2

Jak radzono sobie 200 lat temu na przednówku, gdy nie było już ani warzyw, ani zboża do jedzenia? W jaki sposób ratowano osoby, które zatruły się po zjedzeniu chleba z mąki skażonej sporyszem? Co rosło w przydomowych ogródkach Śląska i Małopolski? Zioła czyli chwasty…

-W tradycyjnym ogródku wiejskim w Małopolsce były byliny, rośliny jednoroczne i dwuletnie, warzywa i krzewy. Rosły tam przede wszystkim: chryzantema, dalia, dziewanna, floks, irys, lilia biała, lubczyk, narcyz, ostróżka, parzydło, piwonia, piołun, rudbekia, serduszka i tojad. Jeśli chodzi o rośliny wysiewane z nasion można było tam spotkać astra, cynie, goździka brodatego, groszek pachnący, kosmos, lwią paszczkę, maciejkę, malwę, nagietka, nasturcje, słonecznik. Wśród warzyw możemy wyróżnić: buraki, dynię, groszek cukrowy, koperek, marchew, pietruszkę, pomidory, seler, pory. Krzewy to bez lilak, bukszpan oraz czarna i czerwona porzeczka. W naszym ogrodzie mamy przydomowy ogródek z regionu krakowskiego – tłumaczy botanik prof. dr hab. Józef Mitka, dyrektor Ogrodu Botanicznego Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie.

Podobnie na Śląsku i w Zagłębiu jak wskazuje Zygmunt Gloger – staropolskie ogródki robotników i chłopów „bywają mięszane tj. owocowo-warzywne”. Sadzone w ogrodzie warzywa (ziemniaki, kapustę, „szczypiórek”, dynię) odnajdziemy w dawnych potrawach.

-Mięso na stołach robotników i ludu rolniczego było rzadko, jeśli już podawano je jako sztuka mięsa z rosołu. W Zagłębiu lubianymi potrawami były za to zacierki z mąki pszennej, żytniej, czy jęczmiennej na wodzie lub mleku, polewka z kwaśnego mleka z ziemniakami. Chętnie jedzono karpiele czyli brukiew, duszone na mleku albo pieczone; kluski prażuchy z przemarzniętych ziemniaków, „żeburę” – kluski z prosa; „parzybrodę” czyli kapustę z mlekiem. Jedną ze znanych potraw wigilijnych była „siemieniatka” z siemienia konopnego i kaszy jęczmiennej lub jaglanej. Chętnie sięgano po groch, fasolę i marchew – wylicza Arkadiusz Rybak, regionalista, autor opracowań dotyczących Ziemi Zagłębiowskiej i Śląskiej, dyrektor Muzeum Miejskiego „Sztygarka” w Dąbrowie Górniczej.

Na Śląsku i w zachodniej Małopolsce wśród robotników i chłopstwa w XIX w. jedzono grzyby: „zieleniatki” (gąski) szare i zielone, ugotowane w wodzie i „kraszone” z ziemniakami; „surowiatki” (gołąbki jadalne) i „czubatki” (czubajki kanie), duszone w maśle z jajecznicą albo z ziemniakami; „prawe”, „prawaki” czyli borowiki szlachetne (duszone, suszone, z żurem lub kapustą); „liszki” (pieprznik jadalny – kurka), rydze, „maślochy” – duszone. „Cholewiatki” (maślak pstry) i „sarny” (sarniaki) – były spożywane suszone z żurem. Były też smardze, pieczarki polne, „krówki” (mleczaj smaczny) i „gołębiatki” (gołąbek słodkawy) zbierane tylko w świerkowym lesie. Grzyby niejadalne określano „psiemi” były to np. „muchatki” (muchomory), czyli „muszarki”. Gdy brakowało innej żywności w czasie przedwiośnia „na przednówku” na stołach gościły: lebioda, szczaw i brzoskiew (kapusta właściwa polna). Ulubione przyprawy naszych przodków to kurdybanek (czarnuszka) i kminek, dawany do chleba i „hanyżek” (anyż), który pito z wódką. Natomiast jeśli chodzi o jagody najczęściej zbierano (na sprzedaż zresztą) podziomki – poziomki; borówki czerwone, „cyrnice” (czarne jagody), „ostrężyny” czyli jeżyny; i maliny. Powszechnie jedzono „ohynie, w większej ilości upajające”. Dziś już wiadomo, że borówka bagienna nie ma właściwości odurzających, tak działa pyłek kwiatów bagna zwyczajnego, które w naturalnym środowisku sąsiaduje z borówkami.

-Zioła towarzyszyły człowiekowi od pokoleń. W 1846 roku Rada Lekarska Królestwa Polskiego przygotowała poradnik jak udzielać chorym pierwszej pomocy, osobom poparzonym, potłuczonym, czy wreszcie otrutym. Podręcznik trafił m.in. do szkół, także powszechnych. Możemy się z niego dowiedzieć, że najpopularniejsze były zatrucia, spowodowane przez grzyby trujące, sporysz zbożowy występujący w zanieczyszczonym ziarnie; korzeń mordownika pospolitego, czy „świnią wesz” czyli szczwół plamisty (inaczej cykuta), które brano za pietruszkę, seler czy pasternak. W przypadku zatrucia zalecano pozbycie się trucizny z organizmu, stosowanie naparu z rumianku, kwiatu lipy, kilku kropli oleju z kleszczowiny czyli rycynowego. Okłady z siemienia lnianego, ciepłą kąpiel. W sytuacjach bardzo poważnych zalecano eter, upuszczanie krwi, stawianie pijawek. Gdy chory wracał do zdrowia otrzymywał kleik, krople nalewki z rumianku, mięty, melisy i szałwii oraz z arcydzięgla i tataraku. Stosowano też owoce czarnego bzu – dodaje Arkadiusz Rybak.

Rośliny gatunków rodzimych i obcych również ozdabiały domy. W oknie domów stawiano mirt, geranium i „cebulę donieczkową” czyli urginię morską (kuzynka hiacynta wschodniego, roślina trująca, stosowana do produkcji leków nasercowych). Nad łóżkiem pochylone umieszczano krzyże i obrazy, tu w Zielone Świątki zatykano tatarak i zielone gałęzie brzozy czy lipy. Czasami wieszano tam wianki z Bożego Ciała, ale częściej umieszczano je nad wejściem domu. Wianki wyplatane były z macierzanki, kopytnika, rozchodnika (od jego przyłożenia rozchodzi się choroba), rosiczki, koniczyny łąkowej, lubczyku (używano go… na ból gardła), leszczyny (chroni przed uderzeniem pioruna, bo te krzewy są przez burzę omijane), bylicę pospolitą, dziewannę (nazywano ją „warkoczkami lub jabłuszkami Najśw. Marii Panny”). Snopki, wieńce i bukiety na Matki Boskiej Zielnej oprócz macierzanki, bylicy, czy dziewanny zawierały tajemnicze „ziele świętokradzkie” i „śmietannik” czyli koniczynę pagórkowatą, którą podawano bydłu domowemu, aby dawało mleko wysokiej jakości. Do bukietów wplatano też marchew i pietruszkę, mak w makówkach. W wigilię dnia św. Łucji (św. Łucji przypada 13 grudnia) dziewczęta wkładały do butelki z wodą, ścięte w ogrodzie – gałązki wiśni, jeśli zakwitły do Bożego Narodzenia znaczyło to, że ich właścicielka wkrótce wyjdzie za mąż.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.

*