Wszyscy jeszcze pamiętamy uśmiechniętego Jana Pawła II, a potem to jego drżenie rąk. To wtedy cały świat dowiedział się więcej o chorobie Parkinsona. Chorobie podstępnej, która zazwyczaj zaczyna się od lekkiego drżenia rąk, a potem powoli zabiera człowiekowi kontrolę nad jego własnym ciałem a często także umysłem. Nigdy nie dowiemy się, czy wiadomość o chorobie Parkinsona nie popchnęła znakomitego komika Robina Williamsa do samobójczej- śmierci.

Okazuje się bowiem, że pierwsze objawy tej choroby często poprzedza depresja. Aktor cierpiał na nia od lat. Jak twierdzą lekarze, czasami depresja to właśnie pierwszy objaw Parkinsona, który pojawia się znacznie wcześniej niż inne symptomy.

Objawy choroby, której przyczyny nadal są nieznane, mogą być różne u różnych ludzi. Drżenie jest często pierwszym objawem . Potem schodzi jednak na plan dalszy i przestaje być najważniejszą uciążliwością, bo pojawiają się większe problemy. Przede wszystkim niesprawność, najczęściej dotycząca jednej strony ciała.To także zaburzenia równowagi i koordynacji czy spowolnienie ruchów. Gdy choroba postępuje, pojawiają się kłopoty z poruszaniem, mową, a nawet oddychaniem. Opisywano przypadek pacjenta, który idąc, nie poruszał lewą ręką. I to był… jedyny objaw choroby Parkinsona.

Choroba Parkinsona. Objawy i sposoby leczenia to temat powakacyjnych 213. Spotkań Medycznych im. Krystyny Bochenek, które odbędą się w poniedziałek 15 września o godz. 17 w sali spotkań Sceny w Malarni Teatru Śląskiego w Katowicach. Gościem moim i Anny Sojki z Radia Katowice będzie dr n.med. Anetta Lasek-Bal, lekarz kierujący Oddziałem Neurologii z Pododdziałem Udarowym w Górnośląskim Centrum Medycznym w Katowicach Ochojcu.
Zapraszam. Maria Zawała

Leżę sobie na włoskiej plaży . Jest południe. W cieniu parasola nie czuć upału. Włosi jak jeden mąż poszli jeść swoje pranzo, czyli obowiązkowy południowy obiad, bez którego nie przeżyliby dnia. Nareszcie zrobiło się cicho. Choć uwielbiam ten ich cały gwar, to jednak wizja dwóch niezmąconych plażową paplaniną godzin codziennie niezmiennie mnie cieszy. Zwłaszcza po porannej dawce brazylijskiego latino z trzech głośników, ryczącego na całą plażę i pół Adriatyku, przy którym półtłuste donny i czarnoskóry superumięśniony animator wyginali ciała w ramach porannej  aqua gym.

Czytaj dalej

Sport to zdrowie, a narodowy sport Polaków to bez wątpienia oglądanie piłkarskich meczów. Piłka nożna wprawia nas w dobry nastrój, ponieważ dzięki niej możemy spełnić potrzebę przynależności do grupy, z którą się identyfikujemy. Kiedy grają nasi, emocje sięgają zenitu. Warto jednak wiedzieć, że gdy kibicujemy, zwłaszcza biało-czerwonym, wyzwalają się hormony, które powodują zwężanie się naczyń krwionośnych. A to prosta droga do zawału serca. Ofiar zawału wśród kibiców piłki nożnej na świecie są zresztą tysiące.Tylko podczas mistrzostw świata w Korei i Japonii liczba zawałowców wzrosła o 60 proc. Przegrany przez Anglików mecz z Argentyną podczas mundialu w 1998 r. spowodował, że liczba zawałów u angielskich kibiców była o 25 proc. wyższa. Niestety, nie ma takich statystyk w Polsce, ale z pewnością po Euro oddziały ratunkowe nie próżnowały.
Tym razem, my Polacy, mamy wielkie szczęście. Nasza narodowa drużyna zadbała o nasze zdrowie, oszczędzając nam niewyobrażalnych stresów podczas kolejnych przegranych meczów. Bo chociaż znamy na pamięć przyśpiewkę ” Nic się nie stało” to przeciez każdy trzymałby zaciśnięte pięści i zagryzione zęby, napięte do bólu mięśnie, mając nadzieję na cud.

Warto wiedzieć, że każdy człowiek posiada indywidualną podatność na stres. Reaguje inaczej na bodźce płynące ze środowiska, choć naturalnie stres jest nieodłącznym elementem naszego życia. Hans Selye, twórca teorii stresu, uważał, że „stres jest solą życia” i bez niego nie można żyć. Stres bowiem mobilizuje nasz organizm do wzmożonej aktywności nastawionej na poradzenie sobie w różnych sytuacjach życiowych, w tym także w sytuacjach trudnych. Ale jak opanować stres bez obgryzienia paznokci, gdy sędzia dyktuje karnego? W dodatku niesprawiedliwie?

Piłkarze przechodzą wiele psychologicznych ćwiczeń, które pomagają im znieść związane z tym napięcie. Zawodnicy są szkoleni, by wypełnić swój umysł pozytywnymi myślami, nie zostawiając miejsca na negatywne emocje. Kibice mogą radzić sobie w ten sam sposób. Nabranie dystansu do rzeczywistości i wzięcie głębokich oddechów, będzie pierwszym krokiem do opanowania nerwów, radził swego czasu znany psycholog sportowy Marc Jones, w poradniku dla kibiców piłki nożnej.

Równie ważną, a niedocenianą jeszcze rolę mogą dziś pełnić w rozładowywaniu stresu portale społecznościowe, takie jak Facebook czy Twitter. Badania wykazały, że pisanie o bolesnych przeżyciach po meczach pomaga poczuć się lepiej. Podobnie, gdy nasi faworyci wygrywają. Jak mówi Jones, jesteśmy towarzyskimi stworzeniami, które chętnie dzielą się tak złymi jak i dobrymi chwilami z innymi ludźmi.

Dla zdrowia ważniejsze jest jednak to, byśmy nie siedzieli bez przerwy przed telewizorami. Warto przed meczem albo w jego przerwie wyjść z domu i samemu się poruszać. Już 10 minutowe podbijanie piłki pozwala ustabilizować tętno, obniżyć poziom stresu i pozytywnie wpływa na samopoczucie.

Dlatego, drogie panie, jak tylko mundial się skończy, nie dziwcie się , gdy jeden z drugim poczuje się jak Messi i koniecznie będzie musiał razem z Ronaldo z naprzeciwka i Neymarem z drugiej klatki całe popołudnie haratać w gałę. Nie brońcie facetom tej kopaniny. Bo śmieci nie wyrzucone, lekcje z dziećmi nie odrobione, itp. itd. Oni tak muszą. Dla zdrowia!
Gra w piłkę nożną bowiem szczególnie efektywnie pomaga w obniżeniu ciśnienia tętniczego i może zapobiegać udarowi mózgu – informuje „Medicine and Science in Sports and Exercise”. To dość ważne w obliczu doniesień, że tylko w USA prawie co piąta jego ofiara ma mniej niż 55 lat. A jak chcecie wiedzieć, gdzie  Wasi faceci są i co robią, załóżcie konta na Facebooku i Twitterze. Jak strzelą gola, nie wytrzymają i zaraz się pochwalą!

 

Wiosennie nam się zrobiło za oknem, a to oznacza tylko jedno, że wkrótce zaczniemy coraz skąpiej się ubierać, odsłaniając to i owo. I jak ziemia długa i szeroka, kobiety łapać się będą za głowę, i kombinować, jak szybko pozbyć się cellulitu. Ale cudowne maści i zaklęcia nie pomogą, jeśli nie zmienimy stylu życia.
Jak więc skutecznie pozbyć się cellulitu? W skrócie rzec można: trzeba więcej się ruszać, lepiej odżywiać, zmienić niektóre nawyki, no i naturalnie wesprzeć te działania odpowiednimi zabiegami kosmetycznymi.
No to po kolei. A właściwie od końca, żadne cudowne zabiegi, lasery czy najdroższe kremy nie pomogą, jeśli nie będziemy ćwiczyć.

Nie każda jednak gimnastyka pomoże pozbyć się cellulitu. Nieskuteczne są np. ćwiczenia na siłowni, za to bardzo pomocne treningi spalające tłuszcz, takie jak jogging, rower, skakanka, fitnes, callanetics, joga, gimnastyka czy pływanie. Najskuteczniejsze są przy tym te, które nie prowadzą do zakwasów. Aby skutecznie pozbyć się zapasów tłuszczu, powinno się trenować minimum 45 minut.
Ważne jest także to, co jemy. Chińczycy mówią, że „każdy kopie sobie grób zębami”. Oznacza to, że jeśli w naszym pożywieniu zabraknie jakiegoś składnika, albo czegoś będzie w nadmiarze, odbije się to na naszym zdrowiu.

Przyczynami cellulitu, obok hormonów, są przede wszystkim nadwaga i problemy z krążeniem. Obok nadciśnienia i choroby wieńcowej są one efektem przewagi w jadłospisie tłuszczy i węglowodanów.Dlatego, dbając o dobrą sylwetkę, by pozbyć się cellulitu, trzeba zachować ujemny bilans kaloryczny. Każda z nas średnio potrzebuje ok. 1600 kcal dziennie. Aby zlikwidować cellulit trzeba przyspieszyć spalanie zapasów, poprawić krążenie i dotlenić skórę. Dlatego codzienna porcja kalorii nie powinna przekroczyc 1200-1400 kcal. W tym celu należy jeść 5 razy dziennie mniejsze ilości. Najbardziej kaloryczne posiłki trzeba spożywać rano, a po godz. 18 tylko potrawy niskokaloryczne i lekkostrawne.

Walcząc z cellulitem trzeba unikać alkoholu, mocnej kawy i herbaty oraz papierosów. Z diety wyrzucić konserwanty i produkty wysokoprzetworzone, zwłaszcza zawierające siarkę, fosfor i azot, których trawienie trwa długo. Mocno trzeba też ograniczyć cukier, pozwalając sobie na jedzenie słodyczy okazjonalnie. Warto wiedziec, że cukier ukryty jest także w produktach, których wcale o to nie podejrzewamy, takich jak zielony groszek konserwowy czy paczkowana próżniowo wędlina. Nawet produkty opisywane jako „bez cukru”, także zawierają cukier, np. jogurty owocowe, w których składzie jest sacharoza pochodząca z owoców.
Średnie zapotrzebowanie na cukier wynosi od 250 do 300 g dziennie. Dobre wiedzieć, że 0 proc. cukru jest w jajkach, wędlinie i rybie, 5 proc. cukru jest w naturalnych produktach mlecznych i zielonych warzywach, 10 proc. w marchewkach, szparagach, burakach i świeżych owocach, 20 proc. w owocach i warzywach zawierających skrobię ( banany, ziemniaki), 55 do 70 proc. w chlebie i płatkach zbożowych naturalnych, ponad 70 proc. w ciastkach, makaronie, ryżu, mące i kaszy. Cellulitowi sprzyja łaczenie makaronu i ryżu z tłustymi dodatkami, sosami czy majonezem. Należy więc tego unikać, podobnie jak smażenia.

Generalnie dieta antycellulitowa nastawiona być powinna na pobudzanie przemiany materii. Wskazane warzywa to seler, kapusta, pomidory, zielona fasolka, szpinak, cykoria, kiełki soi, pszenicy, rzodkiewki, czosnek i cebula.
Z owoców dobre sa jabłka, śliwki, truskawki, maliny, jagody, grapefruity, żurawina, jeżyna, porzeczka. Wartościowe są czereśnie i ciemne winogrona. Ważne są też produkty zawierające błonnik – pełnoziarnisty chleb zamiast bułeczek. Zamiast makaronu, brązowy ryż. Ryby należy jeść częściej niż mięso.

Zastanawialiście się kiedyś, dlaczego mężczyźni nie mają cellulitu? Bo to brzydko wygląda – głosi stary jak świat dowcip. Niestety, nieprawdziwy. Bo przypadki pomarańczowej skórki zanotowano także u panów. Winowajcą jest nadmierne spożycie mięsa zwierząt karmionych paszami zawierającymi hormony.

W wypadku cellulitu, przede wszystkim trzeba pozbywać się z organizmu nadmiaru wody, a wraz z nią toksyn. Dobrze jest wypić codziennie na czczo szklankę soku ze świeżych owoców, co ułatwi przyswajanie witamin, minerałów i enzymów. Generalnie należy pić ok. 2 litrów płynów dziennie. Najlepiej wypłukuje toskyny czysta niegazowana woda. Doskonałe są napary z ziół takich jak koper czy skrzyp. Bardzo odtruwająco działają krwawnik i brzoza. Wskazane jest picie zielonej herbaty, która wzmacnia uklad krążenia, „pożera” tłuszcz i oczyszcza organizm z toksyn. Dwie filiżanki na zdrowie dziennie będą bardzo wskazane.
Generanie w walce z cellulitem pomóc mogą też specjalistyczne zabiegi kosmetyczne. W walce ze wstrętną pomarańczową skórką należy unikać zbyt gorących kapieli, długiego siedzenia w jednej pozycji, zakładania nogi na nogę, naszenia za ciasnej garderoby, butów na wysokich obcasach, przesadnego opalania, nadmiernych ilości soli.
Czy wiecie już jak się pozbyć cellulitu? Nie wiem jak wy, ale ja na pewno nie jestem zdolna do wszystkich tych wyrzeczeń. Bez soli żyć mogę, bez mięsa też, wodę piję, ale szpilek na płaskie buty nie zamienię. Nigdy w życiu!

Alfabet dny moczanowej

Prawie 85 proc. Polaków po 40. roku życia skarży się na występowanie bólu stawów – wynika z badania portalu Zdrowa ONA. Przyczyna bólu może być prozaiczna – przeciążenie stawu nadmiernym wysiłkiem, urazem, długotrwałe pozostawanie w tej samej pozycji (unieruchomienie). Jeżeli ból stawu jest nagły i silny, może świadczyć o poważnej chorobie, np. o dnie moczanowej. Co warto wiedzieć na jej temat? Alfabet tej choroby sporządziła lek. med. Magdalena Piórkowska-Pruszek.

A jak atak dny moczanowej – to ostry napad bólu stawu, występujący zazwyczaj w godzinach porannych i pierwszy sygnał o tym, że mamy dnę moczanową. Bólowi towarzyszy obrzęk i zaczerwienienie stawu.

B jak bogacz – o dnie moczanowej potocznie mówiono „choroba bogaczy”. W przeszłości zapadały na tę chorobę osoby z wyższych sfer społecznych. W przeciwieństwie do biednych ludzi mogli spożywać wiele produktów, które zawierały duże ilości puryn (tłuste mięso, alkohol). Te przyzwyczajenia żywieniowe niestety też określały wyższy status społeczny.

C jak czynniki ryzyka – do zachorowania na dnę moczanową predysponuje płeć (mężczyźni chorują dwa razy częściej niż kobiety), wiek (mężczyźni po 30 roku życia, kobiety po menopauzie) oraz choroby towarzyszące, szczególnie zespół metaboliczny (otyłość, nadciśnienie tętnicze, cukrzyca, podwyższony poziom cholesterolu, podwyższony poziom kwasu moczowego, podwyższony poziom insuliny), nowotwory, niedoczynność tarczycy, niewydolność nerek czy reumatoidalne zapalenie stawów.

D jak dieta – dieta tuż po przyjmowaniu leków to słowo klucz w leczeniu dny moczanowej. Dietetycy zalecają posiłki niskopurynowe, a tym samym rezygnację z tych, które zawierają duże ilości tego związku. Nie powinno się zatem jeść dużo mięsa (szczególnie czerwonego), podrobów, bulionów oraz owoców morza. Odradza się picie alkoholu i napojów słodzonych, które zawierają fruktozę. Zaleca się produkty mleczne oraz warzywa i owoce.

F jak fruktoza – zawarta jest w słodzonych napojach gazowanych, słodyczach, ale również w dżemach, syropach, sokach i jogurtach. Spożywanie produktów z fruktozą może przyczynić się do powstania dny moczanowej.

G jak głodówki – stosowanie kuracji głodowych, mających na celu oczyszczenie organizmu z toksyn może powodować zwiększenie poziomu stężenia kwasu moczowego we krwi, a w efekcie zwiększać ryzyko wystąpienia dny moczanowej.

G jak guzki dnawe – to jeden z bardzo charakterystycznych objawów dny moczanowej. Są to zgrubienia na stawach, w których wnętrzu osadzają się moczany. Najczęściej widoczne są w małżowinach usznych i w okolicach stawów. Czasem tworzą również skupiska, tak zwane konglomeraty guzków.

H jak hiperurykemia – czyli stan podwyższonego poziomu kwasu moczowego we krwi (powyżej 7mg/dl). Lekarze podkreślają, że nieleczona hiperurykemia może prowadzić do dny moczanowej.

K jak kwas moczowy – to związek chemiczny, produkt końcowy przemiany puryn w naszym organizmie. Jego nadmiar gromadzi się w stawach i tkankach, prowadząc do powstania dny moczanowej.

L jak leczenie – w dnie moczanowej leczenie polega na przerwaniu ostrego napadu dny, czyli opanowaniu objawów: ból, obrzęk, zaczerwienienie. W tym celu stosuje się kolchicynę lub niesteroidowe leki przeciwzapalne. Następnie ważne jest obniżenie podwyższonego stężenia kwasu moczowego we krwi, czyli hiperurykemii oraz zapobieganie nowym napadom i powikłaniom. Najczęściej stosowanym lekiem obniżającym stężenie kwasu moczowego jest allopurynol. Trzeba jednak pamiętać, że nieodłącznym elementem na każdym etapie leczenia dny moczanowej jest odpowiednia dieta.

O jak obrzęk – to jeden z objawów zaatakowanego przez dnę moczanową stawu.

P jak podagra – to nazwa najczęstszej lokalizacji zmian w ostrym napadzie dny moczanowej tzn. zajęcie stawu śródstopno-paliczkowego, czyli palucha. Często błędnie, zamiennie stosuje się tę nazwę z dną moczanową.

P jak puryny – związek organiczny zawarty w produktach pochodzenia zwierzęcego (mięso, buliony, podroby, owoce morza). Spożywanie dużych ilości puryn zwiększa ryzyko zachorowania na dnę moczanową, ponieważ związki te przekształcane są w organizmie do kwasu moczowego.

S jak staw – dna moczanowa atakuje stawy. To właśnie w nich osadzają się kryształki moczanu sodu, gdy we krwi jest podwyższony poziom kwasu moczowego (powyżej 7,0mg%).

W jak witamina C – witamina ta obniża ryzyko wystąpienia dny moczanowej nawet do 50%. Dlatego tak ważne jest spożywanie warzyw i owoców zawierających ten związek chemiczny.

 

Przekroczyłeś magiczną czterdziestkę, wydaje ci się, że to połowa twojego życia? Nic bardziej mylnego. Wszystko wskazuje na to, że pożyjesz dłużej niż myślisz. Oby tylko w dobrym zdrowiu. Bo dziś nie ma nic gorszego niż być chorym seniorem.

Z szacunków WHO wynikam, że za 40 lat co piąty mieszkaniec świata będzie miał więcej niż 60 lat. Co to oznacza? Przede wszystkim wyzwanie dla systemów ochrony zdrowia, emerytalnego i opieki społecznej. Powiedzmy to sobie szczerze. Niewielu z nas doczeka starości w dobrym zdrowiu. Wiekszość wymagać będzie jakiegoś rodzaju terapii. To naturalne, bowiem starzenia się organów człowieka zatrzymać się póki co nie da, choć naturalnie zdrowszym trybem życia można to spowolnić. Tak czy inaczej, w 2035 roku w Polsce żyć będzie ponad 2,5 mln osiemdziesięciolatków. Dziś na tysiąc pracujących w Polsce przypada około 500 seniorów, a za 20 lat będzie ich 800.

Założenia polityki senioralnej na lata 2014-2020, zakładają poprawę jakości opieki zdrowotnej nad osobami starszymi, ale to tylko ministerialne pisma. Wszyscy wiemy i widzimy, jak wygląda w Polsce opieka medyczna. Kolejki do specjalistów, brak lekarzy geriatrów, domów opieki społecznej. No i niskie emerytury. A przecież starsi ludzie mają zazwyczaj wiele chorób, znaczącą niesprawność, uzależnieni są od swoich krewnych. Większość osób w wieku 55-59 lat cierpi na jedną lub dwie choroby. Po 65. roku życia ­- na dwie lub trzy. Seniorzy cierpią głównie na choroby układu krążenia, przewlekłą obturacyjną chorobę płuc (POChP), zapalenia stawów, osteoporozę, zaćmę, cukrzycę typu 2, chorobę Alzheimera. Nowotwory. Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) ostrzega, że nadciąga „tsunami” zachorowań na nowotwory. W 2025 r. liczba przypadków tej choroby wzrośnie z 14 do 19 milionów rocznie, w 2030 r. do 22 milionów, a w 2035 r. aż do 24 milionów – prognozuje „World Cancer Report 2014”.

Wszystkie te schorzenia wymagają nowoczesnych i kosztownych terapii, z drugiej strony, prowadzą do inwalidztwa, a więc uzależnienia od pomocy drugiego człowieka.
I w tym ostatnim przypadku rzeczywistość dziś nie sprzyja seniorom. Mało kto może sobie pozwolić na rzucenie pracy, by opiekować się chorym rodzicem, bowiem praca jest dziś dobrem niezwykle cennym. Jednocześnie rynek usług opiekuńczych jest w powijakach. Ceny prywatnych świadczeń wysokie, a miejsc w dobrych domach opieki dla seniorów jak na lekarstwo. Mało kogo stać na prywatne usługi za minimum 4 tys. miesięcznie.
Czy się to komuś podoba czy nie, przekonanie, że opieka nad starszym członkiem rodziny to sprawa jego bliskich, będzie musiała wkrótce ulec weryfikacji. Rzeczywistość na rynku pracy wymusi na samorządach zorganizowanie innych systemów wsparcia.
Pokolenie sandwiczy, jak nazywają zachodni socjologowie kobiety w średnim wieku, najczęściej córki, które z jednej strony mają na karku dorastające i często bezrobotne dzieci, z drugiej starzejących się rodziców, z obu stron obłożone i pożerane za życia jak kanapka, sfrustrowane, zacznie się wkrótce buntować przeciw takiemu porządkowie rzeczy. Bo to rola ponad siły. Już dziś wiadomo, że u opiekunów osób starszych i chorych rośnie ryzyko depresji, wypalenia, chorób kardiologicznych. Porzucenie pracy to jednoczesne popadnięcie w biedę. A ich rodzice żyją coraz dłużej i dłużej…

Powiedzmy to sobie szczerze. Wszystko wskazuje na to, że dobre zdrowie będzie w przyszłości jednym z najbardziej porządanych dóbr. Nie tylko dla nas, ale przede wszystkim dla systemów opieki zdrowotnej, które chorób starzejących się społeczeństw, nie dziesiątkowanych dziś ani przez zarazy ani przez wojny, mogą nie wytrzymać.
I tylko o jednym starajmy sie nie zapomnieć, że na to zdrowie pracujemy też sami. Od urodzenia. Tymczasem, jak wynika z brytyjskich badań, wiekszość ludzi przestaje dbać o swoją kondycję tuż po ukończeniu 40. roku życia. Przestajemy ćwiczyć, zaczynamy się przesadnie obżerać i przybieramy pokaźnie na wadze.

Palenie, picie, brak ruchu, zła dieta, szczególnie otyłość – to wszystko prowadzi nas tylko w jednym kierunku. Niepełnosprawności w starszym wieku.

Pomyślmy dziś, póki jeszcze jesteśmy zdrowi, kto nam kiedyś poda szklankę herbaty. I jeśli nie możemy liczyć ani na prywatną opiekunkę ani na własne dzieci, to może lepiej odstawmy już dziś ciastka, piwo golonki i papierosy. Bo jednego możemy być pewni. Że nikt o nas tak dobrze nie zadba, jak my sami.

Maria Zawała

Antybiotyki są zaliczane do najważniejszych odkryć w historii medycyny. Ich zastosowanie w leczeniu poważnych infekcji zostało zapoczątkowane w latach 40. XX w., a poprzedziło je odkrycie w 1928 r. penicyliny przez Aleksandra Fleminga. Towarzyszył temu odkryciu niesłychany zbieg okoliczności. Fleming eksperymentował na kulturach bakterii. Trzymał je na biurku w swoim laboratorium, regularnie sprawdzając ich stan i szukając niezwykłych zjawisk. Jedna z takich kultur, S. aureus, przypadkiem leżała nie przykryta przez trzy tygodnie, podczas których Fleming przebywał na wakacjach. To wtedy do pokoju na płytkę z kulturą bakterii miały się dostać zarodniki pleśni. Chociaż według legendarnej już opowieści pleśń przywiał z ulicy wiatr, bardziej prawdopodobne jest, że zarodniki dostały się przez drzwi z laboratorium znajdującego się niżej, w którym naukowcy badali alergizujące działanie tropikalnych pleśni. Szczęśliwie warunki pogodowe sprzyjały rozmnażaniu się zarówno zarodników pleśni, jak i bakterii: najpierw było zimno, co odpowiada pleśni, potem ciepło, co sprzyja bakteriom. I tak to się zaczęło, można powiedzieć.

Czytaj dalej

Kampania Olimpiady Specjalne

„Zespół Downa jest jak plama na koszuli, której nie możesz sprać”.  Od kilku dni to hasło promujące w Polsce  kampanię Olimpiad Specjalnych wzbudza oburzenie.  Suchej nitki na jego pomysłodawcach  nie zostawiła m.in. Dorota Zawadzka, słynna Superniania.  To hasło jest „okropne” – stwierdziła.  Czy rzeczywiście? Mam inne zdanie.

Pomysłodawcy kampanii, którzy na jutro tj. 6 listopada zwołali w tej sprawie konferencję prasową podkreślali, że ich celem było przede wszystkim zwrócenie uwagi na ponad 17 tys. osób z niepełnosprawnością intelektualną, która bierze udział w zawodach Olimpiad Specjalnych różnego szczebla. Pokazanie, że sport jest często jedyną sferą życia społecznego, w której niepełnosprawni intelektualnie mogą odnieść sukces, wyjść z domu, poczuć, że są potrzebni.

Czytaj dalej

stop przemocy

 Czy wiecie, że na świecie więcej kobiet w wieku od 15 do 44 lat umiera na skutek przemocy niż na raka, malarię czy w wypadkach drogowych?  Szokujące, fakt, dlatego popieram każdą inicjatywę , która mogłaby te niechlubne statystyki zmienić.  Właśnie ruszyła  IV edycja konkursu „Wyróżnienie białej wstążki”.  Cel, jak zawsze – przeciwdziałanie przemocy wobec kobiet, której doświadczają one także z rąk swoich mężów i partnerów. To nadal zjawiska powszechne. Według danych policji w Polsce w 2012 roku odnotowano ponad 50 tysięcy aktów przemocy wobec kobiet. Dane Eurobarometru pokazują, że Polacy stosunkowo częściej niż obywatele Unii Europejskiej stykają się w swoim środowisku z ofiarami przemocy domowej. Częściej niż co czwarty Polak (28%) deklarował, że zna osobiście lub z widzenia kobiety bite przez partnerów.

Czytaj dalej

Europejski Dzień Walki z Rakiem Piersi, który obchodzony jest 15 października to dobra okazja, by rozmawiać i pisać o profilaktyce tej choroby. O jest o czym, bo jak twierdzą lekarze, raków piersi przybywa, także w Polsce. Skąd bierze się ta choroba i jak ją nowocześnie leczyć, tłumaczyli dr n. med Michał Jarząb,  kierownik Centrum Chorób Piersi  w Instytucie Onkologii w Gliwicach oraz dr n.med. Ryszard Szumniak,  z Kliniki Chirurgii Onkologicznej i Rekonstrukcyjnej gliwickiego Instytutu Onkologii, podczas 204. Spotkań Medycznych im. Krystyny Bochenek, które tradycyjnie odbyły się w Teatrze Śląskim w Katowicach, a które mam zaszczyt wraz z Anną Sojką z Radia Katowice prowadzić.

Czytaj dalej