęcia wykonane P20 prezentują się bardzo dobrze; a urządzenie Huawei to pod tym względem smartfonowa czołówka. Wideo? Do wyboru kodeki h.264 i h.265, 4K w 30 klatkach na sekundę, Super Slow Motion w 960 klatkach na sekundę.

Interfejs aparatu i przykładowe zdjęcia:

Bateria? Spisuje się dobrze – w zależności od tego, czy korzystałem z sieci czy z Wi-Fi było to od 3 do niemal 5 godzin SoT (Screen on Time). Na jednym ładowaniu akumulator powinien przepracować dzień, jeśli jednak korzystamy ze smartfona intensywnie, warto mieć przy sobie ładowarkę. A szybkie ładowanie wymaga nie tylko ładowarki Huawei SuperCharge, ale i kabla z zestawu. Baterię naładujemy od 0 do ponad 60 proc. w około pół godziny, do 75 proc. w 40 minut, a pełne ładowanie zajmie nam ok. 1,5 godz.

Podsumowując, Huawei P20 to bardzo dobry smartfon, do tego w cenie wyraźnie poniżej 3 tys., co wśród współczesnych flagowców jest rzadkością. Plusy: atrakcyjny design, świetne aparaty, bardzo dobra wydajność, skaner linii papilarnych pod ekranem, 128 GB pamięci wbudowanej, a zestawie przejściówka z USB typu C na jack 3,5 mm, a także silikonowe etui. Minusy: brak złącza audiojack 3,5 mm, Bluetooth tylko w wersji 4.2, wystające z obudowy aparaty, brak IP67 (jest tylko IP53). Werdykt: polecam.

Specyfikacja. Ekran LTPS IPS LCD o przekątnej 5,8 cala, rozdzielczości 1080 x 2240p i proporcjach 18,7:9, 16 mln kolorów. Procesor Hisilicon Kirin 970 (4 x 2,4 GHz Cortex-A73, 4 x 1,8 GHz Cortex-A53), GPU Mali-G72 MP12. Pamięć: 128 GB, 4 GB RAM. Podwójny aparat główny: 12 MP (f/1.8, 27mm, 1/2.3″, 1.55µm, OIS) i 20 MP (f/1.6, 27mm), optyka Leica, dwukrotny bezstratny zoom, PDAF i laserowy AF, LED, wideo: 2160p/30 fps, 1080p/30-60 fps, 720p/960 fps. Aparat przedni: 24 MP, f/2.0, wideo 1080p. Łączność: LTE Cat. 18, Wi-Fi 802.11 a/b/g/n/ac, Bluetooth 4.2, NFC, GPS z A-GPS, GLONASS, GALILEO. Porty: USB 3.1, Type-C 1.0, nanoSIM (dual). Czujniki: skaner odcisków palców, akcelerometr, żyroskop, czujnik zbliżeniowy, kompas, czujnik spektrum kolorów. Bateria litowo-polimerowa o pojemności 3400 mAh. Wymiary: 149,1 x 70,8 x 7,7 mm. Waga: 165 gramów. System: Android 8.1 Oreo z nakładką EMUI 8.1.

Twitter: @G_Lisiecki

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.

*