Kto śledzi ranking DxOMark, serwisu oceniającego jakość kamer, obiektywów czy aparatów w urządzeniach mobilnych, wie, że ranking fotograficznych możliwości smartfonów zdominowany został przez Huawei. Wiosną pozycję numer jeden w rankingu zajął P20 Pro, który dopiero teraz będzie musiał uznać wyższość nowego flagowca Huawei – Mate 20 Pro. Niedawno miałem okazję testować P20 Pro i sprawdziłem, jak radzi sobie potrójny aparat spod znaku Leica w tym smartfonie.

Huawei P20 Pro został zapowiedziany w marcu 2018 roku, natomiast oficjalna, światowa premiera miała miejsce w kwietniu – wraz z innymi smartfonami serii P (Huawei P20: test, recenzja). P20 Pro to dość kompaktowy smartfon, biorąc pod uwagę sporą przekątną wyświetlacza; urządzenie jest odpowiednio wyważone i dobrze leży w dłoni. Ramka wykonana jest z aluminium, natomiast przód i tył urządzenia pokryte są hartowanym szkłem (trójwymiarowe tafle mają działać jak pryzmat). Na dolnej krawędzi P20 Pro znajduje się port USB typu C, mikrofon (pod maskownicą) oraz jeden z głośników stereo, na prawej – klawisze głośności i przycisk zasilania (oznaczony czerwonym kolorem), u góry – kolejny mikrofon, a także – to już prawdziwa rzadkość w smartfonach – port podczerwieni, który zamienia urządzenie w pilota. Na lewej stronie jest tylko tacka na dwie karty nanoSIM. Z tyłu znajduje się potrójny aparat (wystający wyraźnie z obudowy) z laserowymi czujnikami, dioda LED, logo producenta oraz informacja Leica związana z zastosowaną w P20 Pro optyką – ogólnie rzecz biorąc, jest tu sporo do czytania. Z przodu natomiast, nad ekranem, mamy – a jakże – notcha (można go jednak „zamaskować” czarnym paskiem – opcja dostępna w ustawieniach), przednią kamerkę, głośnik, diodę powiadomień i czujnik zbliżeniowy. Z kolei pod ekranem producent umieścił przycisk Home ze skanerem linii papilarnych – świetnie! Jak jednak widać, nie można mieć wszystkiego; brakuje, niestety, złącza audiojack 3,5 mm. Dobrze, że producent dołożył adapter – zwłaszcza, że słuchawki z zestawu nie są zbyt wygodne. Nie ma też gniazda na kartę microSD, ale przyznać trzeba, że wybudowanej pamięci jest aż nadto. Obudowa ma certyfikat IP67 – smartfon jest odporny na kurz i wodę, choć – trzeba to zaznaczyć – konkurencja chwali się normami IP68.

Ekran w P20 Pro to AMOLED o przekątnej 6,1 cala, rozdzielczości 1080 x 2240 p i proporcjach 18,7:9. Dość zaskakująca jest raczej niska, jak na współczesne flagowce, rozdzielczość wyświetlacza. To Full HD+, ale zagęszczenie pikseli jest na poziomie 408 ppi, co oznacza, że podczas codziennego użytkowania nie będziemy czuli żadnego dyskomfortu. Panel wyświetla naturalne kolory, ma nieskończony kontrast i dobre kąty widzenia. Niektóre wartości wyświetlacza możemy regulować. Wprawdzie opcja Naturalne tony dostosowuje temperaturę barwową na podstawie oświetlenia otoczenia automatycznie (jak wyjaśnia producent: w celu uzyskania komfortu porównywalnego z czytaniem na papierze), ale funkcja Tryb koloru i temperatura barwowa daje nam możliwość wybrania między barwami normalnymi a wyrazistymi, a także regulowania temperatury kolorów – ręcznie, bądź decydując się na predefiniowane ustawienia (domyślne, ciepła, zimna). Jest też oczywiście filtr światła niebieskiego. Obsługa P20 Pro nawet w silnym słońcu nie jest żadnym problemem; automatyczna jasność ekranu osiąga bowiem wartość 582 nitów, co jest wynikiem bardzo dobrym.

Huawei P20 Pro, podobnie jak model P20, posiada ośmiordzeniowy procesor Kirin 970 z mobilną platformą komputerowej sztucznej inteligencji NPU (Neural-Network Processing Unit). Warto przypomnieć, że ten sam układ producent zastosował już w zeszłorocznym Mate 10 Pro (Huawei Mate 10 Pro: test, recenzja), ale w najnowszej serii Mate mamy już do czynienia z kolejną generacją Kirina – 980. Kirin 970 to 64-bitowa jednostka z czterema wydajnymi rdzeniami i czterema energooszczędnymi. Posiadający 5,5 miliarda tranzystorów procesor został wykonany w technologicznym procesie 10 nm. Wspiera pamięć LPDDR4X RAM i szybkie LTE kategorii 18. Procesor graficzny to dwunastordzeniowy Mali-G72 MP12 (standardy: DirectX, OpenCL, OpenGL ES, OpenVG, Vulkan). P20 Pro wyposażono ponadto 6 GB pamięci RAM i 128 GB pamięci wbudowanej w szybkim standardzie UFS 2.1. Zaawansowany użytkownik może poczuć jednak pewien niedosyt – podobnie jak w przypadku P20 jest tu bowiem zaimplementowany Bluetooth w wersji 4.2 zamiast powszechnej już w 2018 roku (także w smartfonach ze średniej półki cenowej) wersji 5.0 – najprawdopodobniej tylko dlatego, że Kirin 970 współpracuje właśnie z taką wersją. Na szczęście Bluetooth 4.2 wspiera aptx-HD, co może być istotną informacją dla tych, którzy korzystają z bezprzewodowych słuchawek. Połączenie wydajności procesora, GPU, pamięci RAM oraz pamięci UFS 2.1 daje bardzo dobry efekt – wprawdzie są już na rynku urządzenia osiągające lepsze wyniki w benchmarkach, ale w codziennym użytkowaniu nie ma to większego znaczenia. P20 Pro pozostaje szybki i wydajny.

Huawei P20 Pro testowałem z Androidem w wersji 8.1 Oreo i nakładką EMUI także w wersji 8.1 (producent uprościł numerację dostosowując się do wersji OS). Jedną z najlepszych funkcji EMUI pozostają dla mnie gesty przycisku Home, które tylko potwierdzają, że do korzystania z Androida wystarczy jeden klawisz. Wybierając w ustawieniach opcję przycisk nawigacyjny pod ekranem nie tylko ułatwiamy sobie interakcję ze smartfonem, ale i powiększamy przestrzeń ekranu rezygnując z dotykowych przycisków funkcyjnych. Dotknięcie klawisza Home oznacza powrót do poprzedniego ekranu, przytrzymanie – powrót do ekranu głównego, przesunięcie w lewo lub prawo – wyświetlenie otwartych aplikacji, a przesunięcie w górę – aktywowanie aplikacji Google (podobną rolę pełni wirtualny pasek nawigacji, ale on wyświetlany na ekranie). Łatwiej już się chyba nie da. Oczywiście nakładka EMUI ma także wiele innych opcji – bardzo przydatna jest funkcja inteligentnego włączania Wi-Fi gdy znajdziemy się w zasięgu zapamiętanej sieci, czarna lista numerów (smartfon chroni przed niechcianymi połączeniami). P20 Pro reaguje też na ruch – możemy wyciszyć dzwonek połączenia odwracając urządzenie czy odebrać podnosząc je do ucha. Jest obsługa jedną ręką (mały podgląd ekranu), tryb nie przeszkadzać, opcja planowanego wyłączania i włączania smartfonu, aplikacja bliźniacza (podwójne konta Facebooka, Messengera czy WhatsAppa), ciemny motyw interfejsu, gesty otwierające aplikację czy robiące zrzut ekranu. W aplikacji Muzyka możemy włączyć funkcję Dolby Atmos, jest też oczywiście aplikacja Zdrowie, która monitoruje naszą aktywność.

Czas na aparaty i małe przypomnienie: Huawei P20 Pro zebrał w rankingu DxOMark średnią 109 punktów (w tym aż 114 za zdjęcia; a oceniana jest też – dodajmy – jakość wideo) w zasadzie deklasując konkurencję. Numerem jeden potrójnego aparatu jest moduł 40 MP – to największa wartość w smartfonie od czasów Lumii 1020 PureView, która na rynku pojawiła się w 2013 roku. Monochromatyczny czujnik ma 20 MP, natomiast ten, który odpowiada za trzykrotny zoom optyczny – 8 MP i ogniskową 80 mm. Do dyspozycji mamy także pięciokrotny zoom hybrydowy, jednak warto pamiętać, że kiedy robimy zdjęcia 40 MP – zoom nie jest dostępny; aby można było z niego skorzystać trzeba przełączyć się na 10 MP. Jest też mocne wsparcie software’owe oraz AI. Funkcja Master AI rozpoznaje 19 różnych scen i obiektów (koty, jedzenie, grupy, kolory natury, zbliżenia, ujęcia nocne, tekst, zieleń, portrety, psy, fajerwerki, niebo, kwiaty, sceny, dokumenty, zachody słońca, śnieg, wodospady oraz plaże) dobierając automatycznie najlepsze parametry (między innymi oświetlenia) tak, żeby zdjęcia wyszły jak najlepiej. Działa to bardzo dobrze, z małymi wyjątkami – kiedy chciałem zrobić zdjęcie otwartej książki smartfon uaktywnił opcję „skanowanie dokumentu”, czasem też kolory na zdjęciu zdawały się nieco przejaskrawione. W wielu sytuacjach funkcje Master AI spisywały się jednak świetnie, szczególnie podczas zdjęć nocnych, które – choć robione były „z ręki” – wyglądają bardzo dobrze. Ujęcia nocne to zresztą jedna z największych przewag nad konkurencją. To efekt współpracy dużego czujnika głównego aparatu z modułem monochromatycznym. Świetnie działa także tryb portretowy z efektem bokeh (uzyskiwanym dzięki pracy czujnika 20 MP), czyli artystycznym rozmazywaniem tła. Z kolei w trybie Przysłona można robić duże zbliżenia, a tryb Pro wprowadza zabawę na kolejny poziom. Czyniąc długą historię krótką – wygląda na to, że ranking DxOMark nie myli się. Huawei P20 Pro robi po prostu świetne zdjęcia. Warto korzystać z zoomu optycznego, dzięki któremu wiele ujęć może uzyskać odpowiednią głębię. Do jakości rejestrowanego wideo (jest także zwolnione tempo) także trudno się przyczepić. Nie można zapominać także o przednim aparacie 24 MP ze świetnym trybem portretowym.

Interfejs aparatu i przykładowe zdjęcia:

Bateria w Huawei P20 Pro ma taką samą pojemność, jak ta zastosowana w Mate 10 Pro, gdzie spisywała się znakomicie. W tym przypadku jest podobnie – kilkanaście godzin pracy i ponad 6 godzin SoT (Screen on Time) nie jest niczym wyjątkowym, choć zdarzało się i 5 godzin SoT (albo nieco powyżej tego czasu). Stosując ładowarkę SuperCharge i kabelek z zestawu naładujemy smartfon w półtorej godziny (włączając ekran podczas ładowania ujrzymy aktualny procent energii wraz z wartościami dziesiętnymi). P20 Pro nie obsługuje jednak ładowania bezprzewodowego.

Podsumowując, P20 Pro to bardzo ciekawy smartfon ze świetnymi aparatami (także tym do selfie). Jeśli więc ktoś korzysta często ze smartfonu jako aparatu, flagowiec Huawei powinien być jednym z pierwszych wyborów (o ile nie pierwszym). Pozostałe zalety to wydajność, dobry ekran, wytrzymała bateria, efektowny design, szybka pamięć UFS, port podczerwieni, czujnik biometryczny obsługujący gesty, bogate oprogramowanie. Minusy? Brak gniazda audiojack 3,5 mm, brak ładowania indukcyjnego, Bluetooth tylko w wersji 4.2. Werdykt: polecam.

Specyfikacja. Ekran AMOLED o przekątnej 6,1 cala, rozdzielczości 1080 x 2240 p i proporcjach 18,7:9, 16 mln kolorów. Procesor: Hisilicon Kirin 970 (10 nm), ośmiordzeniowy (4 x 2,4 GHz Cortex-A73, 4 x 1,8 GHz Cortex-A53), procesor graficzny: Mali-G72 MP12. Pamięć: 128 GB, 6 GB RAM (jest też wersja 256 GB, 8 GB RAM). Potrójny aparat główny: 40 MP, f/1.8, 27 mm (szerokokątny), 1/1.7″, OIS, PDAF/laserowy AF, 20 MP B/W, f/1.6, 27 mm (szerokokątny), 1/2.7″, OIS, PDAF/laserowy AF, 8 MP, f/2.4, 80 mm (teleobiektyw), 1/4″, 3x zoom optyczny, OIS, PDAF/laserowy AF; optyka Leica, LED, HDR, panorama, wideo: 2160p/ 30fps, 1080p/60 fps, 1080p/30 fps, 720p/960 fps. Aparat przedni: 24 MP, f/2.0, 26mm (szerokokątny), optyka Leica, wideo: 1080p/30 fps. Łączność: LTE Cat. 18, Wi-Fi 802.11 a/b/g/n/ac, Bluetooth 4.2, NFC, GPS z A-GPS, GLONASS, GALILEO, port podczerwieni. Czujniki: skaner odcisków palców, akcelerometr, żyroskop, czujnik zbliżeniowy, kompas, czujnik spektrum kolorów. Porty: 3.1, Type-C 1.0, nanoSIM (dual SIM, dual stand-by). Bateria litowo-polimerowa o pojemności 4000 mAh. Wymiary: 155 x 73,9 x 7,8 mm. Waga: 180 gramów. System: Android 8.1 Oreo z nakładką EMUI 8.1.

Twitter: @G_Lisiecki

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.

*